Andrzej Duda niczym "czynownik pisowski". Paweł Poncyliusz tłumaczy, dlaczego PiS zdecydował się ujawnić listy poparcia do KRS

Marszałek Sejmu zapowiedziała upublicznienie list poparcia do KRS. Według Pawła Poncyliusza to zagranie nastawione na zbliżające się wybory prezydenckie. - Wewnątrz PiS, szczególnie w głowie Jarosława Kaczyńskiego następuje taka wojna postu z karnawałem. Oni wiedzą, że każdy dzień, kiedy tego nie ujawniają, szkodzi ich polityce i to widać już w sondażach - ocenił poseł KO.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek zapowiedziała publikację list poparcia do KRS po pisemnym uzasadnieniu decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który nakazał udostępnienie dokumentów.

Prowadząca Poranek Radia TOK FM Karolina Lewicka zastanawiała się, skąd nagły zwrot w zachowaniu rządzących, którzy do tej pory nie dopuszczali możliwości upublicznienia list. - Wcześniej PiS bronił list jak niepodległości, mówiono, że absolutnie nie można ich ujawnić, pan prezydent przekonywał kilka dni temu w wywiadzie dla "Wprost", że trzeba tych ludzi, którzy podpisali, chronić przed ostracyzmem - przypomniała dziennikarka. 

Zdaniem posła Koalicji Obywatelskiej Pawła Poncyliusza wpływ na decyzję obozu rządzącego wywarły m.in. przecieki do mediów, ale nie tylko. Przypomnijmy, że przed tygodniem 'Wyborcza" opublikowała informacje dotyczące podpisów pod kandydaturą sędzie zasiadającej w neo-KRS.

Według polityka PiS zdaje sobie sprawę, że jeszcze przed wyborami, musi w jakiś sposób "rozładować ten granat", którym jest "obciążona dużymi wątpliwościami" nowa Krajowa Rada Sądownictwa. - Chcą, żeby ich człowiek - Andrzej Duda - wygrał. Dlatego Andrzej Duda się w to angażuje, jak taki czynownik pisowski i mówi, że tu trzeba coś zrobić - ocenił gość Poranka Radia TOK FM.  - Myślę, że wewnątrz PiS, szczególnie w głowie Jarosława Kaczyńskiego następuje taka wojna postu z karnawałem. Oni wiedzą, że każdy dzień, kiedy tego nie ujawniają, szkodzi ich polityce i odbiorowi społecznemu i to widać już w sondażach. A z drugiej strony wiedzą, że jak ujawnią, to będzie wielka awantura i czarno na białym wyjdzie, że nie było tam dobrych intencji (w powołaniu nowej KRS - red.) - dodał  poseł.

Zdaniem Poncyljusza wielu polityków partii rządzącej dostrzega to ryzyko i próbuje przekonać Jarosława Kaczyńskiego do złagodzenia kursu. - Wielu biega na Nowogrodzką i mówi: Jarku, jednak tak ostro to nie można, bo przegramy wybory; Duda nie będzie już prezydentem i to jeszcze bardziej nam się skomplikuje -  nie dość, że już nas w Senacie blokują, to jeszcze nowy prezydent, Małgorzata Kidawa-Błońska, będzie blokowała. Oni zagonili się w ciemny kąt. Po omacku próbują jakoś tę sprawę rozwiązać - tak podsumował wprowadzone przez PiS zmiany w wymiarze sprawiedliwości.

Ujawnione listy poparcia do KRS

Gospodyni Poranka Radia TOK FM  zwróciła uwagę, że znamy już nazwiska sędziów, którzy podpisali się pod listami poparcia i możemy prześledzić ich karierę. Przypomniała przypadek sędziego Mateusza Bartoszka opisany przez "Gazetę Wyborczą". - Przez dwadzieścia lat orzekał w sądzie rejonowym Poznań - Stare Miasto, a za PiS, jak złożył podpis to: został delegowany do Sądu Okręgowego w Poznaniu, został prezesem sądu na poznańskim Grunwaldzie, został prezesem sądu dyscyplinarnego oraz został przedstawicielem ministerstwa w komisji egzaminującej kandydatów na radców prawnych. Hulaj dusza, piekła nie ma - mówiła Lewicka.  

- Szkoda, że nie wiemy, z jakimi zarobkami łączy się każda z tych funkcji, bo obawiam się, że to nie są małe pieniądze (...). Można tylko powiedzieć, że z całą listą poparcia (do KRS - red.) prawdopodobnie mamy do czynienia z taką spółdzielnią między pokojami w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie każdy patrzy na wyciąg z konta, ile dostaje miesiąc w miesiąc dzięki decyzjom ministra Ziobry i jego współpracowników. W tym momencie wszystkie dylematy moralne jakoś odchodzą na bok (...) - podsumował poseł KO. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie dzięki aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM