Były ambasador RP w Izraelu: Polska zaczęła prowadzić politykę historyczną w sposób najgłupszy, jaki mogła

- Pojechanie i słuchanie Putina bez możliwości zabrania głosu byłoby upokorzeniem. Natomiast niepojechanie jest jeszcze gorszym wyjściem, bo zostało to odebrane jako bojkot Polski w wielkim dziele upamiętniania ofiar Holocaustu - mówił w TOK FM Maciej Kozłowski, były ambasador Polski w Izraelu, komentując nieobecność Andrzeja Dudy na uroczystościach wyzwolenia obozu Auschwitz, które już za kilka dni odbędą się w Jerozolimie.
Zobacz wideo

Jednym z tematów w niedzielnym programie "Goście Passenta" były zbliżające się obchody 75. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, które odbędą się już w nadchodzącym tygodniu (22-23 stycznia) w Jerozolimie. Organizatorem uroczystości jest instytut Yad Vashem. Wśród gości mają być m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Emmanuel Macron. Przemawiać będzie także prezydent Rosji Władimir Putin. Andrzej Duda już kilkanaście dni temu zapowiedział, że nie weźmie udziału w tym wydarzeniu, ponieważ jego organizatorzy nie przewidzieli, by mógł tam zabrać głos.

Jednocześnie kilka dni później - 27 stycznia w Oświęcimiu - odbędą się polskie obchody rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz. Redaktor Daniel Passent pytał swoich gości, czy strona polska mogła zapobiec dublowaniu się uroczystości, bo - jak stwierdził - wydarzenie w Izraelu wygląda jak "próba odwrócenia uwagi od obchodów polskich i pomniejszenie ich rangi". - Nie wszyscy przywódcy będą mogli przecież brać udział w obu tych uroczystościach - dodał.

Skutek kontrowersyjnej nowelizacji ustawy o IPN?

Były ambasador RP w Izraelu Maciej Kozłowski zgodził się z tezą "o pomniejszeniu rangi polskich uroczystości". I przekonywał, że jest to związane z forsowaną kilka lat temu przez rząd Prawa i Sprawiedliwości nowelizacją ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Przypomnijmy - zakładała ona m.in. karę pozbawienia wolności za przypisywanie narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez nazistowskie Niemcy. - To, ile złego ta ustawa zrobiła jeśli chodzi o pozycję Polski w świecie, teraz zaczynamy odczuwać - powiedział Kozłowski.

Jak dodał, fakt, iż główne uroczystości z okazji rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz nie odbywają się w Polsce "jest niewątpliwie skandalem". - Ten skandal wziął się stąd, że Polska zaczęła prowadzić tak zwaną politykę historyczną w sposób najgłupszy, jaki mogła. Zaczęła walczyć z hasłem, jakim były rzekomo polskie obozy koncentracyjne. Owszem, zdarzało się, że ktoś tak powiedział, ale nikt nie ma wątpliwości, że nie było polskich obozów i walczenie z tym było bez sensu, a robienie o tym ustawy było wyjątkowo szkodliwe - oceniał gość Daniela Passenta. - W tej chwili, kiedy rzeczywiście mamy problem historyczny, bo Polska została w pewnym sensie przedstawiona w bardzo krzywym zwierciadle [chodzi o oskarżenia Putina - red.], nie mamy zupełnie żadnej broni, żeby się przed tym bronić - dodał.

Kozłowski przekonywał, że śledzi zagraniczną prasę pod kątem napięcia na linii Polska-Rosja. Jego zdaniem, świat patrzy na to jak na walkę dwóch nacjonalizmów, która nie jest - poza nimi samymi - niczyją sprawą. - To, że nikt z tych "wielkich", którzy będą za kilka dni w Jerozolimie, nie zabrał głosu na ten temat świadczy o pozycji Polski w tej sprawie. Tylko pan [Krzysztof] Szczerski powiedział, że Amerykanom się to nie podoba, choć ja bym wolał, żeby to powiedział jakiś Amerykanin, a nie pan Szczerski - dodał były ambasador. Kozłowski nawiązał tu do jednej z ostatnich wypowiedzi szefa gabinetu prezydenta, który oznajmił, iż "strona amerykańska negatywnie odebrała decyzję organizatorów konferencji w Jerozolimie o niedopuszczeniu do głosu Andrzeja Dudy i rozumie, że polski prezydent nie weźmie w niej udziału".

Co więcej - nawiązując jeszcze do wspomnianej nowelizacji ustawy o IPN - Kozłowski stwierdził, że prezydent Putin "robi dokładnie to, czego ta ustawa zabrania". - Mówiąc więc żartem, może nasi komandosi z GROM-u powinni pojechać do Moskwy, zakuć go i postawić przed sądem (…). Mógłby zapłacić ogromną karę, bo fałszuje historie - komentował.

Andrzej Duda powinien jechać do Izraela?

Przypomnijmy - od wielu tygodni przedstawiciele rosyjskich władz, w tym prezydent Władimir Putin, atakują Polskę. Zarzucają jej m.in. współudział w rozpętaniu II wojny światowej i oskarżają Armię Krajową o mordowanie Żydów i Ukraińców w trakcie i po powstaniu warszawskim.

Czy wobec tego Andrzej Duda rzeczywiście powinien jechać na obchody rocznicy wyzwolenia Auschwitz do Izraela? Zdaniem Macieja Kozłowskiego prezydent został postawiony przed dylematem, w którym każde rozwiązanie było złe. - Pojechanie i słuchanie Putina bez możliwości zabrania głosu byłoby upokorzeniem. Natomiast niepojechanie jest jeszcze gorszym wyjściem, bo zostało to odebrane jako bojkot Polski w wielkim dziele upamiętniania ofiar Holocaustu - ocenił gość TOK FM.

Jak dodał, obchody w Jerozolimie są przedstawiane właśnie jako wielki hołd dla tych ofiar. - Ci wielcy świata, którzy się tam zgromadzą pochylą głowy nad ich prochami. Wśród nich nie będzie prezydenta Polski - kraju, którego najwięcej obywateli zginęło w Holocauście i na którego terenie dokonała się ta zbrodnia i który ma najwięcej tytułu do tej pamięci, bo Żydzi żyli tu przez tysiące lat, tworzyli wspólną społeczność - argumentował dalej Kozłowski.

Na koniec tej dyskusji redaktor Daniel Passent przyznał, że w jego opinii "sam fakt organizacji uroczystości w Jerozolimie może świadczyć o słabości polskiej dyplomacji". - Gdyby Polska umiała działać w odpowiednim czasie, znaleźć sojuszników i wyperswadować organizatorom tę uroczystość, a w zamian przyciągnąć ich do uroczystości w Polsce, to by znaczyło, że mamy jakąś pozycję - powiedział.

Polskie obchody wyzwolenia obozu. Kto przyjedzie?

W sobotę Muzeum Auschwitz poinformowało, że udział w uroczystościach wyzwolenia obozu organizowanych w Polsce potwierdziło 51 delegacji państwowych oraz reprezentujących organizacje międzynarodowe. Przyjazd potwierdzili: prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński oraz Gubernator Generalna Kanady Julie Payette. Stany Zjednoczone reprezentował będzie sekretarz skarbu Steven Mnuchin.

Wcześniej przyjazd na ceremonię rocznicową zadeklarowały: Albania, Argentyna, Australia, Austria, Azerbejdżan, Belgia, Białoruś, Chorwacja, Cypr, Czechy, Estonia, Dania, Finlandia, Francja, Grecja, Gruzja, Hiszpania, Irlandia, Izrael, Kazachstan, Liechtenstein, Litwa, Luksemburg, Łotwa, Malta, Mołdawia, Monako, Niderlandy, Niemcy, Norwegia, Nowa Zelandia, Portugalia, Rosja, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia, Szwajcaria, Szwecja, Turcja, Watykan, Węgry i Wielka Brytania.

Reprezentowane będą również: Rada Europejska, Rada Europy i Organizacja Nardów Zjednoczonych oraz UNESCO.

Gospodarzem uroczystości będzie prezydent RP Andrzej Duda, który będzie przewodniczył polskiej delegacji.

Całą dyskusję z programu "Goście Passenta" znajdziesz w Aplikacji TOK FM - możesz jej odsłuchać na telefonie!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM