"Jak się pierwsze dziecko rodzi w wieku 30 lat, to ile tych dzieci można urodzić?". Wojewoda-poseł przypomina o "powołaniu kobiet"

- Kariera w pierwszej kolejności, a później może dziecko. Prowadzi to do tragicznych konsekwencji. Jak się pierwsze dziecko rodzi w wieku 30 lat, to ile tych dzieci można urodzić? To są konsekwencje tłumaczenia kobiecie, że nie musi robić tego, do czego została przez pana Boga powołana - mówił podczas konferencji w KUL wojewoda lubelski i poseł-elekt Przemysław Czarnek.
Zobacz wideo

Na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w środę ruszył Kongres Ruchu "Europa Christi”. Tematem przewodnim spotkania jest "Kościół i państwo w służbie rodziny”. Swój wykład wygłosił m.in. Przemysław Czarnek, wojewoda lubelski i poseł-elekt, który nie od dziś znany jest ze swoich poglądów, wymierzonych w społeczność LGBT. To on mówił o „zboczeniach” i „dewiacjach” w kontekście homoseksualizmu, za co wytoczono mu proces sądowy o zniesławienie. Na KUL odniósł się także do zapaści demograficznej. Jego zdaniem odpowiadają za nią feminizm i to, że kobiety rodzą dzieci dopiero po trzydziestce.

"Idź i pracuj, rób karierę, a dziecko może potem"

Podczas wykładu wojewoda odniósł się m.in. do rodziny, której główną funkcją – jak stwierdził – jest to, by mieć potomstwo. – Zwierzęta to wiedzą, dziki to wiedzą, a my nie wiemy. My zatraciliśmy instynkt samozachowawczy jako gatunek, już nie mówię, jako chrześcijanie – tłumaczy.

W jego ocenie neomarksizm uderzył m.in. w kobiety. – Idź i pracuj, jeździj na traktorze, na kombajnie, ucz się, rób karierę. Kariera w pierwszej kolejności, a później może dziecko. Prowadzi to do tragicznych konsekwencji. Pierwsze dziecko rodzi się nie w wieku 20-25 lat, tylko w wieku 30 lat. Jak się pierwsze dziecko rodzi w wieku 30 lat, to ile tych dzieci można urodzić? To są konsekwencje tłumaczenia kobiecie, że nie musi robić tego, do czego została przez pana Boga powołana – grzmiał z mównicy Przemysław Czarnek.

"Zawsze będę przeciwnikiem promocji zboczeń i żaden rektor mi tego nie zabroni"

Wojewoda i poseł-elekt z PiS  podczas swojego wystąpienia odniósł się także do wypowiedzi kilku księży profesorów z KUL, którzy skrytykowali arcybiskupa Marka Jędraszewskiego za jego słowa o "tęczowej zarazie". – Na antenie lewackiej telewizji, szydzącej z nauczania Kościoła, szydzącej z wiary żądają przeprosin od arcybiskupa za to, że nazwał rzeczy po imieniu. Gdzie są ci księża? Na pewno nie w Kościele – ocenił Czarnek. 

Wojewoda skrytykował też stanowisko prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich "w sprawie zachowania podstawowych wartości w debacie publicznej". W uchwale rektorzy odnieśli się m.in. do nazywania osób LGBT "zarazą”. "Powinniśmy dawać wzór powściągliwości w użyciu języka – język nie może ranić. Użycie słowa "zaraza” już sprowokowało do "odkażania” miast. Apelujemy, by obie strony nie podsycały dalej napięć" – napisano w stanowisku. Rektorzy podkreślili też, że używanie takiego języka nie przystoi nauczycielom akademickim i że za tego typu słowa powinny być bezwarunkowo wszczynane postępowania dyscyplinarne.

Jednak zdaniem Czarnka takie stanowisko to przykład wejścia neomarksizmu na uczelnie. Przekonywał, że – jako nauczyciel akademicki, wykładowca prawa na KUL – nie ma zamiaru milczeć. – Zawsze będę przeciwnikiem promocji zboczeń, dewiacji i wynaturzeń. I żaden rektor, i żadna Konferencja Rektorów Szkół Wyższych mi tego nie zabroni. Weszli w uniwersytety, weszli w nauczanie, weszli w szkoły i zaczynają burzyć podstawową tkankę społeczeństwa, jaką jest rodzina – stwierdził.

Przemysław Czarnek w wykładzie na KUL mówił też o tym, że "nie istnieje coś takiego w przyrodzie jak małżeństwo homoseksualne". – To jest dokładnie jak kałuża sucha albo morze suche. Albo jest kałuża, albo jej nie ma. Jak nie ma wody, to już nie jest kałuża. I tak samo jest małżeństwem. To związek kobiety i mężczyzny – przekonuje nowy poseł PiS. I dodaje, że jeśli państwo na to pozwoli, "żniwo będzie przepotężne i straszne".

Apel o zakaz organizowania marszy równości

Podczas kongresu przemawiał także lubelski radny Tomasz Pitucha, doradca wojewody do spraw rodziny.  Apelował, by wprowadzić takie przepisy, które zakazałyby organizowania w Polsce Marszów Równości, zwanych przez niego "homoparadami".

Organizatorów i uczestników marszów nazwał "bojówkami". - Te bojówki, które próbują spacyfikować wszelką krytykę i wszelką prawdę, głoszoną w stosunku do tego, co reprezentują, z jednej strony uparcie bronią hasła "Wolność, równość, tolerancja", a już za chwilę na sztandarach niosą coś innego - dowodził Pitucha. Przywołał przy tym baner, który pojawił się na lubelskim Marszu Równości z hasłem "Wielka promocja homoseksualizmu". Tyle tylko, że baner był ironicznym nawiązaniem do słów... samego Tomasza Pituchy. To on przed rokiem napisał na FB, że Marsz Równości promuje homoseksualizm i pedofilię. Został oskarżony o zniesławienie. Przegrał, ale od wyroku się odwołał i czeka na rozprawę apelacyjną. 

DOSTĘP PREMIUM