Władimira Putina nie zaproszono na uroczystości do Auschwitz. "Nie zaproszono na nie nikogo"

27 stycznia odbędą się w Polsce obchody upamiętniające 75. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Delegacji rosyjskiej nie będzie jednak przewodniczył prezydent Władimir Putin, a ambasador Rosji w Warszawie - Siergiej Andriejew. - Nie jest prawdą, że Polska nie zaprosiła na obchody Władimira Putina. To Federacja Rosyjska, tak jak wiele innych państw, zadecydowała, kto będzie ją reprezentował - wyjaśniał w TOK FM Marek Zając, przewodniczący rady Fundacji Auschwitz-Birkenau.
Zobacz wideo

Marek Zając, wieloletni sekretarz Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, a obecnie przewodniczący rady Fundacji Auschwitz-Birkenau, w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u zwrócił uwagę na pojawiające się w mediach komunikaty, mówiące o tym, iż Polska nie zaprosiła na obchody prezydenta Federacji Rosyjskiej. 

- Tak, nie zaproszono Władimira Putina na uroczystości 27 stycznia 2020 roku do miejsca pamięci Auschwitz-Birkenau, ponieważ na te uroczystości nie zaproszono nikogo - wyjaśniał gość Aleksandry Rosiak.

Jak tłumaczył, wszystko zaczęło się pięć lat temu przy organizacji 70. rocznicy wyzwolenia, kiedy funkcjonowała jeszcze Międzynarodowa Rada Oświęcimska przy premierze RP. W jej skład wchodzili m.in.: dyrektor Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie, dyrektor Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, szef Światowego Kongresu Żydów oraz wielu ekspertów z różnych krajów (więcej na jej temat w dalszej części tekstu). 

- Co najmniej pół roku przed obchodami rozpoczęła się w łonie Rady bardzo poważna debata na temat tego, jak powinna wyglądać ta uroczystość, bo doskonale zdajemy sobie sprawę, że z każdym rokiem jest coraz mniej naocznych świadków (ocalałych z Auschwitz-Birkenau i Zagłady- red.). Wiedzieliśmy, że te uroczystości przy okrągłych rocznicach powinny mieć szczególny charakter - tłumaczył. - Postanowiono, że nie będziemy imienne wybierać i zapraszać określonych przywódców. Chodzi o to, żeby to sami politycy najwyższego szczebla decydowali - nieprzymuszeni przez nikogo, niewskazani przez nikogo palcem - czy chcą przybyć na uroczystości do Auschwitz-Birkenau, czy jest to dla nich ważne, czy z różnych powodów - my tego nie oceniamy - zdecydują coś innego - opowiadał. 

Jak mówił, obecne polskie władze postanowiły uszanować zaproponowaną w 2015 roku formułę i wiele miesięcy wcześniej poinformowały dyrektora Muzeum, aby działać w taki sam sposób. 

Gość TOK FM wyjaśniał, że informacja o obchodach przekazywana jest wiele miesięcy przed uroczystościami do państw Unii Europejskiej oraz krajów, które wpłaciły kapitał żelazny do Fundacji Auschwitz-Birkenau, zajmującej się konserwacją miejsca pamięci. Dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau informuje o dacie uroczystości oraz liczbie osób, które mogą wziąć udział w delegacji. - To państwa same decydują, kto będzie je reprezentował. Nie jest prawdą, że Polska nie zaprosiła na obchody Władimira Putina. To Federacja Rosyjska, tak jak wiele innych państw, zadecydowała, kto będzie ją reprezentował - powtórzył Marek Zając.

75. rocznica wyzwolenia Auschwitz-Birkenau. Napięcia wokół obchodów

Kilka dni przed organizowaną w Polsce uroczystością w Jerozolimie odbędzie się "World Holocaust Forum", podczas którego jednym z głównych mówców będzie Władimir Putin. Prezydent Andrzej Duda zrezygnował z udziału w zaplanowanym przez Yad Vashem wydarzeniu, ponieważ organizatorzy nie przewidzieli czasu na jego wystąpienie. Polska delegacja chciała mieć możliwość ewentualnej odpowiedzi, na mogące pojawić się ze strony prezydenta Rosji oskarżenia. 

Prowadząca Pierwsze Śniadanie w TOK-u Aleksandra Rosiak zwróciła uwagę, że wygląda to jak "dwie konkurencyjne imprezy". - Jeżeli już na samym początku mówimy, że do dwie konkurencyjne imprezy, to znaczy, że komuś udało się stworzyć takie wrażenie i że ktoś miał taki cel - stwierdził przewodniczący rady Fundacji Auschwitz-Birkenau, przypominając, że w poprzednich latach również odbywało się bardzo wiele wydarzeń poza samym obozem. - Nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Zawsze się z tego cieszyliśmy - przekonywał.

- Ale rzeczywiście, skoro opinia publiczna odbiera te wydarzenia jako konkurencyjne, to niestety oznacza, że organizatorzy tego forum pamięci Holokaustu w Jerozolimie, przede wszystkim, Wiaczesław Mosze Kantor, być może taki mają cel - ocenił były szef Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, dodając, że kiedy patrzy na to, co dzieje się wokół organizowanego w Izraelu forum, odczuwa "pewien ból". - Bo w Yad Vashem mamy bardzo wielu oddanych przyjaciół, nasza współpraca przez wiele lat układała się świetnie i mam nadzieję, że nadal będzie układała się dobrze, mimo różnych wydarzeń. Natomiast kiedy widzę, że przestrzeń tak ważnej instytucji, jeszcze przy tak ważnej rocznicy, otwierana jest na wydarzenie - jak widać już na razie z podtekstem politycznym - no to jestem po prostu zasmucony. Teraz pozostaje nam czekać , co się wydarzy w Jerozolimie podczas tego forum - stwierdził, wyrażając jednocześnie nadzieję, że nie padną tam żadne "haniebne, brudne" słowa, które służyłyby "wyłącznie doraźnemu, agresywnemu interesowi politycznemu".

Międzynarodowa Rada Oświęcimska

MRO działała od 2000 do 2018 roku. Marek Zając, który Sekretarzem Rady był przez 12 lat, uważa, że dla wszystkich polskich rządów w tym czasie była ona ważnym forum i narzędziem komunikacyjnym. - Zapewne Rady w ostatnich miesiącach brakowało, bo to była przestrzeń, w której spotykali się najważniejsi ludzie, zajmujący się pamięcią o Auschwitz i Zagładzie - podkreślił. - Rada była czymś na kształt sapera, poruszającego się po tym bardzo wrażliwym polu pamięci. Pojawiało się jakieś niebezpieczeństwo, jakaś mina, i Międzynarodowa Rada Oświęcimska ten ładunek rozbrajała, zanim on został zdetonowany na forum publicznym. Bardzo wielu kryzysów unikaliśmy, bo one w zarodku były rozwiązywane przez Radę - przekonywał. 

Podczas rządów PiS Międzynarodowa Rada Oświęcimska nie została powołana na nową kadencję.

Całej rozmowy posłuchasz dzięki aplikacji TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM