13-ste emerytury będą niższe niż obiecano? Rząd może na tym zaoszczędzić nawet 600 mln złotych

Obiecane przez PiS 13-ste emerytury mają wynosić równowartość najniższego świadczenia wypłacanego przez ZUS. Sęk w tym, że rządzący obiecywali jego podniesienie.
Zobacz wideo

Obiecane przez rząd PiS 13-ste emerytury nie są jeszcze zapisane w budżecie na przyszły rok. Obiecana przez PiS trzynastka miała być równa dla dla wszystkich emerytów i wynosić równowartość najniższego wypłacanego przez ZUS świadczenia. 

Obecnie to 1100 zł brutto, czyli ok. 900 zł na rękę. Właśnie w takiej wysokości seniorzy dostali dodatkowe świadczenie w maju tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Podczas kampanii wyborczej do wyborów parlamentarnych partia rządząca obiecywała wypłacić 13-stą emeryturę także w 2020 roku. Tak samo jak wcześniej, miała być ona równa najniższemu świadczeniu, ale te miało być wyższe niż w 2019 roku. Jak przypomina "Gazeta Wyborcza", "liderzy PiS na wrześniowej konwencji Zjednoczonej Prawicy w Lublinie zapewnili bowiem, że minimalna emerytura będzie podwyższona o 100 zł, a wszystkie pozostałe świadczenia o minimum 70 zł brutto. Tak też zresztą zapisano w programie wyborczym PiS". 

"W przysłanym do 'Wyborczej' wyjaśnieniu Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej tłumaczy, że waloryzacja emerytur w 2020 r. jest jednak zaplanowana według obecnych, starych zasad, a więc tylko na podstawie inflacji i wzrostu płac. A to oznacza, że nie będzie gwarantowanej dla każdego minimum 70 zł podwyżki".

Jak informuje dziennik, na stronie ministerstwa pojawił się niedawno komunikat na temat marcowej podwyżki dla seniorów - jednak bez jakiejkolwiek wzmianki, która sugerowałaby podniesienie minimalnego świadczenia do 1200 zł. Resort informuje, że "uwzględniając prognozy makroekonomiczne, podwyżki wszystkich świadczeń wyniosą 3,24 proc. A to oznacza, że najniższa emerytura nie wzrośnie o 100 zł, ale o ok. 36 zł". 

A niższe świadczenia to mniejszy koszt do budżetu. Na niższej 13-stej emeryturze rząd może bowiem zaoszczędzić nawet 600 mln złotych - komentował sprawę dla "Gazety Wyborczej" Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego.

"GW" poprosiła ministerstwo o potwierdzenie wyliczeń. Nadal czeka na odpowiedź. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM