Rzecznik KRS "nie wyobraża" sobie, żeby prokuratorzy nadzorowali podpisy. "Widać, że to mówi prawnik"

Co z tego, że rzecznik nowej KRS chce ujawnienia list poparcia dla sędziów. Narracja PiS jest inna - mówiła w TOK FM Ewa Siedlecka z "Polityki".
Zobacz wideo

Opublikowana dziś przez "Gazetę Wyborczą" jedna z list poparcia do Krajowej Rady Sądownictwa jest dla rządu dowodem na legalność działania KRS, bo zawiera ona podpisy urzędujących sędziów. Tyle, że dziennikarze udowodnili też, że pod kandydaturą podpisali się w większości sędziowie zależni od ministra Ziobry lub tacy, którym obiecano awans zawodowy.

Rzecznik KRS sędzia Maciej Mitera przyznał w TOK FM, że tekstu "Wyborczej" nie widział, bo miał dużo pracy. Wyjaśniał jednocześnie, że ustawa nie różnicowała, który sędzia miał podpisywać listy. - Czy dobry, czy zły. Był wymóg konkretnej liczby i tyle. Sędziowie – jak w każdym innym środowisku – lubią się bardziej, czy mniej. Pani sędzia mogła się zwrócić do osób sobie znanych czy zaprzyjaźnionych – choć nie wiem, jak zyskiwała to poparcie – tłumaczył w rozmowie z Karoliną Lewicką Mitera.

Prowadząca przypomniała, że według doniesień "Wyborczej" akcja zbierania podpisów pod jedną z innych  kandydatur - sędziego Leszka Mazura na Śląsku -  była koordynowana przez "zaufanych ludzi Ziobry i prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego". - Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, żeby minister przechodził po korytarzach i zbierał podpisy – odparł Maciej Mitera.

Dodał, że gdyby wymóg był większy (było to 25 podpisów), to sam bez problemu, by go spełnił. - Byłem, jestem i będę zwolennikiem ujawnienia tych list. Chciałbym przeciąć tę tajemnicę. Jednak przepisy to przepisy. Gdyby był wcześniej tak mądry i przenikliwy, to poprosiłbym pełnomocnika o ksero mojej listy. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sędziowie sami ujawnili, kogo popierali – mówił.

Słowa Mitery komentowała w "Popołudniu" TOK FM Ewa Siedlecka. - No bardzo ładnie powiedział, widać, że orzekł to prawnik. To "nie wyobrażam sobie" – przyznała dziennikarka "Polityki". Przemysław Iwańczyk, prowadzący pasmo, dopytywał zatem, czy słowa Mitery, to "furtka, że jednak tak nie było?". - Tak właśnie sądzę – odparła Siedlecka.

Co do list poparcia, dziennikarka ironizowała, że cieszy się, iż rzecznik KRS chce ich ujawnienia. - Tylko nic z tego nie wynika. On się zgadza, ale narracja PiS jest inna. Mówienie czegoś takiego jest bezpieczne, bo PiS zawsze może się zasłonić decyzją swojego działacza, a obecnie szefa UIODO, że nie można tego zrobić ze względu na ochronę danych osobowych – podsumowała Ewa Siedlecka.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM