Leszek Miller: Brak kandydata na prezydenta jest dysfunkcjonalny dla Lewicy

- Pewnie mało kto spodziewa się, że kandydat Lewicy na prezydenta może przekroczyć 12 procent, więc nikt nie chce ryzykować - powiedział w TOK FM Leszek Miller. Mimo takich prognoz zdaniem byłego premiera błędem jest to, że ugrupowania lewicowe nadal nie wskazały swojego kandydata na prezydenta.
Zobacz wideo

Lewica wciąż nie zaprezentowała nazwiska kandydata (lub kandydatki) w tegorocznych wyborach prezydenckich. W czwartek rano media społecznościowe obiegło zdjęcie Krzysztofa Śmiszka z hasztagiem #Śmiszek2020. Zdaniem niektórych, może to być sugestia, że polityk Wiosny chce wystartować na prezydenta Polski. To też nie pierwszy tego typu komunikat. Przed kilkoma dniami Śmiszek napisał na Facebooku, że niebawem ogłosi pewną "niespodziankę". "To będzie coś, co z pewnością pochłonie mnie całkowicie przez najbliższe miesiące. Przynajmniej do maja" - podał. Oficjalnego oświadczenia Lewicy w tej sprawie jeszcze jednak nie ma. 

Leszek Miller, który w czwartek był gościem Poranka Radia TOK FM, przypomniał, że nazwisko kandydata Lewicy miało być znane już w połowie grudnia, potem pod koniec. Tymczasem mamy już styczeń, a kandydata/kandydatki nadal nie ma. 

 - Wydaje mi się, że to jest związane z tym, że utrwalono komunikat, że skoro Lewica uzyskała w wyborach parlamentarnych ponad 12 procent, to teraz kandydat Lewicy na prezydenta musi uzyskać więcej, bo jeśli uzyska mniej, to będzie się mówiło, że Lewica jest w odwrocie - mówił były premier. - Więc nikt nie chce ryzykować, bo pewnie mało kto spodziewa się, że kandydat Lewicy może przekroczyć 12 procent - dodał. Jego zdaniem, pewnie przez to ci najpoważniejsi kandydaci (Zandberg, Biedroń) nie chcą stanąć do wyborczej walki. 

Leszek Miller przestrzegał jednak, że "w nieskończoność tych uzgodnień prowadzić nie można". - Musi być dzień, kiedy to nazwisko w końcu padnie - powiedział. I dodał, że "brak kandydata jest dysfunkcjonalny dla Lewicy w tym sensie, że inni już prowadzą kampanię, a Lewica nie".

Miller o relacjach między Polską a Rosją

Karolina Lewicka pytała swojego gościa także o ostatnie ataki prezydenta Rosji Władimira Putina na Polskę oraz reakcję władz naszego państwa. 

- Jeśli chodzi o pakt Ribbentrop - Mołotow i próbę rehabilitacji tego, co się wtedy stało, jest to o tyle dziwne, że jeszcze w grudniu 1989 roku parlament ówczesnego Związku Radzieckiego potępił ten pakt i uznał, że tajne protokoły wówczas zawierane były sprzeczne z prawem - przypomniał Leszek Miller. 

Dziennikarka TOK FM komentowała, że było to krótkie "okienko pogodowe", kiedy Rosjanie "stanęli w prawdzie historycznej" i które skończyło się, kiedy do władzy doszedł Władimir Putin. Miller powiedział, że nie zdziwi się, jak teraz władze rosyjskie uznają, że tamten dokument (potępiający pakt) był niesłuszny.

Były premier zgodził się z przypuszczeniami, że Władimir Putin nie zaprzestanie atakowania Polski w najbliższym czasie. Przypomniał, że najbliższą ku temu okazją będzie rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, która odbędzie się pod koniec stycznia w Jerozolimie. - Niewątpliwie Putin do tego przygotowuje się intensywnie i jeśli mówi dziś, że jeszcze jakieś dokumenty będą publikowane, to należy się spodziewać, że właśnie tam się to stanie - mówił gość TOK FM. 

Dopytywany, dlaczego Putin atakuje nasz kraj, Miller powiedział: "Może Kreml uznał, że próba poszukiwania jakiś rozsądnych relacji z Polską jest skazana na niepowodzenie". 

Były premier przypomniał, że jeszcze mniej więcej do katastrofy smoleńskiej były próby szukania porozumienia z Rosją. - Putin był z Tuskiem w Katyniu, Putin był na Westerplatte, na uroczystości rocznicy wybuchu II wojny światowej - wyliczał i stwierdził, że "to nie był błąd". - Prezydent Lech Kaczyński wybierał się do Moskwy na rocznicę zakończenia II wojnę światowej (...) Jak dziś na to patrzymy, to wydaje się, że to była prehistoria, a to przecież całkiem niedawno - podkreślił.

Zdaniem Leszka Millera, dziś mówienie o tym, że Polska - zamiast ofiary - inicjowała II wojnę światową, jest niedopuszczalna. - Słusznie, że rząd i premier Morawiecki przeciwko temu protestują - stwierdził polityk. Dopytywany, czy reakcja polskich władz jest - jego zdaniem - prawidłowa i czy głosu nie powinien zabrać sam prezydent Andrzej Duda, Miller powiedział, że postępowanie prezydenta i premiera uważa za racjonalne. 

- Jesteśmy w przededniu drugiej odsłony [wystąpień Putina - w styczniu, na wspomnianej rocznicy - red.]. Jeszcze będzie czas, żeby prezydent Polski zabrał w tej sprawie głos. Nie ma w tej chwili co się napinać. Stało się to, co się stało. Czekamy, co będzie dalej - powiedział gość Poranka Radia TOK FM.

Całej rozmowy posłuchaj w Aplikacji TOK FM!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM