Premier Morawiecki: Myślę, że Marian Banaś poda się dziś do dymisji, jeśli się tak nie stanie, mamy plan B

Premier: Myślę, że Marian Banaś poda się dziś do dymisji, jeśli się tak nie stanie, mamy plan B.
Zobacz wideo

- Zapoznałem się z raportem CBA w sprawie prezesa NIK Mariana Banasia i doszedłem do przekonania, że wnioski z tego raportu powinny skłonić Banasia do podania się do dymisji; jeśli tego dziś nie zrobi, mamy plan "B" - poinformował premier Mateusz Morawiecki.

Dopytywany, na czym ma polegać plan "B", poinformował, że zostanie on przedstawiony w sytuacji, jeżeli prezes NIK nie poda się do dymisji. - Myślę, że się poda do dymisji - stwierdził premier Morawiecki.

Od wczoraj dymisji do prezesa Najwyższej Izby Kontroli oczekuje Jarosław Kaczyński. Prezes spotkał się w czwartek z Marianem Banasiem. W rozmowie uczestniczył też wiceszef PiS - oraz szef MSWiA oraz minister odpowiadający za służby, Mariusz Kamiński. 

Co zrobi PiS? Możliwe opcje

Kadencja prezesa NIK trwa 6 lat. Jego odwołanie nie jest takie proste. Sejm może to zrobić tylko wtedy, jeśli szef NIK sam zrzeknie się stanowiska; uzna, że jest trwale niezdolny do pełnienia obowiązków (na przykład wskutek choroby) albo zostanie skazany prawomocnym wyrokiem sądu za popełnienie przestępstwa.

Jeżeli zatem Marian Banaś nie poda się sam do dymisji - Prawo i Sprawiedliwość - de facto nie ma na razie formalnych możliwości, aby go odwołać. Ma jednak jeszcze jedną opcję, o której politycy związani z tym ugrupowaniem coraz częściej zaczynają mówić - czyli zmianę prawa w taki sposób, aby móc odwołać szefa NIK przez Sejm. Minister rozwoju Jadwiga Emilewicz powiedziała w piątek, że ciągle "liczy na zdrowy rozsądek prezesa NIK". - Wtedy nie będziemy musieli podejmować takich aktywności legislacyjnych. Ten przypadek i ta historia budzi jednak refleksje; powinniśmy się zastanowić, czy przypadkiem ustawa o NIK nie powinna ulec zmianie - powiedziała.

Banaś nie odpowiada na pytania

27 listopada Marian Banaś był w Sejmie. Na pytania dziennikarzy nie chciał odpowiadać, ale na posiedzeniu sejmowej komisji przedstawił swoje oświadczenie. Prezes NIK nie zmienił kursu, powtórzył to, co już wielokrotnie słyszeliśmy. - Nigdy nie sprzeniewierzyłem się swoim obowiązkom wykonywanym dla dobra publicznego i nie wykonywałem działań niezgodnych z prawem. Twierdzenie, że jest inaczej, traktuję jako naruszanie moich dóbr osobistych. Na takie szkalowanie mojego dobrego imienia będę zdecydowanie reagował - zapowiedział Marian Banaś. 

Przekonywał też, że hotel z pokojami na godziny, który funkcjonuje w kamienicy, którą Marian Banaś nabył przed laty, to biznes jak każdy inny. Bo tego przybytków ma być w Krakowie bardzo wiele. Jak stwierdził prezes NIK, służą one np. do odpoczynku w czasie podróży. 

Marian Banaś. Kamienica od kombatanta i królowie półświatka

We wrześniu w reportażu "Superwizjera" TVN ujawniono, że Marian Banaś wpisał do oświadczenia majątkowego dwa domy, grunty rolne oraz kamienicę. Kamienicę oraz dwa mniejsze mieszkania wynajmuje. W budynku na krakowskim Podgórzu, jak ustalili reporterzy TVN-u, mieści się pensjonat, który oferuje gościom pokoje na godziny. Za tym interesem stać mają znani policji przedstawiciele krakowskiego półświatka. Z reportażu wynikało, że Marian Banaś zna tych ludzi, rozmawia z nimi. Wątpliwości wzbudziło nie tylko to, co dzieje się w kamienicy, której właścicielem miał być prezes NIK, ale także niskie stawki, jakie pobierał od osób podnajmujących budynek. 

Marian Banaś na publikację reportażu zareagował ostro. Przekonywał, że nie złamał prawa. I do razu zagroził też dziennikarzom TVN procesem sądowym. 

Po kilku dniach od reportażu Marian Banaś udał się bezpłatny urlop. "To wielka manipulacja i prowokacja przeciwko mnie i rządowi, któremu miałem zaszczyt służyć" - tak napisał w specjalnym oświadczeniu. Do pracy w NIK prezes wrócił po wyborach. 

Marian Banaś na publikację reportażu zareagował ostro. Przekonywał, że nie złamał prawa. I do razu zagroził też dziennikarzom TVN procesem sądowym. 

Po kilku dniach od reportażu Marian Banaś udał się bezpłatny urlop. "To wielka manipulacja i prowokacja przeciwko mnie i rządowi, któremu miałem zaszczyt służyć" - tak napisał w specjalnym oświadczeniu. Do pracy w NIK prezes wrócił po wyborach. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM