"Stan zdrowia zwierząt nie budził wątpliwości". Zaskakujące stanowisko inspekcji weterynaryjnej ws. tygrysów

Stan zdrowia tygrysów na granicy w Koroszczynie nie budził wątpliwości - taką informację otrzymaliśmy z Głównego Inspektoratu Weterynarii. Wynika z niej również, że zwierzęta były zdolne do dalszej podróży. Pracownicy ZOO w Poznaniu, które przyjęło zwierzęta, nie kryją zaskoczenia i oburzenia takim stanowiskiem.

Z pisma, które dostaliśmy z Głównego Inspektoratu Weterynarii wynika wprost, że dochowano wszelkich procedur. Jak czytamy, nie stwierdzono uchybień dotyczących ani kondycji zwierząt ani ich zdolności do dalszej podróży. "Stan zdrowia zwierząt nie budził wątpliwości, zarówno podczas przeprowadzanej kontroli dobrostanu przy wyjeździe, jak również podczas oględzin osób posiadających kwalifikacje do oceny stanu zdrowia zwierząt dzikich utrzymywanych w niewoli z Ogrodów Zoologicznych w Poznaniu i Człuchowie. Doniesienia medialne co do tragicznej kondycji zwierząt należy uznać za nieprawdziwe" - czytamy w opinii GIW-u. Co ciekawe, nikt personalnie się pod nią nie podpisał.

Dopytywaliśmy, jak wyglądała kontrola stanu zdrowia zwierząt po polskiej stronie granicy.

- Podczas przeprowadzonej kontroli w zakresie dobrostanu zwierząt (...) nie stwierdzono uchybień dotyczących ani kondycji zwierząt, ani ich zdolności do dalszej podróży. W toku kontroli stwierdzono prawidłowość zatwierdzenia środka transportu przez właściwą władzę weterynaryjną we Włoszech - w tym do transportu zwierząt w klatkach, jak również zatwierdzenie organizatora transportu do takiej działalności przez właściwą władzę włoską. Przed wyjazdem z Włoch urzędowy lekarz weterynarii zezwolił na załadunek zwierząt oraz stwierdził, że zwierzęta były w stanie kwalifikującym je do planowanego przewozu(...). Na granicy polsko-białoruskiej polski inspektor weterynaryjny po otwarciu środka przewozu dokonał oględzin zwierząt. W momencie przeprowadzania kontroli dobrostanu w transporcie stan zwierząt nie budził zastrzeżeń i były one zdolne do dalszej podróży (...) - odpowiada Główny Inspektorat Weterynarii. 

Czytaj także: Dlaczego polskie służby nie zatrzymały transportu z tygrysami? Lekarz z granicy nie ma sobie nic do zarzucenia

"Tygrysy w dobrej kondycji? Pani chyba żartuje"

Zaprzecza temu stanowczo dr Jarosław Przybylski z Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu, który był na granicy i uczestniczył w transporcie zwierząt do ZOO. – Byłem na miejscu i stwierdziłem, że warunki przewozu są złe i te zwierzęta są w złej kondycji. Transport ich dalej, trzy tysiące kilometrów, groził im po prostu śmiercią – tłumaczy nasz rozmówca, zaskoczony stanowiskiem Głównego Lekarza Weterynarii.

– Nie bardzo rozumiem, jak można stwierdzić, że zwierzęta są dobrze przewożone, skoro jedno z nich nie żyje – dodaje Przybylski. I tłumaczy, że nie wyrażał nigdzie na piśmie żadnej opinii, że zwierzęta są w dobrej kondycji. - Jedyny protokół, jaki zostawiłem, to protokół z sekcji zwłok. Nie wiem, na jakiej podstawie ktoś z Inspektoratu powołuje się na nasze opinie – mówi nasz rozmówca.

- Tygrysy były w dobrej kondycji? Pani chyba żartuje! – tak na nasze pytania zareagowała dyrektor ZOO w Poznaniu, Ewa Zgrabczyńska. – Jesteśmy w tej chwili po oględzinach wykonanych przez panią doktor specjalizującą się w akcjach ratunkowych prowadzonych przez Adwokatów Zwierząt. Do tej pory, po naszej kilkudniowej opiece, tygrysy są w kondycji dramatycznej. Zwierzęta są wyniszczone. Ten, kto przepuścił ten transport do Białorusi, naruszył ustawę o ochronie zwierząt i jest współwinny. Nie mamy co do tego najmniejszych wątpliwości. Mój lekarz weterynarii, który był na miejscu, stan zwierząt określił jako dramatyczny – powiedziała nam Zgrabczyńska.

GIW broni się, że starał się znaleźć miejsce odpoczynku dla zwierząt. "Należy zaznaczyć, że po ocenie sytuacji związanej z przedłużającym się pobytem zwierząt na terenie przejścia granicznego to Inspekcja Weterynaryjna była inicjatorem poszukiwań miejsca odpoczynku dla zwierząt" – przekonuje biuro głównego lekarza weterynarii. 

Akcja ratunkowa tygrysów

Tygrysy, o którym mowa, jechały z Włoch do Dagestanu. Polskie służby je przepuściły, ale transport został zatrzymany przez Białorusinów. Między innymi dlatego, że włoscy kierowcy nie mieli wymaganych wiz. Po tym, jak okazało się, w jakim stanie są tygrysy i że jeden z nich padł – zarzuty znęcania nad zwierzętami usłyszały trzy osoby – Rosjanin, który był organizatorem transportu i dwaj kierowcy.

Tymczasem w poznańskim zoo rozpoczęła się kontrola. "Na wstępie usłyszałam od powiatowego lekarza weterynarii, że przyjechał na kontrolę, bo inne ogrody zoologiczne domagają się odebrania nam statusu jednostki zatwierdzonej. Nasza wina ma polegać na przyjęciu tygrysów" - powiedziała "Gazecie Wyborczej" dyrektorka zoo Ewa Zgrabczyńska. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM