Burzliwa dyskusja o listach do KRS. "Opowieść PiS-u kupy się nie trzyma"

- Te listy są żenujące. Okazuje się, że Krajowa Rada Sądownictwa została wyłoniona przez małą grupę sędziów związanych z Ministerstwem Sprawiedliwości - mówił w TOK FM o ujawnionych podpisach poparcia do KRS Władysław Teofil Bartoszewski z PSL.
Zobacz wideo

Po rocznej batalii Kancelaria Sejmu w końcu opublikowała pełne listy poparcia pod kandydaturami do Krajowej Rady Sądownictwa. Widnieje na nich ponad 300 podpisów. Opozycja zapowiedziała ich dokładną analizę, ale już dziś wyciąga pierwsze wnioski. - Te listy pokazują, że w pewnych przypadkach po prostu brakuje podpisów. Wprawdzie Kancelaria Sejmu twierdzi, że raz złożonych nie można wycofać, ale to jest tłumaczenie stworzone na potrzeby sytuacji. Doskonale wiemy, że można wycofać swoje poparcie. Zwłaszcza do momentu, gdy nie zostały jeszcze podjęte ostateczne decyzje - powiedziała w TOK FM Barbara Dolniak z Nowoczesnej.

Wątpliwości, o których mówiła posłanka dotyczą listy Macieja Nawackiego, na której znajdują się podpisy sędzi, które ostatecznie nie chciały go poprzeć. Bez nich Nawacki nie miałby koniecznych 25 podpisów. Zdaniem Barbary Dolniak, to może oznaczać, że cała Krajowa Rada Sądownictwa "nie została skutecznie wybrana", ponieważ - jak tłumaczyła posłanka - głosowanie nad powołaniem KRS odbywało się w jednym bloku, a nie nad każdą kandydaturą z osobna.

Poza tym, posłanka Nowoczesnej zwróciła uwagę na fakt, iż wiele osób składających podpisy pracowało wówczas w Ministerstwie Sprawiedliwości. - Widzimy tam na przykład podpisy złożone przez ówczesnego wiceministra [Łukasza Piebiaka - red.], który wielu osobom kojarzy się z hejtem wobec sędziów. Są tam też osoby, które w ostatnim okresie czasu przeszły ścieżkę awansu, zostały prezesami lub wiceprezesami [sądów - red.] - wyliczała.

"Cokolwiek by się nie działo, opozycja i tak będzie to kontestować"

Z tezami postawionymi przez Barbarę Dolniak zupełnie nie zgadzał się Lech Jaworski z Porozumienia Jarosława Gowina. W kontekście listy Macieja Nawackiego - polityk przekonywał, że jest wiele opinii prawnych stwierdzających, że podpisy sędzi chcących wycofać poparcie są ważne. - A nawet jeżeli ktoś by uznał, że wobec tej kandydatury nie było wymaganej liczby podpisów, to nie oznacza przecież nieważności wyboru całej Krajowej Rady Sądownictwa - oznajmił. - Wyobraźmy sobie sytuację, że któryś z członków KRS by umarł, (…) wówczas na dopełnienie kadencji trzeba by było wybrać jedną osobę, a nie całą radę - dodał Jaworski.

Polityk Porozumienia przyznał jednak, że "ubolewa nad tym", iż ujawnianie podpisów trwało tak długo.

- Jeszcze do niedawna było słychać, że główną kwestią rodzącą wątpliwości jest właśnie brak publikacji. Opozycja mówiła, że tych podpisów albo nie ma wcale, albo mają jakieś wady. Teraz zostały ujawnione i okazuje się, że poza tą jedną kwestią, która budzi dyskusję, wszystko jest w porządku - stwierdził Jaworski. - Zaczyna się za to rozmowa o tym, kto gdzie był zatrudniony, czy ktoś awansował... W związku z tym, co by nie zrobić i tak jest źle. Cokolwiek by się nie działo, opozycja i tak będzie to kontestować - dodał.

"Trzeba było wziąć swoich"

Zdaniem Macieja Gduli z Lewicy, to właśnie wątpliwości związane z listą Nawackiego mogły mieć związek z tym, że Prawo i Sprawiedliwość nie chciało upubliczniać podpisów. - PiS tak wiele frontów pootwierał, że nie chciał otwierać jeszcze kolejnego. Bo to tak naprawdę kolejny element, który dokłada się do chaosu - stwierdził. Jak dodał, to całe zamieszanie powstałe w systemie sądownictwa "jest widoczne także przez zwykłych ludzi, którzy boją się tego, co się stanie z sądami".

- Poza tym, PiS ciągle mówił, że ci, którzy protestują przeciwko reformom wymiaru sprawiedliwości to jest jakaś wąziutka, hałaśliwa, niechętna PiS-owi i związana z opozycją grupka. Ta opowieść teraz nie trzyma się kupy, bo te listy pokazują, że wąska grupa sędziów, w dodatku związana częściowo z Ministerstwem Sprawiedliwości, nominowała sędziów do KRS - powiedział polityk Lewicy. - Widać, że skala poparcia dla reform PiS w środowisku sędziów jest mała. Trzeba było wziąć swoich, żeby uzyskać poparcie dla kandydatów do KRS - dodał.

"Te listy są żenujące"

Władysław Teofil Bartoszewski nie przebierał w słowach. - Te listy są żenujące - stwierdził wprost. - Okazuje się, że Krajowa Rada Sądownictwa została wyłoniona przez małą grupę sędziów związanych z ministerstwem - komentował. Bartoszewski podkreślał, że KRS nie powinna być dominowana i kontrolowana przez resort Zbigniewa Ziobry, bo jest to sprzeczne z zasadą trójpodziału władzy. Jeśli chodzi o sprawę sędziego Nawackiego, oburzenie posła PSL wywołało przede wszystkim to, że Nawacki sam podpisał się pod swoją listą. Jeśli chodzi zaś o wycofanie poparcia przez innych sędziów - Bartoszewski przyznał, że nie jest prawnikiem, więc nie chce się w tej sprawie jednoznacznie wypowiadać. - Ale moim zdaniem, jeśli się coś podpisze, to nie można potem powiedzieć, że się nie podpisało. To jak porównanie z sytuacją "głosowałem, ale się nie cieszyłem" - ocenił.

- Możemy dojść do trochę odważnej tezy, że PiS przykrył publikację list do KRS gestem pani posłanki Joanny Lichockiej. To jest śmiała teza, ale prawdę mówiąc, ten temat przyćmił wszystkie inne - stwierdził z kolei Michał Kobosko, członek sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Szymona Hołowni. Zaznaczył, że Hołownia "jest bardzo krytyczny wobec tego, co się nazywa reformowaniem sądów, a co de facto sprowadza się do ich upolitycznienia". - W kraju demokratycznym, będącym członkiem Unii Europejskiej (…) tak być nie może - powiedział. Dodał również, że w jego ocenie "Krajowa Rada Sądownictwa w obecnym kształcie nie może funkcjonować", gdyż jest sprzeczna z zasadą trójpodziału władzy i rządami prawa.

W drugiej części rozmowy goście Wyborów w TOK-u rozmawiali między innymi o Mariuszu Kamińskim i wizycie prezydenta Andrzeja Dudy w Pucku. Całej dyskusji możesz posłuchać w formie podcastu w Aplikacji TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM