Przed PiS kłopoty ws. wyższej akcyzy? Marszałek Grodzki sugeruje, że wróci pomysł odrzucony w Sejmie

- Nie będę hamował w Senacie sporu, nawet ostrego. Będę ostro reagował na wszelkie próby przekraczania kultury parlamentarnej i wzajemnego szacunku - powiedział w TOK FM Tomasz Grodzki. Jak dodał, nie boi się awantur i "ciągłe jatki" w Senacie. - Jatka to moja specjalność, bo jestem chirurgiem - mówił. Dużo emocji będzie zapewne podczas senackiej dyskusji nad projektami, które mają umożliwić wypłatę 13. emerytur.
Zobacz wideo

Sejmowa większość szybko uporała się w mijającym tygodniu z pracami nad dwiema ustawami, które mają zapewnić dopływ gotówki do budżetu. Pieniądze mają być przeznaczone na obiecane przez PiS dodatkowe emerytury. A tylko podniesienie akcyzy na alkohol i papierosy ma dać około 30 mld złotych.

Rządzący chcą, jak najszybciej skończyć prace nad oboma projektami (ws. akcyzy oraz możliwości finansowanie tzw. trzynastych emerytur i rent socjalnych z Funduszu Solidarnościowego). Ale ich plany mogą się skomplikować. Przez Senat, w którym większość ma opozycja. Najbliższe posiedzenie Senatu ma się odbyć w połowie grudnia.

Marszałek Tomasz Grodzki nie krył rozczarowania tym, że w Sejmie przepadła poprawka (zgłoszona przez klub PSL-Kukiz'15 - red.), dotycząca przeznaczenia pieniędzy z wyższej akcyzy na Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych. - Nie wiem, czy taki wniosek nie powróci w Senacie - powiedział Grodzki w TOK FM. Jak mówił w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim, polska służba zdrowia wymaga dofinansowania. Marszałek Senatu zadeklarował, że jest gotów poprzeć projekt ustawy, zwiększającej nakłady na ochronę zdrowia do 7,3 PKB. Przygotowanie ustawy zapowiedział Adrian Zandberg.

Tomasz Grodzki: Potrzeba narodowego rachunku sumienia

Marszałek Senatu powtórzył, że chce przyczynić się do zasypywania i nienawiści wśród Polaków. - Tak pojmuję swoją misję w Senacie - podkreślił. Jak dodał, potrzebny nam jest dziś "wielki narodowy rachunek sumienia", bo polaryzacja, podziału "wymknęła się spod kontroli". - Trzeba się starać. Nie wiem, jaki będzie końcowy efekt tej próby zasypania rowów w społeczeństwie. Ale ode mnie ani mojego bliskiego otoczenia nie usłyszy pan słów haniebnych - deklarował gość Grzegorza Sroczyńskiego. Dziennikarz przypomniał, że wśród senatorów opozycji są tacy, którzy nie tylko ostro atakowali polityków Zjednoczonej Prawicy, ale też nieprzychylnie wyrażał się o wyborcach partii rządzących. Na przykład obecny senator Wadim Tyszkiewicz pisał na Facebooku, że "Kaczyński wycelował w bezmyślny elektorat, który ma w nosie demokrację, ekonomię", dla którego "ważne, że jest piwo i kiełbasa na grilla". 

Gość TOK FM przyznał, że tego typu wypowiedzi nie podobają mu się. - Nie utożsamiam się z tymi słowami. Ale takie poglądy, czy nam się to podoba, czy nie, istnieją. Zrobię wszystko, żeby Senat był miejscem przyzwoitości, szacunku i prawdy - podkreslił Tomasz Grodzki.

Ale przypomniał też, że Wadim Tyszkiewicz wielokrotnie wygrywał wybory (przed wejściem do Senatu kilkukrotnie wybierany był prezydentem Nowej Soli - red.), "czyli ludziom aż tak to nie przeszkadzało". - Jestem wychowany tak, żeby okazywać szacunek każdemu człowiekowi. Uczy nas tego nauka naszego Kościoła. Leczyłem też kryminalistów, ludzi brudnych i intelektualistów. Wszyscy ludzie są równi i zasługują na szacunek - mówił marszałek Senatu. 

Tomasz Grodzki zwrócił uwagę prowadzącemu rozmowę Grzegorzowi Sroczyńskiemu, że nie można wytykać ostrych wypowiedzi wyłącznie politykom opozycji. Bo przecież właśnie Sejm wybrał do Trybunału Konstytucyjnego Krystynę Pawłowicz, "panią, która w programie telewizyjnym - na żywo - mówił o fladze unijnej "szmata". - Musimy wykonać wysiłek, by porzucić tego typu retorykę - uważa. 

Tomasz Grodzki: Jatka to moja specjalność

Jak będzie wyglądał Senat Tomasza Grodzkiego? - Nie będę hamował w Senacie sporu, nawet ostrego. Będę ostro reagował na wszelkie próby przekraczania kultury parlamentarnej i wzajemnego szacunku - deklarował. Przypomniał, co - jego zdaniem - jest podstawowym i najważniejszym zadaniem Senatu: to poprawianie "prawa przychodzącego z Sejmu, aby było ono lepsze dla Polski, Polek i Polaków".

- Obawiam się, że będzie miał pan po prostu potwornie ciężką jatkę, awantury nieustanne, że histerie się będą odbywać w Senacie - mówił Grzegorz Sroczyński, podkreślając wagę, jaką w tej kadencji ma wyższa izba parlamentu. Bo przez to, że PiS nie ma w Senacie większości, będzie walczyć o to, żeby ważne dla rządzących ustawy nie były blokowane przez senacką większość. -  Jatka to moja specjalizacja, bo jestem chirurgiem - odpowiedział z uśmiechem Tomasz Grodzki. I dodał, że nie raz widział "jatkę na izbie przyjęć" w szpitalu. 

Tomasz Grodzki i test na poglądy społeczne 

Grzegorz Sroczyński pytał o poglądy marszałka na kwestie społeczne, podpierając się... przemówieniem Adriana Zandberga, które lider Razem wygłosił w czasie debaty po expose Mateusza Morawieckiego. 

Tomasz Grodzki zgodził się z opinią, że pracownicy budżetówki słabo w Polsce zarabiają. - Płace sfery budżetowej są bardzo słabo rewaloryzowane, a w niektórych działach są zamrożone od dłuższego czasu - mówił. Sroczyński przerwał marszałkowi, by przypomnieć, że to rząd Donalda Tuska (podczas kryzysu po 2008 roku - red.) zamroził płace dla pracowników budżetówki. - Skoro przez cztery lata (rządów Zjednoczonej Prawicy - red.) stać nas było na rozdawanie pieniędzy... Kto wygenerował środki na wypłaty 500 plus: one się wzięły z druku NBP, czy także z pracy budżetówki, która płaci podatki, ma odciągane składki. Jest nieprawidłowe, że ktoś pracuje i zarabia mniej niż ktoś, kto ma czwórkę-piątkę dzieci i za to dostaje za posiadanie dzieci więcej pieniędzy. To nie jest prawidłowe - ocenił. 

Grzegorz Sroczyński, cytując Zandberga, pytał o zatrudnianie pracowników na tzw. umowy śmieciowe. Tomasz Grodzki powołał się na przykład szpitala, którym kierował 18 lat. - Po to, żeby utrzymać rzeszę pielęgniarek, dałem im coś, co jest atrybutem wolności, prawo wyboru: mogły wybrać umowę o pracę albo cywilnoprawną. Młode dziewczyny, które były wolne, chciały się szybciej dorobić, częściej podejmowały pracę na zasadzie kontraktu. Rzecz polegała na fundamentalnej zasadzie: nikomu nie należy zmuszać. Jak dziewczyna zatrudniona na kontrakcie wychodziła za mąż, rodziła dziecko, to mogła przejść na umowę o pracę i korzystać z benefitów socjalnych. Nie blokowałem tego. Miałem bardzo stabilną, oddaną załogę, bo ludzie cenili to, że dano im prawo wyboru - tłumaczył. Ale gospodarza audycji nie przekonał, Sroczyński powtarzał, że zatrudnianie większości personelu w szpitalu (lekarzy i pielęgniarek) na kontraktach "jest chore". - Chore jest to, że jak leżę w szpitalu, to koło mnie skacze dziewięć jednoosobowych firm. Chore jest to, że jak wsiadam do samolotu, to ze mną leci nie kapitan i załoga, ale 12 jednoosobowych firm. Jeżeli pracownik np. w szpitalu, jest związany umową o pracę, to jest to innego rodzaju lojalność, przywiązanie do miejsca pracy - argumentował. 

W odpowiedzi Tomasz Grodzki powtórzył, że w szpitalu, którym kierował, to pracownicy decydowali o formie zatrudnienia. - Nie widziałem, żeby byli nieszczęśliwi. Kiedy chcieli wrócić na etat, to nie czyniłem im przeszkód - stwierdził. I dodał, że gdyby jednego dnia nagle w Polsce wszyscy pracownicy służby zdrowia mieliby zacząć pracę na etatach, "to dopiero byłaby hekatomba". 

- Czy zgodziłby się pan na wyższe opodatkowanie zamożnych, takich jak pan? - dopytywał Grzegorz Sroczyński. Grodzki odpowiedź zaczął od zaznaczenia, że odkąd zdecydował się na bycie marszałkiem Senatu, przesunął się "z zamożnych do co najwyżej średnio zamożnych". Zgromadzony przez Tomasza Grodzkiego majątek błyskawicznie stał się tematem dla dziennikarzy mediów publicznych i tych, które sprzyjają rządzącym. Podkreślano, że polityk PO jest bardzo zamożną osobą. Jak stwierdził marszałek w TOK FM, "koledzy z moimi umiejętnościami i pozycją, na przykład w Ameryce, przeglądają katalogi prywatnych odrzutowców". - Do tych, którzy  w medycynie zarabiają najlepiej, było mi zawsze daleko, bo specjalność, jaką uprawiam (chirurg klatki piersiowej, specjalista od przeszczepu płuc - red.), nie jest szczególnie profitogenna - mówił. I dodał, że z wyliczeń PO wynika, iż samo wyższe opodatkowanie najzamożniejszych, nie rozwiąże problemów polskiej służby zdrowia. 

Całej rozmowy Grzegorza Sroczyńskiego z Tomaszem Grodzkim wysłuchasz dzięki aplikacji TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM