"Wyborcza" ujawnia, co Jarosław Kaczyński powiedział prokuraturze. Chodzi o aferę Srebrnej

Jarosław Kaczyński nie miał wpływu na spółkę Srebrna. A do inwestycji w tak zwane "dwie wieże" namówił go austriacki biznesmen - tak prokuratura tłumaczy, dlaczego nie podjęła śledztwa, po zawiadomieniu złożonym przez Geralda Birgfellnera. - Jarosław Kaczyński był bardzo łagodnie dopytywany i to tylko o rzeczy, wygodne do wyjaśnienia - ocenił Wojciech Czuchnowski, współautor publikacji.
Zobacz wideo

Do tych dokumentów - i do zeznań prezesa PiS - dotarli dziennikarze "Gazety Wyborczej". Skąd prokuratura ma zeznania Jarosława Kaczyńskiego, skoro nie wzywała go do siebie w tej konkretnej sprawie?

Według "Wyborczej" śledczy zastosowali pewien wybieg. Polega on na tym, że po publikacji gazety w sprawie słynnych "dwóch wież", prezes PiS wytoczył dziennikarzom gazety cywilny pozew. I to właśnie w tej sprawie Jarosław Kaczyński składał zeznania, bez rygoru odpowiedzialności karnej. A prokuratura po prostu do nich sięgnęła.

Prezes PiS-u miał tłumaczyć w nich, że formalnie nie miał żadnego wpływu przedstawicieli Srebrnej - choć  na nagraniach ujawnionych przez "Wyborczą" słychać, że mówił co innego. Prezes PiS mówił też prokuratorom,  że do całej inwestycji miał namówić go Austriak, "wprowadzając prezesa PiS w błąd" i "wykorzystując ich rodzinne powiązania".

- Jarosław Kaczyński, który jest tam bardzo łagodnie dopytywany, tylko o rzeczy wygodne do wyjaśnienia, potwierdza, że faktycznie mówił, to co mówił na nagraniach, ale Birgfellner go źle zrozumiał - mówił w TOK FM Wojciech Czuchnowski, współautor publikacji. 

Według "Wyborczej" prokuratura w ogóle nie podjęła wątku spotkania prezesa PiS z szefem banku Pekao SA, który miał udzielić inwestycji gigantycznego kredytu. Ani wątku "koperty" dla księdza Rafała Sawicza, któremu Gerald Birgfellner - na polecenie Kaczyńskiego - miał wręczyć 50 tysięcy złotych za podpis pod zgodą na budowę wieżowców. Do której - jak wiemy - ostatecznie nie doszło.

- Tam (w zeznaniach - red.) jest ciekawy motyw pokazujący, że… ktoś sobie robi tutaj kpiny. Dlatego że Kaczyński mówi o spotkaniach z Birgfellnerem, ale stwierdza, że rozmawiali w sposób ogólny. A chciałem przypomnieć, że tych spotkań było 20 w przeciągu 14 miesięcy, między 2017 a 2018 rokiem. I, jak się okazuje, prezes, który jest osobą bardzo zajętą, ma czas, żeby na poziomie ogólnym rozmawiać z kimś 20 razy - zwrócił uwagę Czuchnowski.

Kiedy prezes skłamał?

- Kiedy więc pan prezes, przepraszam, kłamał? Na nagraniu, kiedy mówi, że "Srebrna to on" i że zapłaci biznesmenowi czy kłamał przed panią prokurator? – pytał dziennikarza "Wyborczej" Piotr Maślak.

- Fakty wskazują na to, że kłamie na nagraniu, dlatego, że mówił tam, że zapłaci, a jak wiemy, nie zapłacił. I to nie tylko Birgellnerowi. W tym zakresie na pewno kłamał. Chociaż to dziwne kłamstwo, ponieważ przesłuchania stwierdził, że takie rzeczy mówił. Nie wiem więc, czy on z uprzejmości mówił Birgellnerowi, że o wszystkie decyduje ws. Srebrnej - zastanawiał się Wojciech Czuchnowski. 

Z dzisiejszej publikacji wynika też, że w zeznaniach prezes Kaczyński miał tłumaczyć, że z planów wycofano się - między innymi po publikacjach "Wyborczej".

Decyzja o umorzeniu śledztwa w sprawie dwóch wież zapadła w prokuraturze dwa dni przed wyborami do Sejmu. O czym pełnomocnicy austriackiego biznesmena dowiedzieli się dziesięć dni później.

Afera Srebrnej

Pod koniec stycznia "GW" opublikowała zapisy i nagrania rozmowy z lipca 2018 r. - m.in. Kaczyńskiego z austriackim biznesmenem Geraldem Birgfellnerem - dotyczącej planów budowy w Warszawie dwóch wieżowców, miałaby w nich mieć siedzibę Instytut Lecha Kaczyńskiego, przez powiązaną ze środowiskiem PiS spółkę Srebrna. 

Austriak Gerald Birgfellner twierdzi, że padł ofiarą oszustwa. Utrzymuje, że prezes PiS odmówił wypłacenia mu pieniędzy za prace, które wykonał na rzecz spółki Srebrna. Biznesmen, od czasu powiadomienia prokuratury, będzie przesłuchiwany po raz siódmy. Jarosław Kaczyński nie został przez śledczych ani razu wezwany. 

Szef PiS pozwał w tej sprawie Agorę, czyli wydawcę "Wyborczej". W marcu Jarosław Kaczyński tłumaczył, że chciał budować wieżowce, bo "chciał zrobić coś bardzo pożytecznego z punktu widzenia, już nawet nie tylko mojego obozu politycznego, ale po prostu Polski".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM