Michał Szułdrzyński: Ustawa kagańcowa świadczy przede wszystkim o słabości PiS-u

- Od dwóch miesięcy zamiast normalności mamy permanentną jatkę i to się odbija na wynikach PiS - mówił w TOK FM Michał Szułdrzyński, przywołując zapowiedzi premiera Morawieckiego z expose, w którym roiło się od słowa "normalność". Jak podkreślił dziennikarz "Rzeczpospolitej", podpisana przez prezydenta tzw. ustawa kagańcowa to dowód słabości obozu rządzącego.
Zobacz wideo

Zdaniem Michała Szułdrzyńskiego z "Rzeczpospolitej" podpisanie przez prezydenta we wtorek (4 lutego) tzw. ustawy kagańcowej ma uniemożliwić "rokosz sędziów". - Czyli ma uniemożliwić działania sędziów, którzy uważają, że zmiany przeprowadzone przez Zbigniewa Ziobrę idą w złym kierunku - stwierdził. 

- Ta ustawa świadczy przede wszystkim o słabości PiS, o kompletnym niepowodzeniu reformy, którą od pięciu lat przeprowadza Zbigniew Ziobro. Bo jeżeli przegłosowuje się ustawę, która jest w stanie doprowadzić do pozbawienia statusu sędziego każdej osoby, która nie spodoba się obecnej władzy, to oznacza, że PiS wie o tym, że wśród 10 tysięcy sędziów nie znalazł tylu chętnych wykonawców swojej reformy i ta reforma po prostu "leży" - komentował dziennikarz.  

"Ta strategia zabiera Andrzejowi Dudzie tlen"

Agata Szczęśniak z Oko.Press zwróciła uwagę, że w polityce jedną z podstawowych walut jest "dystrybucja szacunku i pogardy". - W poprzednich wyborach PiS grało raczej walutą szacunku, próbowało dowartościować różne grupy społeczne (...). To jest to, co m.in. zrobili z 500 plus, ale też wcześniej robił to Andrzej Duda przy okazji swojej kampanii wyborczej, zwracając uwagę na różne grupy, które czuły się nieobecne w oku władzy. Teraz to wahadło zostało przestawione na pogardę. Została wybrana grupa, którą można pogardzać - mówiła gościni TOK FM. Dziennikarka podkreśliła, że antysędziowska narracja obecna nie tylko w wypowiedziach polityków Zjednoczonej Prawicy, ale też w mediach sprzyjających rządowi, przynosi konkretne rezultaty. Powołując się na rozmowy ze znajomymi, mówiła o coraz częściej spotykanych atakach na środowisko sędziowskie - niepochlebnych wypowiedziach ze strony tzw. zwykłych obywateli.

Szcześniak zastanawiała się też, na ile tak bardzo negatywna strategia pozwoli wygrać wybory. - Ta strategia zabiera Andrzejowi Dudzie tlen, żeby mówić o innych rzeczach. On nie jest w tej chwili - PiS też - w stanie mówić o swoich dokonaniach - oceniła. Ale przyznał, że w pewnym sensie jest to też "wygodna" taktyka, pozwalająca ukryć to, że... dokonań nie ma zbyt wielu. 

"Cokolwiek zrobi PiS, będzie go to politycznie dużo kosztowało"

Prowadząca program Dominika Wielowieyska zastanawiała się, jaką taktykę w związku ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi zamierza obrać Andrzej Duda. - Czy nie planuje strategii, że dzisiaj idzie na ostro i jeszcze trochę podkręci emocje, a potem nagle nastąpi jakiś zwrot, w którym zapragnie przedstawić się jako arbiter, który rozwiązuje problem? - pytała.  

Zdaniem Szułdrzyńskiego jedno nie wyklucza drugiego, a "PiS dochodzi do momentu, w którym cokolwiek nie zrobi, będzie go to politycznie dużo kosztowało". -  Bo jeżeli się wycofa, to część twardego elektoratu może uznać to za słabość. A jeżeli będzie szedł dalej, to złamie swoją obietnicę złożoną po wyborach - zaznaczył gość TOK FM, przypominając ostatnie expose Mateusza Morawieckiego, w którym premier mówił o normalności i budowaniu wspólnoty. Szef rządu skupiał się w swoim sejmowym wystąpieniu na kwestiach mało kontrowersyjnych: ochronie klimatu, walce o równą płacę kobiet. - Tymczasem od dwóch miesięcy zamiast normalności mamy permanentną jatkę i to się odbija na wynikach PiS. A przypomnijmy, że aby wygrać wybory prezydenckie trzeba mieć 50 procent i jeden głos, To jest znacznie więcej niż to, co ma dzisiaj PiS - wskazywał Michał Szułdrzyński. 

Dziennikarz nie wyklucza jednak, że za jakiś czas prezydent zaproponuje ustawy reformujące forsowane przez PiS zmiany w wymiarze sprawiedliwości. - I to będą ustawy, które złagodzą ten dryl kagańcowy, dlatego że to, co jest najważniejsze w tej ustawie, to to, że ta ona pozwala PiS-owi dosyć łatwo przejąć stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego.(...) A to oznacza, że PiS będzie się już w stanie ze wszystkiego wycofywać - ocenił. Szułdrzyński dodał, że kiedy Sąd Najwyższy będzie w rękach sędziów powołanych przez nową KRS, wówczas PiS będzie mógł pójść na bardzo dalekie ustępstwa. - I wtedy prezydent będzie tą twarzą, on będzie mówił: ja zgłoszę te ustawy. Ale będzie wtedy już po herbacie. Polityczny cel zostanie osiągnięty - przekonywał dziennikarz "Rz". 


Całej rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM