Afera podkarpacka. "Jakimi zasługami musieli się wykazać sutenerzy, że państwo wybaczyło?"

Dwaj bracia z Ukrainy przez lata zmonopolizowali rynek agencji towarzyskich na Podkarpaciu. We wszystkim miały im pomagać różne instytucje państwowe, na czele z policją - pisze portal Onet. - Dla mnie to jest historia o tym, jak państwo polskie chroniło, wspierało i ułożyło się z sutenerami - przekonywał w TOK FM Marcin Wyrwał, dziennikarz portalu.
Zobacz wideo

W portalu Onet ukazał się w piątek mocny tekst dotyczący tzw. afery podkarpackiej. To historia dwóch braci Rysicz z Ukrainy, którzy zmonopolizowali rynek agencji towarzyskich na Podkarpaciu. - Dla mnie to jest historia o tym, jak państwo polskie chroniło, wspierało i ułożyło się z sutenerami. Najpierw wycięło im całą konkurencję na rynku agencji towarzyskich, a potem zapewniło niskie wyroki - przekonywał w TOK FM jeden z autorów tekstu, Marcin Wyrwał, i dodawał, że biznes prowadzony był na bardzo szeroką skalę, a bracia czerpali zyski z prostytucji oficjalnie około połowy tysiąca kobiet.

Jak opisywał dziennikarz, bracia Rysicz działali pod parasolem ochronnym między innymi policjantów z Centralnego Biura Śledczego. - Oni szybko załapali, że żeby prowadzić dobry biznes, to trzeba dawać konkretnym ludziom to, czego chcą. Pan - teraz już były - policjant Daniel Ś., o którym piszemy w tekście, nie tylko brał pieniądze, ale oczekiwał też konkretnych "rozrywek" w agencjach. Miał w nich status VIP-a. Często przychodził w grupach z innymi policjantami. A teraz ma się świetnie, chodzi sobie na siłownię i współpracuje z agencją detektywistyczną - mówił w TOK FM Wyrwał.

Dziennikarz wskazywał, że on i jego koledzy czerpali wiedzę o całej aferze z 160 tomów akt sądowych. - I potem zastanawialiśmy się, w jaki sposób bracia dostali takie symboliczne wyroki - mówił. Sutenerzy zostali skazani tylko na rok i półtora roku pozbawienia wolności i faktycznie szybko wrócili do swojej działalności. Jak przypomniał Wyrwał, sąd tłumaczył to trzema czynnikami. - Po pierwsze, dogadali się z prokuraturą; po drugie wypadli świetnie w wywiadzie środowiskowym; a po trzecie i najważniejsze: wszystkie najważniejsze informacje są w 22 tomach akt niejawnych. To ja się pytam, jakimi zasługami dla tego państwa musi się legitymować dwóch sutenerów, że państwa wybacza im handel ludźmi, sutenerstwo i korumpowanie funkcjonariuszy? - zastanawiał się dziennikarz Onetu.

Jest jeszcze jeden wątek pojawiający się w całej aferze. Według byłego agenta CBA w agencjach braci Rysicz mieli być nagrywani politycy, włącznie z tymi z czołówek mediów. Taką wersję wydarzeń sugerował też Dawid Kostecki - pięściarz, który też miał czerpać korzyści z sutenerstwa na Podkarpaciu, a który niedawno popełnił zagadkowe samobójstwo w areszcie. Na razie oficjalnie nie potwierdzono istnienia takich taśm. - Jednak braćmi interesowało się SBU, czyli ukraińskie służby, wtedy związane z ludźmi prezydenta Wiktora Janukowycza, a de facto kontrolowane przez Rosjan. I te służby wypytywały prostytutki wracające z agencji Rysiczów na Ukrainę o płyty CD i pendrive'y. Więc oni podejrzewali, że coś jest nagrywane. Jeżeli naprawdę te taśmy istnieją, a ślady pojawiają się w różnych miejscach, to stawiałbym, że są zdeponowane w Moskwie a nie w Kijowie - podsumowywał Marcin Wyrwał.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz tej rozmowy na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM