Rząd znów zamrozi podwyżki cen prądu? "Potencjalny wyborca Andrzeja Dudy i tak za to zapłaci"

Urząd Regulacji Energetyki ogłosi dziś, jakie czekają nas podwyżki cen prądu w 2020 roku. Jacek Sasin - szef resortu aktywów państwowych - uspokajał, że "są różne metody, by podwyżki nie było". Już w zeszłym roku rząd postanowił zamrozić ceny. - Dzisiaj minister Sasin występuje w dwóch kapeluszach: regulatora i właściciela. Takiego bajzlu nie było przez 30 lat w tym kraju - komentował sprawę w TOK FM Jarosław Sroka z Kulczyk Investments.
Zobacz wideo

We wtorek (17 grudnia) prezes Urzędu Regulacji Energetyki ogłosi swoje decyzje dotyczące taryf największych sprzedawców prądu dla gospodarstw domowych. Dowiemy się zatem o ile w 2020 roku podrożeje prąd, a co za tym idzie - nasze rachunki za energię. Choć postępowanie objęte jest tajemnicą, nieoficjalnie wiadomo, że cztery największe spółki energetyczne chcą nawet 40-proc. podwyżek. Prezes URE Rafał Gawin najprawdopodobniej na tyle się jednak nie zgodzi.

Jak mówiła w TOK FM Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa Forum Energii, niektórzy przyjmują zakłady o to jak duża podwyżka nas czeka. - My liczymy, że to będzie około 20 procent - zaznaczyła. 

Prowadzący Magazyn EKG Maciej Głogowski zwrócił jednak uwagę, że gdyby zdecydowała się na zakład, pewnie by go przegrała, ponieważ wicepremier Jacek Sasin, szef resortu aktywów państwowych, który zastąpił Ministerstwo Energii, powiedział w poniedziałek w RMF FM, że rząd zrobi "wszystko, aby indywidualne gospodarstwa domowe nie odczuły podwyżki cen prądu". - Są różne metody, by podwyżki nie było. Tak, jak zrobiliśmy to w tym roku, że było to ustawowe zamrożenie cen, czyli tak naprawdę budżet rekompensował to wprost firmom energetycznym. Istnieją również inne metody, jak chociażby rekompensaty dla samych odbiorców - mówił polityk PiS. 

"Stosujemy metody ręcznego sterowania energetyką"

Gościni TOK FM tłumaczyła jednak, że choć "politycznie" najważniejsze są taryfy opłat dla gospodarstw domowych, to "z perspektywy gospodarki przedsiębiorstwa energochłonne mają największy problem". 

Jak wyjaśniała, zrobienie kroku w tył i regulowanie cen w oddzieleniu od rzeczywistych kosztów jest zrzucaniem tych kosztów na inne podmioty. - Nie ma innej metody bardziej skutecznej do tego, żeby mitygować wzrost cen niż konkurencyjny rynek. My w tej chwili stosujemy metody ręcznego sterowania energetyką, bardzo uznaniowe i może odbiorcy indywidualni się cieszą, ale taki rynek nietransparentny, gdzie nie wiadomo, skąd jakaś decyzja pochodzi daje też bardzo duże pole do nadużyć - podsumowała. 

W podobnym tonie wypowiadał się w TOK FM także Jarosław Sroka, członek zarządu Kulczyk Investments. - Dzisiaj rzeczywistość jest niewesoła, dlatego, że mamy najwyższe ceny hurtowe energii w Europie. Pan Sasin, powtarzając, że to się nie przełoży na odbiorcę indywidualnego i sugerując jakieś rekompensaty, chyba do końca nie wie o czym mówi - stwierdził, tłumacząc, że mechanizm, który zadziała jest bardzo prosty: jeśli ceny energii (hurtowe - red.) będą rosły, to te ceny natychmiast się pokażą w cenach towarów i usług. - I ten potencjalny wyborca Andrzeja Dudy i tak za to zapłaci. Dzisiaj minister Sasin występuje w dwóch kapeluszach: regulatora i właściciela. Takiego bajzlu nie było przez 30 lat w tym kraju - mówił, podkreślając, że warto zastanowić się, kto dzisiaj odpowiada za polską politykę energetyczną.

Jadwiga Emilewicz uspokaja

Na konferencji prasowej we wtorek po południu minister Jadwiga Emilewicz zapewniała, że rząd nie prowadził żadnych prac związanych z interwencją legislacyjną powstrzymującą ewentualny wzrost cen energii w przyszłym roku.

Minister zaznaczyła, rząd nie spodziewa się "alarmujących wzrostów (...) o 40 - 50 proc." o jakich informowały media. "Biorąc pod uwagę dynamikę cen na Towarowej Giełdzie Energii w ostatnich tygodniach i miesiącach, nie spodziewam się, że będzie to wzrost wyższy niż 10 proc., a zatem na rachunku, nie wyżej niż 9 zł" - pwoiedziała Emilewicz.

Aplikacja TOK FM. Słuchaj i testuj przez dwa miesiące.

DOSTĘP PREMIUM