Pieniądze z "podatku cukrowego" nie będą oznaczone. Chodzi o walkę z otyłością czy łatanie budżetu NFZ?

Resort zdrowia szacuje, że w przyszłym roku dzięki planowanym opłatom NFZ będzie miał około 2 mld dodatkowych środków. Pieniądze nie będą jednak "znaczone"i trafią do wspólnego worka. Czy to oznacza, że faktycznie chodzi o walkę z otyłością, czy może raczej o wsparcie finansowe Funduszu?
Zobacz wideo

Ministerstwo Zdrowia przygotowuje projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów. Resort zdrowia chce - jak twierdzi - wykorzystać politykę fiskalną państwa jako narzędzie do "walki z nadwagą i otyłością". Resort planuje więc nałożyć dodatkową opłatę m.in. na producentów lub importerów słodzonych napojów, sprzedawców alkoholu (detalicznych) w butelkach o pojemności mniejszej niż 300 ml - a więc m.in. popularnych "małpek" - oraz "podmioty świadczące usługę będącą reklamą suplementu diety". Projekt ministerstwa ma zacząć obowiązywać 1 kwietnia 2020 roku.

W przypadku napojów słodzonych - stawka opłaty ma wynieść 70 gr za litr napoju z jedną substancją słodzącą, 80 gr - z dwoma substancjami słodzącymi. Dodatkowe 20 gr ma być doliczone do każdego litra napoju z kofeiną, tauryną czy guaraną. Wpływy z opłaty od napojów mają być prawie w całości przekazywane do NFZ (98 proc.) na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej oraz w pozostałej części - do resortu finansów na koszty administracyjne oraz egzekucji.

Czytaj także:
Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzenia nowych podatków. Od "małpek", słodkich napojów i reklam suplementów

Zgodnie z projektem opłata za każdą butelkę alkoholu o pojemności mniejszej niż 300 ml ma wynosić złotówkę. Ministerstwo przewiduje, że opłaty z tego tytułu będą w połowie odprowadzane do gmin, na terenie których odbywa się sprzedaż, a w połowie do NFZ. Z kolei podmioty świadczące usługę będącą reklamą suplementu diety "zostaną obciążone opłatą w wysokości 10 proc. podstawy opodatkowania podatkiem VAT wynikającym z tej usługi. Zebrane środki mają być przekazywane do NFZ na finansowania świadczeń opieki zdrowotnej".

Resort szacuje, że w przyszłym roku opłaty mają przynieść około 2 mld zł, a w kolejnych latach - nieco ponad 3 mld zł.

"Intencją nie jest to, by zarobić"

Wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński podkreślał w Magazynie EKG w TOK FM, że intencją resortu przy wprowadzaniu nowych przepisów nie jest to, aby "zarobić, ale sprawić, by Polacy nie konsumowali tylu 'małpek', słodzonych napojów, suplementów diety, co dzisiaj, dlatego, że widzimy, że to niesie za sobą bardzo duże konsekwencje zdrowotne". - Patrzymy na to, jakie skuteczne rozwiązania zastosowały inne kraje, żeby wpływać na prozdrowotne nawyki konsumentów i obywateli - wskazywał polityk. 

Jak mówił wiceminister, pieniądze, które trafią do NFZ w wyniku wprowadzenia nowej ustawy, nie będą jednak "oznaczone". - Jeżeli patrzymy na ustawę o Narodowym Funduszu Zdrowia, to ona bardzo jasno wskazuje, na co fundusz może wydawać pieniądze. Narodowy Fundusz Zdrowia ponad 99 proc. środków, które otrzymuje, wydaje na leczenie Polaków, m.in. z chorób, które są konsekwencją nadużywania alkoholu - tłumaczył Cieszyński. A to ma oznaczać, że pieniądze z nowej opłaty trafią do jednego wspólnego worka.

Całej rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki. Aplikacji TOK FM. Dowiesz się m.in., jakie działania profilaktyczne Ministerstwo Zdrowia ma zamiar prowadzić za otrzymane środki.

Brak znaczenia pieniędzy to dowód na to, że chodzi o zmniejszenie potrzeb NFZ?

Dr Marek Rozkrut, partner w EY w części komentarzowej Magazynu EKG podkreślał, że cel ograniczenia spożycia cukru wśród Polaków jest jak najbardziej słuszny, jednak w proponowanym przez Ministerstwo Zdrowia projekcie nie wytłumaczono, dlaczego zdecydowano się na stawki takiej, a nie innej wysokości. Ekspertowi brakuje również analizy tego, w jaki sposób zachowają się konsumenci, kiedy cena wybieranych przez nich produktów wzrośnie. 

Specjalista powołał się na badania pokazujące, że kiedy produkty drożeją, klienci kupują ich mniej, jednak w zależności od rodzaju produktu różna jest elastyczność cenowa popytu. Dlatego właśnie należy ją mierzyć. - Tego w ogóle nie ma w tym projekcie. Oczywiście cytuje się pewne uśrednione oszacowania z literatury, natomiast w samej tej literaturze pokazuje się, że te oszacowania są bardzo zróżnicowane między krajami - mówił dr Rozkrut.

Jego zdaniem istotniejsze jest jednak to, czy konsumenci w momencie podwyższenia ceny danego produktu nie przerzucają się na inne dobra i w jakim zakresie. Są bowiem badania, pokazujące, że zaczynają wówczas wybierać słone przekąski, produkty zawierające tłuszcze, a w niektórych przypadkach także napoje alkoholowe. 

Gość TOK FM odniósł się także do tego, że środki pochodzące z opłat nie będą znaczone. Jak mówił, w Wielkiej Brytanii w podobnym projekcie zawarta jest informacja, że środki zebrane z opłat są wykorzystywane na organizację dodatkowych zajęć sportowych w szkołach. 

- Dla mnie brak znaczenia pieniędzy z każdej tej nowej opłaty jest najlepszym dowodem na to, że chodzi tylko o to, aby więcej pieniędzy wpłynęło do NFZ, by miał on mniejsze potrzeby (wsparcia z budżetu), a nie o załatwienie żadnego celu - skomentował prowadzący program Maciej Głogowski. 

- Jeżeli by nam zależało, żeby ograniczyć to spożycie (cukru - red.), to także można byłoby wprowadzić działania np. ograniczające dostępność do pewnych produktów, na przykład do automatów w szkołach, ale wtedy byłoby mniej wpływów budżetowych - podsumował dr Marek Rozkrut.

Całej rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM