PiS może słono zapłacić za "trzeba anulować, bo przegramy". "Materiał na memy. Oddziaływanie będzie potężne"

Zdaniem Michała Sutowskiego sformułowanie "trzeba to anulować, bo przegramy", to jest "materiał na memy". - To hasło będzie krążyć w różnych kontekstach i tłach. Niezależnie od tego, jaki jest prawno-regulaminowy wymiar tej historii, zdanie łatwo skojarzyć z oszustwem i manipulacją - ocenił w TOK FM publicysta "Krytyki Politycznej".
Zobacz wideo

Sejm wybrał w nocy z czwartku na piątek posłów PiS Marka Asta, Arkadiusza Mularczyka, Bartosza Kownackiego i Kazimierza Smolińskiego na członków Krajowej Rady Sądownictwa. Głosowanie miało burzliwy przebieg; było anulowane, powtórzone, a posłowie opozycji skandowali: "oszustwo". Pierwsze z głosowań zostało przerwane przez Elżbietę Witek. Marszałek zapytała, czy nowi posłowie mają problem z głosowaniem. Z nagrania na stronie Sejmu wynika, że do marszałek Sejmu podeszła posłanka PiS, która powiedziała, że "jest problem". Marszałek zapytała, czy anulować głosowanie. Na sali pojawiły się głosy, żeby nie anulować. Na nagraniach na stronie internetowej Sejmu słychać też kobiecy głos: "Trzeba anulować, bo my przegramy, za dużo osób (...)".

"Materiał na memy"

Michał Sutowski z "Krytyki Politycznej" jest przekonany, że to, co wydarzyło się w nocy z czwartku na piątek, może być to problemem dla Prawa i Sprawiedliwości. - Sformułowanie "trzeba anulować, bo przegramy", to jest materiał na memy, "jedynkę" w tabloidach. To hasło będzie krążyć w różnych kontekstach i tłach. Niezależnie od tego, jaki jest prawno-regulaminowy wymiar tej historii, to zdanie łatwo skojarzyć z oszustwem i manipulacją. Oddziaływanie będzie potężne – ocenił w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Gość TOK FM wyjaśniał, że ludzie po prostu nie znają się na regulaminie Sejmu, nie wiedzą, czym jest reasumpcja. - A tę historię można opowiedzieć jednym sloganem, dlatego to ważniejsze niż to, co się realnie wydarzyło – uważa Sutowski.

"Maszynka do głosowania" już nie działa

Mikołaj Lizut mówił też, że zamieszanie to najpewniej był to wynik roztargnienia posłów PiS. - Zagadali się w kuluarach i zabrakło ich na sali – domniemywał Lizut. Zdaniem Sutowskiego, na tę sytuację należy spojrzeć w szerszym kontekście. - W Zjednoczonej Prawicy wzmocniły się frakcje Gowina i Ziobry. A w PiS nadal panuje przekonanie, że trwa poprzednia kadencja – ocenił publicysta "Krytyki Politycznej".

Jak dodał, Jarosław Kaczyński cały czas myśli, że ma do dyspozycji "niezawodną maszynkę do przegłosowywania ustaw w dobę". - Teraz tego nie ma, przecież opozycja ma Senat. Co więcej, rzadko w Sejmie możemy zobaczyć pełną salę posłów. Teraz Zjednoczona Prawica ma kilkuosobowe frakcje, które mogą próbować czasem bryknąć, żeby pokazać inne zdanie. Może się zdarzyć, że PiS będzie miał minimalną przewagę nad opozycją i te frakcje mogą manipulować wynikami głosownia. Ktoś może nie dojechać, ktoś może zachorować. Zmiana układu sił w Zjednoczonej Prawicy sprawia, że zarządzanie tą maszynką do głosowania jest dużo trudniejsze – uważa gość TOK FM.

Lewica w sprawie głosowania złożyła wniosek do prokuratury, za to KO domaga się dymisji marszałek Elżbiety Witek. Z kolei szef klubu PiS, Ryszard Terlecki, ocenił, że choć "wyszło niezręcznie", to wszystko jest zgodnie z prawem. 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM