Robert Biedroń i "szydlizm". Żakowski poprosił polityka, żeby nie cytował byłej premier w PE

Robert Biedroń mówił w TOK FM o wyrównywaniu szans, łazienkach w każdym domu i zmianach w podatkach. Polityk chce też zrobić atut z polskiej dumy narodowej. - Niech pan powie, że pan nie pojedzie do Parlamentu Europejskiego, nie stanie na trybunie jako prezydent i nie powie: Polska jest dumnym krajem - apelował w TOK FM Jacek Żakowski do Roberta Biedronia.
Zobacz wideo

Robert Biedroń to kandydat władz SLD na prezydenta. Polityk przypomniał w TOK FM, że aby mógł reprezentować całą Lewicę, jego kandydaturę muszą poprzeć wszystkie trzy partie, które mają swoich reprezentantów w Sejmie. Ostateczna decyzja powinna zostać podjęta 19 stycznia. 

Jacek Żakowski pytał Roberta Biedronia, czym będzie się różnił jako prezydent od Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Zdaniem eurodeputowanego wyraźnie widać, że będzie on jedynym postępowym kandydatem w zbliżających się wyborach prezydenckich. I choć formalnie kandydatem będzie od 19 stycznia, to już dziś wiadomo, na czym chce oprzeć swój program wyborczy. - Milion osób w Polsce nie ma łazienki. Oddałem do użytku (jako prezydent Słupska - red.) 800 nowych mieszkań komunalnych. Niewielu jest prezydentów w Polsce, którzy w ogóle oddają mieszkania komunalne, bo takie mieszkania się w Polsce raczej sprzedaje, nie remontuje, nie oddaje się już mieszkańcom - mówił, wskazując, że świadczy to o przyjętych przez niego priorytetach. - Dla mnie ważne jest wyrównywanie szans ludzi, którzy są zostawieni z tyłu. To będzie odważna prezydentura - zapowiedział Robert Biedroń, dodając, że standard cywilizacyjny Polski wyznacza właśnie brak łazienek we wszystkich domach w Polsce w 2020 roku, a nie "wsparcie dla publicznej telewizji Kurskiego czy budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego".

Według polityka często pojawiają się opinie, że wsparcie socjalne odbywa się "czyimś kosztem". - Sorry, ale wszyscy płacimy podatki. Ci ubodzy, zostawieni z tyłu, też często płacą podatki i często proporcjonalnie większe niż ci najbogatsi. I nad tym też musimy zacząć debatować. Czy Kidawa-Błońska zacznie taką debatę? - pytał Biedroń i podkreślił, że chciałby sprawiedliwego systemu podatkowego. 

- Jeżeli zostałbym prezydentem, na pewno rozpocząłbym debatę na temat sprawiedliwego systemu podatkowego - mówił, porównując m.in. podatki, które płacą księża i mali samozatrudnieni przedsiębiorcy.

Robert Biedroń pojechałby do Jerozolimy?

Dziennikarz pytał polityka, czy gdyby był prezydentem, pojechałby do Izraela na obchody 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Andrzej Duda postanowił nie wziąć udziału w uroczystościach, ponieważ w programie obchodów nie przewidziano czasu na jego przemówienie. Przemawiać będzie za to prezydent Rosji - Władimir Putin

W odpowiedzi Robert Biedroń wskazywał na błędy, które popełniła polska dyplomacja, prezydent oraz Kancelaria Prezydenta przez ostatnie miesiące. Zdaniem polityka one właśnie doprowadziły do obecnej sytuacji. - Po prostu trzeba było te ustalenia prowadzić "po cichu", dyplomatycznie i doprowadzić do tego, że prezydent RP (...) tam pojechał - ocenił eurodeputowany. 

Jacek Żakowski zastanawiał się, czy Biedroń - jako prezydent - zadzwoniłby np. do prezydenta Francji Emmanuela Macrona czy kanclerz Niemiec Angeli Merkel z prośbą o pomoc. - Często jestem atakowany, że nie zrzekłem się mandatu europosła. Powodów jest bardzo wiele. Ale jedna z korzyści tego, że jestem w europarlamencie, jest to, że dzisiaj mogę wyjąć telefon i zadzwonić do wielu ważnych polityków w Unii Europejskiej - odpowiedział gość TOK FM. 

Robert Biedroń cytuje Beatę Szydło

Gospodarz Poranka Radia TOK FM zwrócił jednak uwagę, że również Andrzej Duda ma za sobą doświadczenie pracy w PE. - Znam dzisiaj komisarzy, znam liderów politycznych wielu krajów. Prawdopodobnie Andrzej Duda nie ma numeru telefonu, z którego mógłby skorzystać do przyjaciela w Unii Europejskiej, bo z wszystkimi się skłócił - ocenił Robert Biedroń, dodając jednak, że Polska jest "dumnym krajem i nie musi za nic przepraszać w tej kwestii, ale musi rozmawiać, prowadzić dialog".

Żakowski przypomniał Biedroniowi, że o Polsce jako dumnym państwie mówiła Beata Szydło. - Niech pan powie, że pan nie pojedzie do Parlamentu Europejskiego, nie stanie na trybunie jako prezydent i nie powie: Polska jest dumnym krajem - prosił dziennikarz. 

- Oczywiście, że powiem. Bo ja jestem dumnym Polakiem - odparł polityk. 

- Czyli "szydlizm" się szerzy - skomentował dziennikarz. 

Zdaniem Biedronia nie jest to kwestia "szydlizmu". Według polityka "wszyscy wiedzą, że jesteśmy dumni". - Każdy naród jest dumny. Tylko z tej dumy trzeba zrobić atut, a nie wadę - argumentował. Jednak według Jacka Żakowskiego szefowie "normalnych państw" nie mówią takich rzeczy, ponieważ są one oczywiste. - Jak ktoś to mówi, to znaczy, że ma problem - podsumował gospodarz Poranka Radia TOK FM.

- Dzisiaj wychodzimy groteskowo, kiedy to mówimy. Kiedy Beata Szydło to mówi w Parlamencie Europejskim, bo nikt w to nie wierzy, bo Polski rząd jest dzisiaj na kolanach. Ale z tego trzeba zrobić atut, tak jak zrobili Francuzi czy Niemcy - bronił się gość TOK FM. 

Całej rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM