Paweł Rabiej o deklaracji Andrzeja Dudy ws. związków partnerskich: Ta sprawa jest dla prezydenta wyłącznie polityczną grą

Zdaniem wiceprezydenta Warszawy Pawła Rabieja zapowiedzi Andrzeja Dudy na temat ustawy dotyczącej związków partnerskich nie należy brać poważnie. - Pan prezydent milczał, kiedy byliśmy bici w Białymstoku, milczał, kiedy padały haniebne słowa ze strony biskupa Jędraszewskiego, no i milczał, kiedy przez ostatnie miesiące mieliśmy nagonkę na społeczność LGBT - wymieniał samorządowiec.
Zobacz wideo

Andrzej Duda w rozmowie z tygodnikiem "Wprost" powiedział, że "Poważnie by rozważył" podpisanie ustawy o związkach partnerskich, gdyby zawierała ona określone elementy.

- Myślę, że sformułowanie "poważnie bym rozważył" sygnalizuje, że nie należy takiej deklaracji brać poważnie. Niestety pan prezydent Andrzej Duda wielokrotnie wypowiadał się przeciwko społeczności LGBT. Pan prezydent milczał, kiedy byliśmy bici w Białymstoku, kiedy w tamtym roku posypały się kamienie i policja nawet nie była w stanie stanąć na wysokości zadania, milczał kiedy padały haniebne słowa ze strony biskupa Jędraszewskiego, no i milczał, kiedy przez ostatnie miesiące mieliśmy nagonkę na społeczność LGBT - wymieniał Paweł Rabiej, podkreślając, że trudno mu sobie wyobrazić, aby "nagle prezydent doznał oświecenia" w tej kwestii.

Dominika Wielowieyska wtrąciła, że prezydent liczy po prostu na zniechęcenie do głosowania w drugiej turze wyborów prezydenckich lewicowych wyborców, którym nie do końca podoba się Platformie Obywatelskiej. A, jak pokazują sondaże, to z polityczką PO Małgorzatą Kidawą-Błońską może w drugiej turze walczyć Andrzej Duda.  - Wiem, że to jest oczywiście obliczone na polityczną grę, ale mam nadzieję, że nie wszytko musi być w Polsce polityczną grą i nie podoba mi się też to, że ta sprawa też dla prezydenta Dudy jest wyłącznie polityczną grą, a nie realnym dostrzeżeniem kłopotów, z jakimi styka się dzisiaj społeczność LGBT, która jest jednak prześladowana - mówił Rabiej, podkreślając, że on sam dostaje dużo gróźb, ostatnio dotyczącą np. spalenia samochodu. 

Piotr Gliński wprowadzi do Polin "swojego człowieka"?

Mimo że prof. Dariusz Stola wygrał konkurs na dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich, minister kultury Piotr Gliński od ośmiu miesięcy nie powołał go na stanowisko.  Powołania profesora na stanowisko domaga się m.in. prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski raz z szefem Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny

- Wiarygodność instytucji takiej, jaką jest muzeum Polin, zbudowane naprawdę olbrzymim wysiłkiem finansowym przez miasto, przez rząd, także przez żydowską społeczność międzynarodową (...) zależy również od tego, kto tym muzeum kieruje - podkreślał w TOK FM wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej. 

Dominika Wielowieyska przypomniała, że jeśli prof. Stola nie zostanie powołany na stanowisko dyrektora do końca lutego, wówczas minister kultury będzie mógł ustanowić w muzeum zarząd komisaryczny, a więc wprowadzić do placówki "swojego człowieka bez konkursu". 

Zdaniem Rabieja to bardzo prawdopodobny scenariusz. Wiceprezydent Warszawy przyznał, że może dojść do tego, że donatorzy wspierający muzeum ze względu na to, kto stanie na czele placówki. Gdy np. osoba wskazana przez resort Piotra Glińskiego "będzie miała np. w swojej historii różnego rodzaju wypowiedzi niekoniecznie w dobrym świetle stawiające relacje polsko-izraelskie albo historię Żydów w Polsce". Wiceprezydent Warszawy przypomniał też, że  w powstawaniu muzeum brał udział także Lech Kaczyński, który zachęcał do przekazywania na nie donacji.  - Pan minister Gliński obecnie swoją bezczynnością, wpływa niestety na obniżenie reputacji tej placówki, co nas bardzo niepokoi - ocenił.

Warszawa. Wycinka drzew na Wybrzeżu Helskim

Paweł Rabiej tłumaczył się także z planowanej wycinki 500 drzew na Wybrzeżu Helskim w Warszawie.

Gospodyni Poranka Radia TOK FM zarzuciła mu, że do rozmów z obywatelami i organizacjami pozarządowymi doszło za późno. - Rozmawiamy, ale pole manewru jest niewielkie. Jest to element zabezpieczeń przeciwpowodziowych Warszawy - zaznaczył wiceprezydent, zapewniając, że miastu również zależy na drzewach. - Ale będziemy musieli teren przygotować tak, żeby nie było zagrożenia powodziowego. Wytniemy najmniej drzew ile można, żeby pogodzić te dwie kwestie: żeby wyciąć jak najmniej i żeby spełniało (Wybrzeże Helskie - red. ) wymogi przeciwpowodziowe, bo to jest najważniejsze. Może przyjść fala powodziowa, potem będzie problem polegający na tym, że się (do niej - red.) nie przygotowaliśmy - podsumował. 

Całej rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM