Donald Tusk wesprze Władysława Kosiniaka-Kamysza? "Nie wiem, skąd taki scenariusz"

Karolina Lewicka pytała posła-elekta KO, co się stanie, jeśli Donald Tusk poprze w wyborach prezydenckich szefa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, a nie kandydata wystawionego przez KO. - Obawiam się, że to nie byłby ruch, który wzmacniałby opozycję - przekonywał polityk.
Zobacz wideo

Karolina Lewicka pytała w Poranku Radia TOK FM posła-elekta, byłego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza o decyzję Donalda Tuska w sprawie niekandydowania w wyborach prezydenckich w Polsce. - Przede wszystkim żal, bo kończy się pewna epoka. Druga sprawa to w pewien sposób podziw i wdzięczność Donaldowi Tuskowi za tak odpowiedzialną decyzję - mówił, tłumacząc, że politykowi nie jest łatwo powiedzieć "mogę być większym obciążeniem, niż wartością dodaną". - To jest chyba jeden z najwyższych poziomów politycznej dojrzałości i, co tu dużo mówić, wielkości - podkreślił. 

Dziennikarka zwróciła jednak uwagę, że przewodniczący Rady Europejskiej z pewnością wiedział o tym już wcześniej, a dopiero teraz poinformował, jaką decyzję podejmie. - Czekali państwo jak na szpilkach i zostali teraz z niczym - stwierdziła. 

Nie chciał się z tym jednak zgodzić Bartłomiej Sienkiewicz. - W międzyczasie coś się stało. Zintensyfikował kampanię Andrzej Duda, po drugie wystartował dodatkowy kandydat Władysław Kosiniak-Kamysz, który zaczął prowadzić kampanię z przytupem i na całego. My czekaliśmy na termin 2 grudnia, kiedy miał określić się Donald Tusk. W wyniku tego, co działo się politycznie w Polsce, ten termin okazał się nierealny i dla PO bardzo trudny do utrzymania, bo przedłużał cały ten okres - mówił, podkreślając, że wcześniejsze o prawie miesiąc podjęcie decyzji przez Tuska dało Platformie wolną rękę i możliwość układania dowolnych scenariuszy. 

- Do tej pory mieliśmy zawiązane nogi, ręce i usta, czekając na decyzję człowieka, który jest symbolicznym przywódcą tej partii. Rzecz polega na tym, że oświadczenie Tuska jest z przedwczoraj, a pani pyta, gdzie jest nasz kandydat - bronił się gość TOK FM, wskazując, że od ogłoszenia decyzji przewodniczącego RE nie minęło jeszcze nawet 48 godzin. 

Co, jeśli Tusk wesprze Władysława Kosiniaka-Kamysza?

Dziennikarka pytała także, czy dla PO byłoby problemem, gdyby Donald Tusk wsparł w kampanii prezydenckiej kandydata PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza, a nie kandydata wystawionego przez Koalicję Obywatelską. 

- Oczywiście, że byłby to problem. Nie ukrywajmy, że jest inaczej. Nie wiem, skąd taki scenariusz. Owszem, Donald Tusk jest zainteresowany tym, by opozycja jako całość była coraz silniejsza, nie słabsza. Wielokrotnie mówił o opozycji i chciał, aby działała wspólnie. Taki ruch, kiedy bez porozumienia z opozycją w pewien sposób wskazuje się swojego ulubionego kandydata, obawiam się, że nie byłby ruchem, który wzmacniałby opozycję - odpowiedział Sienkiewicz, dodając, że takie działanie mogłoby raczej prowadzić do budowy podziałów. Według niego Donald Tusk nie grałby na rozbicie opozycji. 

PO zgodzi się na prawybory z PSL?

Władze PSL są przekonane, że aby osiągnąć sukces w wyborach prezydenckich, trzeba połączyć różne środowiska demokratyczne i wyłonić wspólnego kandydata w prawyborach.

- To jest pomysł, który sprowadza się do tego, że będziemy mieć jednego kandydata w pierwszej turze. Wielu specjalistów podkreśla, że taki scenariusz zwiększa prawdopodobieństwo wygrania Andrzeja Dudy w pierwszej turze. Jeden na jeden w pierwszej turze jest niebezpieczne - podsumował. 

Prawybory w Platformie Obywatelskiej

Bartłomiej Sienkiewicz wskazał, że nadal na stole PO leżą dwa scenariusze co do wyłonienia kandydata na prezydenta: jeden mówi o prawyborach, drugi stwierdza, że nie ma już na to czasu. Jak podkreślił gość Karoliny Lewickiej, ma nadzieję, że decyzja zapadnie jak najszybciej, już na początku przyszłego tygodnia. 

Polityk przypomniał, że prawybory, które odbyły się w Platformie Obywatelskiej pomiędzy Bronisławem Komorowskim a Radosławem Sikorskim w 2010 roku, pełniły także funkcję pewnego rodzaju "politycznego show", koncentrującego uwagę na przyszłym kandydacie. - Prawybory w takim tempie, w takim krótkim terminie (czasie, który pozostał do wyborów prezydenckich - red.) nie miałyby wymiaru wspomagania kampanii, tylko wręcz przeciwnie - stwierdził. 

Rozmowy posłuchasz także wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM