Plan Donalda Trumpa pomoże Palestyńczykom? "Służy bardziej wewnętrznym interesom USA i Izraela"

Po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa jego "planu stulecia" dla Izraela i Palestyny w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu Jordanu wybuchły protesty. - Najpoważniejszą wadą tego planu jest to, że został przedstawiony tylko jednej stronie konfliktu. To, że został ogłoszony, nie ma większego znaczenia - ocenił w TOK FM dr Marcin Szydzisz z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Zobacz wideo

Donald Trump wczoraj (28 stycznia) "plan stulecia" dla Izraela i Palestyny. Zakłada on utworzenie w ciągu czterech lat państwa Palestyna ze stolicą we Wschodniej Jerozolimie, wstrzymanie żydowskiego osadnictwa na palestyńskich terenach administrowanych przez Izrael na okres czterech lat oraz podwojenie terytoriów Palestyny. Plan przewiduje jednak  także całkowitą demilitaryzację Palestyńczyków oraz pełną suwerenność Izraela nad żydowskimi osiedlami na Zachodnim Brzegu Jordanu. 

Propozycja spotkała się ze zdecydowanym odrzuceniem jej przez kontrolujący Strefę Gazy Hamas oraz uważanego za otwartego na dialog prezydenta Autonomii Palestyńskiej. Mahmud Abbas wezwał do tzw. dni gniewu. Doszło do demonstracji w Gazie, na Zachodnim Brzegu oraz przed ambasadą Izraela w Jordanii. 

Zdaniem doktora Marcina Szydzisza z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego zaproponowany przez prezydenta USA projekt nie ma szansy wejścia w życie. - Najpoważniejszą wadą tego planu jest to, że został przedstawiony tylko jednej stronie konfliktu. To jest o tyle poważny problem, że już przed jego ogłoszeniem, kiedy było wiadomo, że administracja Trumpa pracuje nad takim planem, Palestyńczycy stwierdzili, że go nie zaakceptują. To, że on został ogłoszony, nie ma większego znaczenia - podkreślił ekspert, wskazując, że żaden z przedstawicieli administracji palestyńskiej nie był obecny podczas ogłoszenia propozycji Trumpa. W Białym Domu był natomiast premier Izraela Benjamin Netanjahu. 

Gość Pierwszego Śniadania w TOK-u przypomniał także ostatnie działania USA na tych terenach, m.in. uznanie przez Donalda Trumpa w 2017 roku Jerozolimy jako stolicy Izraela oraz wstrzymanie się USA od głosu podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ potępiającego żydowskie osadnictwo na Zachodnim Brzegu.  - Palestyńczycy po prostu - zgodnie z prawdą - twierdzą, że Stany Zjednoczone nie są wiarygodnym mediatorem, a wspierają tylko jedną stronę konfliktu - podkreślił. 

Plan dla wewnętrznych interesów USA i Izraela

Dr Szydzisz zaznaczył, że ogłoszony przez Trumpa plan ma "mocny podtekst polityczny, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Izraelu". Na premierze Netanhaju ciążą bowiem zarzuty korupcyjne zagrożone karą do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

- Trzeba pamiętać, że Netanjahu stara się teraz za wszelką cenę uratować swój polityczny byt, a nawet wolność. Te zarzuty mogą spowodować to, że on trafi po prostu do więzienia - stwierdził ekspert.

Według specjalisty jedną z głównych intencji izraelskiego premiera jest uzyskanie w przyszłych wyborach parlamentarnych przewagi nad partią jego głównego oponenta Benny'emu Gantzowi. Może ją zdobyć, zbierając głosy wyborców radykalnych czy prawicowych, którzy dotychczas wspierali Jaminę - listę Zjednoczonej Prawicy, również mającą w swoich postulatach przyłączenie do Izraela części osiedli izraelskich na Zachodnim Brzegu. - Ma się wrażenie, że głównym celem tego planu jest pomoc Netanjahu w wygraniu wyborów i przetrwaniu na stanowisku - stwierdził ekspert. 

- Ten plan, który został zaproponowany, w zasadzie służy bardziej wewnętrznym interesom obu państw. Bo trzeba pamiętać, że także Donald Trump tam ma coś politycznego do ugrania. Trochę przykrywa to procedurę impeachmentu - podsiumował dr Szydzisz. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM