Co Komisja Europejska może zrobić ws. ustawy "kagańcowej" PiS? "Ma inne środki nacisku"

W stanowisku KE widać obawy oraz to, że wie ona dobrze, iż to co chce uchwalić PiS jest niezgodne z prawem unijnym. Ale musi trzymać się procedur - wyjaśniał w TOK FM prof. Robert Grzeszczak.
Zobacz wideo

Sejm przegłosował po południu ustawę "kagańcową" dotyczącą wymiaru sprawiedliwości. Kilka godzin wcześniej Komisja Europejska zaapelowała do Polski o wstrzymanie prac nad tym projektem. Pismo w tej sprawie napisała wiceszefowa Komisji Vera Jourova - i zaadresowała je do prezydenta, premiera, marszałek Sejmu i marszałka Senatu.

W wysłanym do Warszawy dokumencie, Komisja Europejska kieruje do polskich władz apel, by w sprawie ustawy dyscyplinującej sędziów najpierw zasięgnęły opinii Komisji Weneckiej - a potem poczekały na jej ocenę. Do tego czasu Bruksela radzi wstrzymać pracę nad przepisami. - Naszym zdaniem apel KE jest nietrafiony; mam nadzieję, że Komisja przedstawiła go nie ze złej woli, ale z braku rzetelnych informacji - powiedział rzecznik rząd Piotr Muller. 

Jak wyjaśniał w TOK FM prof. Robert Grzeszczak z Katedry Prawa Europejskiego, Wydziału Prawa i Administracji UW, Komisja na tym etapie nie mogła sobie pozwolić na bardziej dobitną reakcję. - Bo ma inne środki nacisku, ale one przyjdą w chwili formalnego uchwalenia samej ustawy. W trakcie procedowania KE nie może wszcząć żadnej procedury. Może tylko wyrazić stanowisko, co faktycznie się stało. Widać w nim obawy komisji oraz to, że wie ona dobrze, iż to co chce uchwalić PiS jest niezgodne z prawem unijnym. Ale musi trzymać się procedur – wyjaśniał

Jak dodał, nowa KE nie chce do siebie przyklejać "łatki". - Stąd takie na razie delikatne stanowisko. Jourova nie chce, żeby mówiono o niej jak o Fransie Timmermansie, że wszystko przesądzał, gdy nie znał szczegółów czy przepisy nie były uchwalone. Komisja teraz nie chce być sędzią od razu, bo i tak wie, że będzie wiodła o to spór z Polską. My tutaj prawnicy dobrze wiemy, że będzie szybka skarga przeciwko Polsce w tej sprawie – tłumaczył ekspert i dodał, że KE celowo odsyła Polskę do Komisji Weneckiej, by ta pełniła rolę swoistego "pośrednika" w sporze. - Na razie KE nie chce zrazić do siebie Polaków, cały czas stara się pokazać, że są to spory władzą, a nie obywatelami - mówił.

Paweł Sulik, prowadzący audycję, przypomniał, że posłowie opozycji w czasie sejmowej debaty chcieli poruszyć kwestię listu KE. - Tłumaczenie tego listu otrzymałam późnym popołudniem. Proszę państwa, jestem marszałkiem polskiego parlamentu i uchwalamy w polskim parlamencie prawo. Wielokrotnie przytaczano dzisiaj orzeczenia TK z różnych okresów, które mówiły o wyższości polskiej konstytucji nad prawem unijnym, proszę to szanować, ja to szanuje – mówiła na sali sejmowej marszałek Elżbieta Witek.

Według profesora Grzeszczaka takie słowa to niebywała arogancja i populizm. - Pani marszałek jak w soczewce skupiła sposób procedowania i stanowisko partii rządzącej. Polskie prawo jest wieloskładnikowe, jesteśmy częścią unijnej rodziny. Możemy pewne rzeczy ustalać, jak chcemy, ale przy okazji musimy podzielać wspólne wartości, jak np: praworządność i przestrzegać ich fundamentów. Widać, że pani marszałek nie nauczyła się dobrze, jak funkcjonuje prawo polskie w warunkach członkostwa w UE. Nie chce być złośliwy, ale może pani Witek trzeba wysłać jakiś podręcznik, najlepiej po polsku, żeby nie musiała tłumaczyć. Jestem oburzony, że mówi takie farmazony – surowo recenzował gość TOK FM.

Jak podkreślał, żeby Unia Europejska mogła funkcjonować, to kraje członkowie część swoich kompetencji muszą przekazać na rzecz wspólnych organów czy podporządkować się jednemu europejskiemu sądowi. - Jeżeli w imię doraźnych interesów będziemy się boksować z Unią to – choć nas nie wyrzucą – zacznie się nas marginalizować. Nasze interesy nie będą uwzględnianie. Utną dopłaty. Będziemy izolowani politycznie i ekonomicznie – mówił prof. Grzeszczak.

Jego zdaniem, UE chce "przeczekać" PiS i to co się dzieje w Polsce. - Gorzej, jeśli przeleje się masa krytyczna. W interesie UE będzie powiedzenie nam, żebyśmy sobie poszli. Wtedy nadejdą ostre działania– ostrzegał ekspert.

DOSTĘP PREMIUM