Jeszcze jeden niebezpieczny zapis w projekcie "ustawy kagańcowej". Sędziowie mówią o prowokacji

Projekt nowelizacji ustaw o sądownictwie, który ma wprowadzić surowe kary dla nieposłusznych sędziów, zawiera w sobie jeszcze jeden niepokojący zapis, który umyka wielu komentatorom. Chodzi o samorząd sędziowski, który w praktyce może zostać zlikwidowany.
Zobacz wideo

Zgodnie z zamieszczonym na stronach sejmowych projektem, sędzia będzie mógł zostać usunięty z zawodu np. za zadanie pytania prawnego Sądowi Najwyższemu czy za wyrażenie wątpliwości co do tego, czy inny sędzia ma prawo orzekać. I to właśnie te zapisy wywołały gigantyczne kontrowersje i sprzeciw środowiska prawniczego oraz opozycji politycznej. 

Jednak z projektu ustawy o sądach powszechnych wynika coś jeszcze - chodzi o praktyczną likwidację samorządu sędziowskiego. A jeśli tak się stanie, nie będzie już komu podejmować uchwał choćby w obronie praworządności czy konkretnych prawników. - Chce się likwidować samorząd, bo on zdaje egzamin z odpowiedzialności, chroni niezawisłość sędziowską - mówi w rozmowie z TOK FM prof. Sławomir Patyra, konstytucjonalista, autor wielu opinii prawnych. 

Posłuchaj rozmowy Anny Gmiterek-Zabłockiej. W aplikacji TOK FM zrobisz to na telefonie:

Co ma się zmienić?

Chodzi o kolegia działające w poszczególnych sądach, które decydują np. o zakresie czynności danego sędziego - gdzie ma orzekać. Do tej pory w skład kolegium wchodził prezes i sędziowie demokratycznie wybrani w głosowaniu. Teraz to ma się zmienić - np. w sądzie apelacyjnym w skład kolegium ma wejść prezes apelacji oraz prezesi z podległych jej sądów okręgowych.

- Czyli mówiąc wprost: sami funkcyjni, wskazani przez ministra sprawiedliwości. I to oni mają decydować o wszystkim - alarmują sędziowie. Dziś w kolegium w Sądzie Okręgowym w Krakowie jest m.in. Waldemar Żurek, otwarcie krytykujący reformę sądownictwa autorstwa PiS. Jeśli proponowane przez PiS zmiany wejdą w życie, w przyszłości nie będzie na to szansy. - Skoro minister obsadza stanowiska prezesów, skoro są to jego ludzie, to można się spodziewać, jakie będą w swoich gremiach podejmować decyzje - mówi prof. Robert Grzeszczak, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Te przepisy przewidują, że aktywność sędziów w ramach zgromadzeń i zebrań będzie bardzo ograniczona. Do tej pory podejmowaliśmy np. uchwały wyrażające nasze negatywne stanowisko wobec reform wymiaru sprawiedliwości. Nasza krytyka odnosiła się również do sposobu wyłaniania kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. Ten nasz głos, który wybrzmiewał poprzez te uchwały, już nie będzie możliwy - tłumaczy z kolei Barbara du Chateau, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Lublinie.

W uzasadnieniu projektu wnioskodawcy wprost piszą o swych motywach: "Obecnie obowiązujący wzorzec samorządu nie jest reprezentatywny, mimo pozorów jego reprezentatywności, uniemożliwia udział w samorządzie sporej grupie sędziów, która nie podziela idei i poglądów prezentowanych przez główny nurt, dominujący obecnie w środkach masowego przekazu, w których odmienne stanowiska i oceny są praktycznie nieobecne (...). O możliwości realnego udziału w samorządzie decydują wyłącznie powiązania rodzinno-towarzyskie oraz aktywność sędziego na innych polach".

- Chodzi o to, by zamknąć usta samorządom sędziowskim, aby nie doszło do sytuacji, że to samorządy będą wpływały na pracę sądów. Bo jeśli sądy zostaną osamotnione, nie będą miały swojej reprezentacji, nie będą miały możliwości zabierania głosu wspólnie - nie będzie dróg komunikacyjnych między sądami. I to jest właśnie ten cel. Jeśli sądy będą próbowały rozmawiać między sobą, ustalać jakąś linię zachowań, to sędziowie będą karani dyscyplinarnie - mówi prof. Robert Grzeszczak.

 - Likwidacja samorządu sędziowskiego to zapisy całkowicie sprzeczne z naszą Konstytucją. Moim zdaniem rząd wpada w panikę - nie chce realizować orzeczenia TSUE i myślę, że chce sprowokować sędziów takim projektem. Ja wierzę w to, że środowisko nie da się sprowokować - mówi w TOK FM sędzia Waldemar Żurek. W jego ocenie, jeśli trzeba będzie, sędziowie będą tworzyć swój samorząd oddolnie, bardziej nieformalnie.

Sędzio, powiedz, w jakim stowarzyszeniu jesteś

Prof. Sławomir Patyra zwraca uwagę na jeszcze jeden zapis, który znalazł się w projekcie: sędziowie mają składać informację, do jakich stowarzyszeń czy organizacji pozarządowych należą. - To jest stygmatyzowanie sędziów. Mają chodzić ze swego rodzaju opaską na ręce, by wiadomo było, czy są z "Iustitii", czy z "Themis". To jawne wkraczanie w sferę ich prywatności, zmuszanie do ujawniania nicków na portalach społecznościowych - tłumaczy profesor.

Nasi rozmówcy zgodnie podkreślają, że po raz pierwszy władza ustawodawcza i wykonawcza chce decydować o tym, jak i w jakiej sprawie dany sędzia ma orzekać. - To jest wkroczenie wprost w atrybuty władzy sądowniczej - tłumaczy prof. Patyra.

Wyrok czy dyscyplinarka?

Projekt złożony w czwartek przez posłów PiS zakłada m.in. możliwość karania sędziów nawet usunięciem z zawodu w sytuacji, gdy dany sędzia zakwestionuje status innego sędziego, np. wybranego na stanowisko przy udziale nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Na taki krok zdecydował się niedawno np. sędzia Paweł Juszczyszyn z Olsztyna, który zażądał od Kancelarii Sejmu ujawnienia list poparcia dla kandydatów do KRS - by na tej podstawie stwierdzić, czy jest to organ niezależny. 

Jak mówi prof. Sławomir Patyra, mamy tu do czynienia ze znanym w socjologii tzw. paradoksem zgodności z prawem. - Próbuje się ubierać w formę norm prawnych wartości kompletnie bezprawne - mówi prof. Patyra. Sędziowie nie mają wątpliwości, że chce się ich karać choćby za wypowiedzi dla mediów czy wzięcie udziału w proteście w obronie niezależności wymiaru sprawiedliwości.  

Zdaniem sędziego Artura Ozimka z Sądu Okręgowego w Lublinie, projekt poszerzający katalog działań sędziów, za które można mieć "dyscyplinarkę", wkracza w niezawisłość sędziowską. - Sędzia będzie się zastanawiał, czy wydać wyrok zgodny z prawem, ale spełniający znamiona deliktu dyscyplinarnego, czy też wydać inne rozstrzygnięcie. To rzecz niedopuszczalna. Sąd może mieć wątpliwości co do rozumienia jakiegoś przepisu i będzie się bał zadać pytanie, by nie narazić się na odpowiedzialność dyscyplinarną. To jest droga donikąd. Dla rozwiązania tego problemu - problemu w sądach - trzeba wspólnie usiąść do stołu i rozmawiać. Środowisko sędziowskie było i jest otwarte na dyskusję i naprawę wymiaru sprawiedliwości. Niestety, z drugiej strony nie ma takiej woli - mówi sędzia Artur Ozimek.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM