Prof. Ćwiąkalski: Nie pokładam żadnych nadziei w śledztwie dotyczącym afery hejterskiej

Widać, jak służby opornie zabierają się do wyjaśniania afery hejterskiej w resorcie sprawiedliwości. Gdyby sytuacja dotyczyła opozycji, to działania byłyby błyskawiczne - przekonywał w Poranku Radia TOK FM prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.
Zobacz wideo

Sejm odrzucił w środę wieczorem wniosek o odwołanie Zbigniewa Ziobry. Profesor Zbigniew Ćwiąkalski tłumaczył w Poranku Radia TOK FM, dlaczego Jarosław Kaczyński nadal ceni szefa resortu sprawiedliwości. - Bo wykonuje zadania, jakich szef PiS od niego oczekuje. Realizuje politykę partii, czemu trudno się dziwić, bo po to został powołany - wyjaśniał prof. Ćwiąkalski. 

Wniosek o wotum nieufności był konsekwencją tzw. afery hejterskiej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jak ujawnił kilka tygodni temu portal Onet, w resorcie miała działać grupa, która organizowała hejt wobec sędziów nieprzychylnych reformom wymiaru sprawiedliwości wprowadzanym przez PiS. Na czele tej grupy miał stać ówczesny wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak. W sprawie zostało wszczęte śledztwo. 

Prof. Ćwiąkalski przyznał, że nie pokłada w działaniach prokuratury "żadnych nadziei", bo widać, jak śledczy "bardzo opornie się za to zabierają". - Gdyby to była odwrotna sytuacja, rzecz dotyczyłaby polityków opozycyjnych, to służby zadziałałby błyskawicznie. Przypomina się afera KNF, prezes Marek Chrzanowski mógł "podziałać" w biurze przez kilkadziesiąt minut, zanim pojawiły się tam służby - mówił dalej gość TOK FM. 

"W minutę nie da się wypisać recepty na zmiany PiS"

Karolina Lewicka pytała prof. Ćwiąkalskiego o to, czy jest recepta na odwrócenie zmian w prawie jakich dokonało Prawo i Sprawiedliwość. Były szef resortu sprawiedliwości odpowiadał, że nie da się "jednym aktem anulować wszystkiego, co zrobił PiS". - Trzeba działać bardziej punktowo. To bardzo trudne zadanie. Optymalna byłaby zmiana konstytucji. Gdy ją tworzono, nikt nie zakładał, że mogłoby do czegoś takiego dojść. Ugrupowanie, które zdominowało polską scenę polityczną, wywróciło wszystko do góry nogami, nie licząc się z żadnymi regulacjami. Pozostaje pytanie, jak zabezpieczyć się przed czymś podobnym w przyszłości - przekonywał Ćwiąkalski. I dodał, że najpierw powinien zostać powołany zespół złożony z autorytetów prawniczych, który zastanowiłby się, "jak to rozwiązać, bo w ciągu minuty nie da się wypisać recepty".

Prowadząca Poranek Radia TOK FM przypomniała, że PiS planuje "dokończyć" reformę wymiaru sprawiedliwości, jeśli jesienią wygra wybory. Co miałoby to oznaczać? - PiS chciałoby podporządkować sobie sądy tak jak prokuraturę czy Trybunał Konstytucyjny. Na tym ma polegać dokończenie reformy wymiaru sprawiedliwości, bo jeżeli chodzi o efekty, to nie zmieniło się nic, raczej się pogorszyło. Sprawy trwają jeszcze dłużej, prokuratura ma jeszcze gorsze wyniki. PiS chce przejąć sądy, żeby wyrok był taki, jaki życzy sobie władza polityczna - wyjaśniał prof. Ćwiąkalski. 

Jak ocenił były minister, nawet jeśli Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uzna, że nowa KRS jest upolityczniona, to nic to nie zmieni. - Bo po wyborach nikt się nie będzie liczył z wyrokami TSUE. Będzie decyzja polityczna i realizacja. Zdecydowanie się tego spodziewam. Okaże się, że wyrok zostanie zlekceważony i nie zostanie wdrożony. Nie jestem optymistą w tej kwestii - mówił gość TOK FM. 

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM