Współautorka reportażu "Naziol, kibol, bandyta": Dziwne, że nikomu z ochrony nie zapaliła się czerwona lampka

- To nagranie nie było powodem powstania reportażu.  Chcieliśmy pokazać, jak ci ludzie wykorzystują takie filmy do celów propagandowych - przekonywała w TOK FM Anna Sobolewska, dziennikarka "Superwizjera".
Zobacz wideo

W sobotę telewizja TVN w programie "Superwizjer" wyemitowała reportaż "Naziol, kibol, bandyta" o Olgierdzie L. - jednym z przywódców klubu motocyklowego o nazwie Bad Company, do którego - jak informują autorzy reportażu - należą między innymi recydywiści i neonaziści.

Reporterzy "Superwizjera" podejrzewają, że organizacja zajmuje się sutenerstwem, handlem narkotykami i wymuszaniem haraczy.

"Dokumentując działalność Olgierda L. i jego żołnierzy reporterzy "Superwizjera" dotarli do pochodzącego z 2017 roku nagrania ze spotkania przestępców z urzędującą wtedy premier Beatą Szydło, ówczesnym ministrem obrony Antonim Macierewiczem i ówczesnym ministrem środowiska Janem Szyszką. W 2017 roku członkowie Bad Company pojechali do zniszczonej przez wichurę pomorskiej miejscowości Rytel. Na zdjęciach z tej miejscowości można zobaczyć między innymi Sławomira K. i Bartosza L., którzy brali udział w bójce zakończonej śmiercią "Zachara". W tym samym czasie miejsce katastrofy wizytowała ówczesna premier Beata Szydło. Film z tego przypadkowego spotkania nagrał Sławomir K ps. "Sero" - podaje TVN.

To co, szukaliście haków na PiS? - zapytała Agata Kowalska Annę Sobolewską, reporterkę "Superwizjera" i współautorkę reportażu. Dziennikarka zdradziła, że na ten film z Rytlu trafili, gdy prace nad reportażem były już zaawansowane. - To na pewno nie był powód powstania tego materiału. Chcieliśmy pokazać, jak ci ludzie wykorzystują takie nagrania do celów propagandowych. Bo oni poza przestępczą działalnością, prowadzą też działania charytatywne. Wydaje nam się, że ta cała patriotyczna działalność nie jest tylko po to, żeby zyskać przychylność sądów, tylko, że Olgierd L. ma ambicje do bycia liderem także w polityce – wyjaśniała Sobolewska.

Jej zdaniem to, powstanie takiego filmu wskazuje na poważny problem z bezpieczeństwem najważniejszych osób w państwie. - Wystarczyłoby, żeby ochrona wylegitymowała tych ludzi. Gdy wpisaliby w wyszukiwarkę ich nazwiska, pojawiłyby się listy gończe. To są czynni neonaziści, ekstremiści. Dziwne, że nikomu z ochrony nie zapaliła się czerwona lampka – mówiła autorka reportażu.

Jak dodała, na nagraniu widać, że premier Szydło nie jest zadowolona z takiego towarzystwa. - U pani premier widać grymas na widok tych osób, pewien niesmak. Beata Szydło niechętnie się wita, a potem szybko się oddala. Niestety pan Antoni Macierewicz nie ma takiego impulsu i z uśmiechem pozuje do zdjęć – oceniła Sobolewska.

Beata Szydło zapowiada kroki prawne

Sugerowanie, że przypadkowe spotkanie z ludźmi podającymi się w Rytlu za wolontariuszy było "kontaktami polityków PiS z gangsterami" jest szczególnie obrzydliwym kłamstwem - podkreśliła b. premier Beata Szydło w reakcji na reportaż "Superwizjera". Zapowiedziała kroki prawne w tej sprawie. 

 - Absolutnie nic nie sugerowaliśmy w tym reportażu. Chcieliśmy pokazać, że takie nagranie wisi w internecie od 2 lat i jest wykorzystywane w celach propagandowych. Ta grupa robi to, bo czuje się totalnie bezkarna. To reportaż o Olgierdzie L., który pokazuje, że neonazizm może stać posłużyć za ideologię formującą i pozwala wspiąć się na sam szczyt organizacji przestępczej – skomentowała Anna Sobolewska.

DOSTĘP PREMIUM