Czy rzecznicy dyscyplinarni dla sędziów łamią prawo? "Ich obowiązkiem jest zawiadomć prokuraturę"

Rzecznicy dyscyplinarni wszczynają coraz więcej postępowań wobec sędziów. Twierdzą przy tym, że niektórzy z nich mogli się dopuścić przestępstwa z art. 231 Kodeksu Karnego, czyli przekroczenia uprawnień. Powinni zawiadomić prokuraturę, ale - jak ustaliliśmy - wcale tego nie robią.
Zobacz wideo

Sędzia Paweł Juszczyszyn z Olsztyna miał wątpliwości co do legalności powołania sędziego, który wydał wyrok w I instancji. Został odsunięty od orzekania; ma postępowanie dyscyplinarne. Zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych Michał Lasota przedstawił mu zarzuty związane z przewinieniem dyscyplinarnym, bo sędzia rzekomo działał na szkodę interesu publicznego "wyrażającego się w prawidłowym funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości, czym uchybił godności urzędu". 

W zamieszczonym w internecie komunikacie rzecznik napisał jednak coś jeszcze – uznał bowiem, że jeden z zarzutów "wyczerpuje znamiona ściganego z urzędu przestępstwa nadużycia władzy przez funkcjonariusza publicznego". W takiej sytuacji rzecznik – jak tłumaczą nam eksperci - powinien zawiadomić prokuraturę, ale tego nie zrobił.

"Do Prokuratury w Olsztynie nie wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez sędziego Sądu Rejonowego w Olsztynie, o którym mowa w Pani zapytaniu" – przekazał nam rzecznik olsztyńskiej prokuratury, Krzysztof Stodolny.

Również w innych sprawach rzecznicy dyscyplinarni informują o możliwości popełnienia przestępstwa – tak jak choćby w poniedziałek w sprawie dwóch sędzi z Katowic, z Sądu Apelacyjnego, które zadały pytanie prawne Sądowi Najwyższemu ws. sędziego rekomendowanego przez nową KRS. W ocenie zastępcy rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów Przemysława Radzika, treść tego pytania "stanowiła bezprawną ingerencję w ustawowy sposób powołania sędziów do składów orzekających". Sędzie miały przekroczyć swoje uprawnienia, czyli popełnić przestępstwo z art. 231 KK. Nie ma jednak informacji o zawiadomieniu prokuratury.

Przestępstwo? "Jest bezwzględny obowiązek zawiadomienia prokuratury"

Artur Ozimek, sędzia z Lublina, był rzecznikiem dyscyplinarnym dla sędziów przez pięć lat. Stawiał zarzuty w różnych sprawach.  – Bywa tak, że rzecznik stwierdza, iż dane zachowanie wyczerpujące znamiona deliktu dyscyplinarnego, może stanowić również przestępstwo. Ale w takiej sytuacji obowiązkiem rzecznika jest też to, aby zawiadomił organy prokuratorskie. Wynika to wprost z art. 304 paragraf 2 Kodeksu Postępowania Karnego, ponieważ rzecznik ma za zadanie stosować przepisy tego kodeksu – tłumaczy Ozimek.

Wspomniany artykuł brzmi: "Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję(…)". – Taki obowiązek na rzeczniku spoczywa, bo on nie jest organem uprawnionym do postępowania przygotowawczego – mówi sędzia Ozimek. I dodaje, że do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia postępowania karnego (w prokuraturze i przed sądem powszechnym) postępowanie dyscyplinarne powinno być zawieszone. – Taka jest praktyka – mówi sędzia.

Procedury stanęły na głowie?

- Rzecznik dyscyplinarny bez cienia wątpliwości ma obowiązek zawiadomienia prokuratury – mówi nam prof. Sławomir Patyra, konstytucjonalista z Uniwersytetu Marii Curie – Skłodowskiej w Lublinie. – Absolutnie nie jest dopuszczalne, by rzecznik sam prowadził postępowanie dowodowe i badał, czy doszło do przestępstwa czy też nie – dodaje nasz rozmówca. I tłumaczy, że najpierw musi dojść do postępowania karnego, stwierdzenia winy, wymierzenia kary przez sąd powszechny, a następnie – na kanwie tego orzeczenia – może dopiero dojść do zastosowania sankcji dyscyplinarnych i przeprowadzenia postępowania dyscyplinarnego w oparciu o zgromadzony w tej sprawie materiał dowodowy . W jego ocenie, to co robią rzecznicy, to kompletne odwrócenie procedury.

Dlaczego rzecznicy informują o sędziowskich "przestępstwach"?

Zdaniem sędziów jest w tym określony cel. W przypadku rzekomego przestępstwa – sprawa  z automatu trafia do obsadzonej przez PiS Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego (w myśl orzeczenia TSUE – nie jest sądem), a nie do rzeczników przy poszczególnych sądach - tu trafiają
"mniej poważne przewinienia", jak np: nieterminowe sporządzanie uzasadnień. Ci ostatni do tej pory byli dość łaskawi - bardzo często odsyłali dokumentację, uznawali, że jest niekompletna, że brakuje dowodów i sprawy nie mogły być prowadzone. A to oznacza, że wyroki wobec sędziów mogą zapadać o wiele szybciej. – To nie jest sąd i nie zamierzamy się do tych jego decyzji stosować. To jest organ upolityczniony, który chce nas zniszczyć, chce stosować efekt mrożący. Ale my się nie ugniemy – mówią sędziowie.

Rzecznicy dyscyplinarni nie odpowiedzieli na nasze pytania w tej sprawie – pytaliśmy m.in., czy w którejkolwiek ze swoich spraw zawiadomili prokuraturę.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM