Lubnauer oskarża TVP o "podsycania akcji szczucia". Przypomniała swoją słynną rozmowę z Magdaleną Ogórek

Katarzyna Lubnauer przestrzegała w Poranku Radia TOK FM przed straszeniem społeczeństwa przez polityków. Jej zdaniem groźby, które otrzymała od strażnika marszałkowskiego, są wynikiem panującej w Polsce atmosfery wzajemnej nienawiści. - Niestety rządzący są mistrzami w jej wytwarzaniu - podkreśliła.
Zobacz wideo

Strażnik marszałkowski, który wysłał do Katarzyny Lubnauer maile z groźbami i obelgami, przyznał się do winy. Został objęty dozorem policyjnym. Ma również zakaz zbliżania się do posłanki na odległość mniejszą niż 100 metrów. 

Mimo całej sytuacji przewodnicząca Nowoczesnej w Poranku Radia TOK FM, zaznaczyła, że nie myśli o ochronie. - Nie możemy się dać zastraszyć. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, żeby osoby, które nas zastraszają lub tworzą taką atmosferę w państwie, że ktoś jest skłonny nam grozić i nas straszyć, wygrały tę potyczkę psychologiczną. Jeśli damy się zastraszyć, będziemy bać się wyjść z domu, to na starcie przegraliśmy - podkreśliła polityczka.  

"To część atmosfery"

Według Katarzyny Lubnauer tego typu ataki są "niewątpliwie częścią atmosfery", która panuje teraz w Polsce. - Dlatego ważne jest, aby pamiętać, że rolą polityków nie jest straszenie społeczeństwa. Powinniśmy tego unikać. Nie powinniśmy wytwarzać atmosfery nie tylko strachu, ale i wzajemnej nienawiści. Niestety rządzący są w tym mistrzami - mówiła, wskazując nie tylko na "szczucie" przez partię rządzącą jednych środowisk na drugie: pracowników na pracodawców, walkę z osobami LGBT, ale także przeciwstawianie sobie prowincji i dużych miast. 

Posłanka obawia się także, że kiedy zacznie brakować pieniędzy na obietnice wyborcze PiS, rządzący zaczną szukać winnych. - Nagle okaże się, że za kryzys gospodarczy odpowiadają duże miasta. Zaczną ściągać pieniądze z samorządów dużych miast, za chwilę okaże się, że przedsiębiorcy są obciążani coraz to nowymi podatkami. To widać. Widać tego typu szczucie, a efektem są groźby - mówiła.

Grożący jej strażnik powoływał się w mailu na zabójstwo prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza. Uznał, że ją również należy zabić. - Okazało się, że ten pan powołał się na to zdarzenie jak na wzór. Widzimy, że gdzieś na bardzo podatny grunt pada ta cała fala nienawiści - mówiła.

"Pewnych rzeczy nie da się cofnąć"

Przewodnicząca Nowoczesnej opowiadała, że otrzymała dwa maile z groźbami i obelgami, wysłane z kilkuminutowym odstępem. - Po pierwsze mamy, jaką mamy, telewizję publiczną. Ona podsyca tę akcję szczucia - podkreśliła, przypominając swoją ostatnią wizytę w programie Magdaleny Ogórek, która jej zdaniem nie potraktowała jej jako gościa, ale obiekt ataku. - Zadziałała jak typowy działacz partii rządzącej - podkreśliła. Polityczka zwróciła także uwagę na paski telewizyjne pojawiające się w czasie programu, w którym występowała, a które określiła jako "paski grozy". 

Tłumaczyła, że zdawała sobie sprawę, że zdarzają się przypadki hejtu, ale wyobrażała je sobie raczej jako kogoś, kto znajduje się na drugim końcu Polski, kto pod wpływem frustracji wysyła po prostu nieprzyjemnego maila. - Tutaj okazało się, że zagrożenie jest naprawdę blisko - mówiła o swojej reakcji, kiedy dowiedziała się, że grożącym jest strażnik marszałkowski, który ma przecież służbową broń. 

Prowadzący program Piotr Kraśko zwrócił uwagę, że z informacji prokuratury wynika, że strażnik przyznał się do winy i wyraził skruchę. 

- Pewnych rzeczy nie da się cofnąć. Nie znam człowieka. Nie umiem dojść do tego, na ile te groźby były realne, a na ile chciał mi dokuczyć czy wylać frustrację - podsumowała Katarzyna Lubnauer. 

DOSTĘP PREMIUM