"Wyborcza" ujawnia listę poparcia do nowej KRS

Nazwiska sędziów popierających "dobrą zmianę" znalazły się na liście poparcia Teresy Kurcyusz-Furmanik, sędzi z Gliwic, która trafiła do nowej KRS - wynika z publikacji "Wyborczej". Opublikowana lista to jedna z 15, których ujawnienia bronią rządzący - przy pomocy Kancelarii Sejmu.
Zobacz wideo

Sędzia Teresa Kurcyusz-Furmanik startowała do Krajowej Rady Sądownictwa z poparciem społecznym. Jak informuje "Wyborcza", "podpisy dla niej zbierały Kluby 'Gazety Polskiej', miała ich w sumie 2130". Ale jest też lista z podpisami 32 sędziów, którzy poparli jej kandydaturę. 

- Publikujemy kopię jednej z 15 ukrywanych przez Kancelarię Sejmu, a tak naprawdę przez władzę, list poparcia. Obejmuje ona 32 nazwiska osób, które popierały kandydaturę sędzi Kurcyusz-Furmanik. Z analizy wynika, że w większości są to osoby, które awansowały dzięki reformie Ziobry; np. prezesi, wiceprezesi sądów ze Śląska, jest małżeństwo sędziów z Rybnika, o których wiemy, że im obiecano awans, ale go nie dostali. To też zapewne sędziowie, którzy po prostu popierają te zmiany - mówił w TOK FM współautor artykułu "Wyborczej" - Wojciech Czuchnowski.

Jak podkreślił dziennikarz, dzisiejsza publikacja nie wyjaśnia, dlaczego rządzący z tak wielką determinacją bronią ujawnienia list poparcia. Ale artykuł daje przesłanki, by za dobrą monetę brać spekulację dotyczącego tego, że podpisy zbierane pod kandydaturą jednego sędziego mogły być "oddawane", gdy innemu kandydatowi "dobrej zmiany" brakowało poparcia. 

- Wszyscy podejrzewają, że z takiego właśnie powodu władza to (listy poparcia - red.) ukrywa. Ciekawym wątkiem jest to, że na liście znajdują się nazwiska sędziów delegowanych do Ministerstwa Sprawiedliwości, także sędziów z tzw. Kasty (grupy, która miała stać za nagonką i oczernianiem sędziów, którzy sprzeciwiają się reformie wymiaru sprawiedliwości - red.). To są nazwiska z puli 164 osób, którymi uzupełniano listy poparcia. Jak opowiada nasz informator, któremu zaproponowano, żeby wszedł do KRS, jak powiedział, że nie ma podpisów, to ówczesny wiceminister Łukasz Piebiak powiedział: nie ma sprawy, zaraz będziesz miał podpisy. Dochodziło do sytuacji, że jak któryś z sędziów delegowanych nie chciał się podpisać, to mu tę delegację cofano - mówił Czuchnowski w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Piebiak, przypomnijmy, przestał być wiceministrem sprawiedliwości po wybuchu afery hejterskiej z nim i "małą Emi" w rolach głównych.  

Krewni. Znajomi. Sami swoi

Jak powiedział informator 'Wyborczej", na liście poparcia Kurcyusz-Furmanik są podobne nazwiska do tych, które można znaleźć na liście Leszka Mazura. Przypomnijmy, Leszek Mazur to szef nowej upolitycznionej KRS. "Jest bratem Witolda Mazura, prezesa Sądu Apelacyjnego w Katowicach, który stanowisko objął po kadrowej czystce przeprowadzonej przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę w 2017 r. Witold Mazur podpisał się też pod listą poparcia Kurcyusz-Furmanik. (...)  Nasz informator – sędzia będący przy akcji zbierania podpisów na Śląsku – opowiedział nam, jak wyglądała cała operacja: – Do „naszych” sędziów rozesłałem zaproszenie do poparcia kandydatury Leszka Mazura. Na spotkanie przyjechali beneficjenci „dobrej zmiany” oraz tacy, którzy dopiero dostali obietnicę awansu. (...) Ostatecznie pod kandydaturą Mazura zebrano aż 40 podpisów. Chodziło o to, by podpisów było więcej na wypadek wycofania się któregoś z popierających" - czytamy w gazecie. 

Z ustaleń dziennikarzy "Wyborczej" wynika, że akcje zbierania podpisów mieli koordynować zaufani ludzie m.in. Zbigniewa Ziobry "i prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego”.  "Kontrolę nad tym, jak to przebiega, miał prokurator Tomasz Janeczek – twierdzi sędzia, informator gazety. 

Prokurator Janeczek od lat związany jest ze Zbigniewem Ziobrą. Za czasów poprzednich rządów PiS (2005-2007) m.in. nadzorował śledztwo przeciwko Barbarze Blidzie. Była minister, posłanka SLD, popełniła samobójstwo podczas próby zatrzymania przez ABW

Są rzeczy, których nie da się ukryć?

- Dokonujemy pewnego wyłomu, publikując listę. Pokazujemy władzy, że pewnych rzeczy nie da się ukryć - mówił w TOK FM Czuchnowski. Jak dodał, może "dojdzie do jakiegoś gestu rozsądku" ze strony rządzących. - Że w końcu ujawnią wszystkie listy poparcia do KRS - powiedział. 

Listy podpisów pod kandydaturami członków upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa to chyba najpilniej strzeżone dokumenty. Mimo wyroku sądu, który nakazał ich upublicznienie. Jak bardzo ważne są dla rządzących, doskonale pokazuje sprawa Pawła Juszczyszyna. Sędzia został dwa dni temu zawieszony w pełnieniu obowiązków oraz ma być pozbawiony 40 proc. wynagrodzenia - decyzją Izby Dyscyplinarnej SN. Kłopoty Juszczyszyna zaczęły się, gdy zainteresował się właśnie listami poparcia. W grudniu prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie (przełożony Juszczyszyna) zawiesił sędziego po tym, jak ten poprosił Sejm o listy poparcia. 

Tym prezesem jest Maciej Nawacki, który... zasiada w nowej KRS. Jest więc osobiście zainteresowany sprawą ujawnienia list poparcia. Tym bardziej że są poważne wątpliwości, dotyczące tego, czy w KRS znalazł się zgodnie z prawem. Anna Pałasz i Katarzyna Zabuska z Sądu Rejonowego w Olsztynie są wśród osób, które podpisały się pod listą poparcia Macieja Nawackiego do Krajowej Rady Sądownictwa. Po kilku godzinach zmieniły zdanie i chciały wykreślić swoje podpisy. Jak mówiły w rozmowie z TVN - ich oświadczenie o cofnięciu poparcia nie zostało uwzględnione. Nie są one jedynymi, które zdecydowały się na cofnięcie poparcia. A to może oznaczać, że gdyby sędzia Nawacki wykreślił podpisy wszystkich tych osób, to nie miałby pod swoją kandydaturą do KRS wymaganej liczby osób popierających (25). 

Nawacki nic sobie z tego nie robi, bo jak stwierdził, to nie jego problem, tylko... tych, którzy się rozmyślili. I konsekwentnie stara się utrudniać dostęp do pilnie strzeżonych list. 

Przerwał nawet urlop, by wysłać odręczne pismo do Kancelarii Sejmu, o cofnięciu delegacji sędziemu Juszczyszynowi, który pojechał z Olsztyna do Warszawy, by na miejscu spróbować obejrzeć listy. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie dzięki aplikacji TOK FM. Słuchaj i testuj przez dwa tygodnie.

DOSTĘP PREMIUM