Nowa strategia PiS na wybory prezydenckie. "Może dochodzić do prowokacji"

Małgorzata Kidawa-Błońska jest krytykowana za to, że na Pomorzu podeszła i witała się z osobami, które wygwizdały prezydenta Andrzeja Dudę. Komentatorki TOK FM przekonywały, że w wypowiedziach polityków partii rządzącej widać nową strategię wyborczą. - Będą chcieli uderzyć w najsilniejszą stronę Kidawy-Błońskiej. Będą ją pokazywać w tłumie ludzie, którzy wrzeszczą - mówiła Agata Szczęśniak. I wspomniała, że możemy mieć do czynienia z prowokacjami.
Zobacz wideo

W poniedziałek podczas uroczystości rocznicy zaślubin Polski z morzem Andrzej Duda został wygwizdany przez działaczy KOD. Akcja wzbudziła oburzenie wśród działaczy PiS, ale jeszcze ostrzej oceniono postępowanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. - Obściskiwała się z osobami obrażającymi prezydenta – powiedział w środę rano szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski.

Karolina Lewicka w Poranku Radia TOK FM pytała, w co gra PiS, tak ostro atakując Małgorzatę Kidawę- Błońską. Dominika Długosz z "Newsweeka" przypomniała, że w internecie już pojawiają się komentarze, że rządzącym udało się odwrócić narrację sprawie tego, co działo się w Pucku i przekuć to na własną korzyść. - Będą przekonywać, że Małgorzata Kidawa-Błońska nie jest elegancką kobietą, tylko sprzyja bojówkarzom, bo się z nimi przywitała – mówiła dziennikarka. Podkreśliła jednocześnie, że PiS wspiął się na niebywały poziom hipokryzji. - Przez lata usprawiedliwiali gwizdanie na Powązkach, więc jeśli teraz zwracają uwagę, że ktoś gdzieś krzyczy, to jest to nie na miejscu. Szczególnie, że ich politycy sami tak robili. Na przykład posłanka PiS Anna Paluch organizowała kontrmanifestacje w czasie wieców Bronisława Komorowskiego pięć lat temu  – przypomniała Długosz. Dodała też, że najlepiej byłoby, gdyby podczas wystąpień prezydenta w ogóle nie pokrzykiwać.

Zdaniem Agaty Szczęśniak z OKO.press narracja rządzących i sprzyjających im mediów wokół wydarzeń na Pomorzu to prezentacja nowej strategii wyborczej PiS. - Będą chcieli uderzyć w najsilniejszą stronę Kidawy-Błońskiej. W jej wizerunek spokojnej kobiety, gotowej do rozmowy, która jest ponad podziałami. Będą ją pokazywać w tłumie ludzie, którzy wrzeszczą. PiS ma problem z wyciąganiem kompromitujących materiałów na Kidawę-Błońską, więc tak będzie chciał w nią uderzyć. Możemy być świadkami prowokacji – podkreśliła.

Karolina Lewicka przypomniała, że PiS stosował już takie metody. - Na przykład pięć lat temu, gdy młody człowiek, okazało się działacz PiS, pytał na ulicy Bronisława Komorowskiego o mieszkanie. I Komorowski odpowiedział bardzo niefortunnie, mówił o zmianie pracy i wzięciu kredytu – wspominała dziennikarka TOK FM.

Warto przypomnieć, że młodym człowiekiem, który w 2015 roku w Warszawie pytał, jak urzędujący prezydent spróbuje go zatrzymać przed wyjazdem za pracą do Anglii oraz jak przeżyć w stolicy, zarabiając 2 tys. zł, okazał się aktywista, których próbował zostać radnym PiS. Potem zaś Ziemowit Kossakowski został dziennikarzem TVP Info. 

Zdaniem Dominiki Długosz atakowanie i prowokowanie Kidawy-Błońskiej  mogą paradoksalnie mieć odwrotny skutek. - Jej elektorat narzeka na brak wyrazistości. Wyprowadzenie jej z równowagi może sprawić, że pozyska dla siebie tych nie do końca zdecydowanych wyborców – uważa dziennikarka "Newsweeka".

PiS nie odpuszcza

Praktycznie w tym samym czasie, gdy komentatorki dyskutowały na temat kampanii i ataków na polityczkę PO, działacze PiS rozgrywali kolejną rundę walki o zdyskredytowanie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Poseł Radosław Fogiel obwieścił na Twitterze: "Małgorzata Kidawa-Błońska przyznaje, że zadymiarze z Pucka to znana jej, ta sama obwoźna grupa. Kiedy przeprosi?". 

A co na to sama kandydatka PO na prezydenta? W TOK FM Kidawa-Błońska wyjaśniała, że sama jest obiektem hejtu. Podkreślała, że polityk "musi się przyzwyczaić, że mówią o nim i dobrze, i źle". 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM