Tłumaczka Tuska o próbach przesłuchania jej ws. katastrofy smoleńskiej: Absurdalne. Motywy wyłącznie polityczne

- Jesteśmy teraz w trakcie kampanii. Uważam, że próba wezwania mnie na świadka i przesłuchania jest umotywowana wyłącznie motywami politycznymi - mówiła w TOK FM Magdalena Fitas-Dukaczewska, tłumaczka rozmów Donalda Tuska i Władimira Putina po katastrofie smoleńskiej.
Zobacz wideo

We wtorek warszawski sąd okręgowy uchylił - już po raz drugi - decyzję prokuratury o zwolnieniu z tajemnicy zawodowej Magdaleny Fitas-Dukaczewskiej, tłumaczki rozmów Donalda Tuska i Władimira Putina po katastrofie smoleńskiej.

Fitas-Dukaczewska była gościem środowego Popołudnia TOK FM. Pytana na jakich dokładnie rozmowach zależy prokuraturze, wskazała, że "precyzyjny zakres zwolnienia z tajemnicy objęty jest tajemnicą śledztwa", więc nie może udzielać szczegółowych odpowiedzi w tej sprawie. - Mogę tylko skierować państwa do oświadczenia Prokuratury Krajowej, która stwierdziła, że przesłuchanie tłumaczki rozmów Donalda Tuska i Władimira Putina jest niezbędne, ponieważ jest to osoba, która była na miejscu tragedii 10 kwietnia, widziała resztki samolotu i uczestniczyła w rozmowach dotyczących sposobu postępowania czy też prowadzenia śledztwa po katastrofie tego samolotu - wyjaśniła tłumaczka.

"Cała sprawa ma kontekst polityczny"

Dlaczego - mimo wyroków sądów - tak bardzo prokuraturze zależy na zwolnieniu Fitas-Dukaczewskiej z tajemnicy? Sama zainteresowana przyznała, że jej zdaniem, cała sprawa ma kontekst polityczny. Podkreśliła, że ostatnie zwolnienie z tajemnicy zostało jej wysłane w środku wakacji. - Moim zdaniem było to umotywowane tym, że prokuratorowi zależało, żeby posiedzenie sądu i ewentualne moje przesłuchanie odbyło się jeszcze w środku kampanii. Nie znajduję innego uzasadnienia takiego nagłego działania prokuratury pod koniec lipca - tłumaczyła rozmówczyni Macieja Zakrockiego. - Jesteśmy teraz w trakcie kampanii. Uważam, że próba wezwania mnie na świadka i przesłuchania jest umotywowana wyłącznie motywami politycznymi - podkreśliła.

Sąd twierdzi, że decyzja o zwolnieniu tłumaczki z tajemnicy zawodowej jest ostateczna. Prokuratura Krajowa nie zgadza się z tym orzeczeniem, choć - jak podała ostatnio jej rzeczniczka - "na tym etapie postępowania jest nim związana". - Czy temat rzeczywiście można uznać za zamknięty? - pytał redaktor Zakrocki. Zauważył też, że pojawiają się głosy, iż Prokurator Generalny może w tej sprawie wystosować tzw. skargę nadzwyczajną.  - Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że to jest możliwe, pomyślałam, że to żart, sprawa absurdalna - skomentowała Fitas-Dukaczewska. 

- Wymiar sprawiedliwości grzęźnie w koleinach, jest znaczna przewlekłość postępowań, sądy są zawalone sprawami i teraz zaangażowanie wszelkich sił i środków, ludzi i pieniędzy do tego, żeby kontynuować przymuszanie tłumaczki do zeznawania na okoliczność sprzed 10 lat? (…) Moim zdaniem to jest absurdalne - przekonywała tłumaczka.

"Przez 10 lat przeprowadziłam między 7 a 10 tysięcy spotkań"

Podkreśliła też, że jakość materiału, który mogłaby przekazać prokuraturze jest dość "ułomny". Rozmowa - jak wspomniała wcześniej - odbyła się blisko 10 lat temu.

- Od tamtej pory przeprowadziłam prawdopodobnie między 7 a 10 tysięcy spotkań. A tłumacz pracuje na spotkaniach, wykorzystując wyłącznie pamięć krótkoterminową. My tłumaczymy teksty, które mają minutę, może dwie. Zapamiętujemy to na czas tłumaczenia tekstu. Potem pojawia się kolejna fraza, którą wprowadzamy w pamięć w dokładnie to samo miejsce, gdzie była poprzednia - wyjaśniała. Dodała, że tłumacz, kończąc jedno spotkanie, przechodzi do następnego i nie utrwala sobie informacji, które na nich usłyszał. Przez co, jak wskazała, ta pamięć jest "niezwykle ułomna".

W tym przypadku - jak dodała Fitas-Dukaczewska - na zeznania mogłyby wpłynąć także emocje, które towarzyszyły jej w dniu katastrofy. - Okoliczności były niezmiernie trudne - podkreślała kilka razy.

- [Byłam] wśród ciał przyjaciół, kolegów, z zostawionym przeze mnie miesięcznym dzieckiem w domu w tamtym czasie i ze świadomością, że tak samo mogłam leżeć na tym polu, bo trzy dni wcześniej byłam w tym samolocie i lądowałam na tym lotnisku. Zaś niewiele wcześniej pracowałam również z prezydentem Kaczyńskim i ekipą, która leciała tym samolotem - opisywała.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM