Jak długo Marian Banaś będzie grillował Jarosława Kaczyńskiego? "Gra nie toczy się już o stołek"

NIK doniósł do prokuratury na program PiS dotyczący wiezięnnictwa. - To mi przypomina czasy feudalne. Siedzi król na zamku, wysyła podjazdy i wznieca pożary w dobrach przeciwnka - ocenił Bertold Kittel z "Superwizjera" TVN. Z kolei Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej" podkreślił, że w zawiadomieniach "mogą być ciekawe rzeczy".
Zobacz wideo

16 zawiadomień do prokuratur w całym kraju złożyła Najwyższa Izba Kontroli. Chodzi o nadużycia przy realizacji programu " Praca dla więźniów", który prowadziło ministerstwo sprawiedliwości. Zdaniem kontrolerów przy wielu zadaniach omijano ustawę o zamówieniach publicznych i narażano skarb państwa na spore straty. Prowadzący kontrolę twierdzą, że nie ma ona nic wspólnego z polityczną walką między szefem NIK Marianem Banasiem a rządem.

Bertold Kittel, dziennikarz "Superwizjera" TVN, który jako pierwszy informował o możliwych kontaktach Banasia z przestępcami przy okazji kamienicy w Krakowie, ocenił, że cała ta sytuacja przypomina mu czasy średniowieczne. - Siedzi król na zamku przy Filtrowej (adres siedziby NIK - red.) i wysyła podjazdy na drugą stronę, jakieś szybkie akcje, co i rusz będzie wzniecał pożary w ich dobrach – opisywał obrazowo Kittel.

Z kolei Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej" ocenił, że kontekst całej sytuacji jest jednoznaczny.
- Tydzień temu negocjacje, potem żądanie dymisji, Marian Banaś się nie zgadza, prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie jego oświadczeń majątkowych, a teraz NIK ogłasza antyrządową kontrolę – wyliczał Czuchnowski. Jego zdaniem, Marian Banaś celowo nie pojawił się na wtorkowej konferencji prasowej.
- Twarzą został pan Marek Bieńkowski, który w NIK pracuje od dawna i nigdy nie było przesłanek, żeby sądzić, że to człowiek politycznie uwikłany. Zresztą widać było, że z dużym oburzeniem odrzucał zarzut o politycznym kontekście kontroli. Jednak to tylko nadal takie machanie szabelką i straszenie – przekonywał dziennikarz "Gazety Wyborczej".

"Ciekawe rzeczy w zawiadomieniach do prokuratur"

Kittel dodawał, że cała historia z Banasiem "kruszy mit sprawnego państwa PiS". - To taka drzazga w wizerunku, która się kręci i jątrzy. Ciekawe jak zaprezentuje to propaganda państwowa. Czy zacznie twierdzić, że NIK jest kłamliwy – zastanawiał się reporter "Superwizjera". Czuchnowski dodawał, że słyszał, iż w zawiadomieniach NIK do prokuratur są "bardzo ciekawe rzeczy". - Te poszczególne inwestycje w więziennictwie często są łączone z inicjatywami posłów Solidarnej Polski, którzy wyświadczali tym przysługi lokalnym przedsiębiorcom. To może być interesujące – dodał Czuchnowski.

Mikołaj Lizut, prowadzący audycję, pytał zatem, "jak długo Marian Banaś będzie grillował Jarosława Kaczyńskiego". Bertold Kittel ocenił, że sytuacja będzie się zaostrzać. - Uważam, że od feralnego piątku, kiedy to dymisja Banasia pojechała do Sejmu i z niego wróciła, to zdano sobie sprawę, że gra nie toczy się o prezesowanie NIK, tylko o bezpieczeństwo fizyczne samego Banasia i jego rodziny. Jest obawa, że jego współpracownicy mogą trafić do aresztu, który różnie się może skończyć. Zapewne jest przyzwolenie na pełny wiwat i fajerwerki przy takich zatrzymaniach. Emocje po obu stronach są bardzo duże, a gra nie toczy się tylko o stołek – mówił dziennikarz "Superwizjera".

Czuchnowski ocenił, że na razie rząd stosuje "miękkie metody", jak "zwolnienie syna Banasia z banku". - Sprawa jego oświadczeń jest już w prokuraturze już jest, potem szybki wniosek o zdjęcie immunitetu, akt oskarżenia, proces i wyrok. To można załatwić w pół roku albo rok. Wszystko przed nami. Państwo ma do tego środki – podsumował Wojciech Czuchnowski.

Całej rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM