Zbliża się kolejny marsz ku czci "Burego" w Hajnówce. "To jest coś jak marsz nazistów w Oświęcimiu"

- Wyklęci są traktowani jak pałka do okładania- mówił w TOK FM Tomasz Sulima, działacz białoruskiej mniejszości i radny w Bielsku Podlaskim.
Zobacz wideo

23 lutego w Hajnówce odbędzie  się organizowany przez środowiska narodowców V Hajnowski Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Co roku budzi on duże kontrowersje, bo gloryfikuje się na nim pamięć Romualda Rajsa “Burego”, którego oddział odpowiedzialny jest za mord 79 białoruskich, prawosławnych mieszkańców Białostocczyzny w 1946 r.

Przewodniczący Związku Białoruskiego w RP Eugeniusz Wappa, podobnie jak wcześniej Obywatele RP, zaapelował do burmistrza Hajnówki o zakazanie marszu. Wappa argumentował, że tegoroczny marsz przejdzie, wzorem ubiegłego roku, ulicą, przy której znajduje się prawosławny sobór św. Trójcy, co można interpretować jako obrazę uczuć religijnych. 

Burmistrz Hajnówki Jerzy Sirak odmówił jednak wydania zakazu marszu, przekonując, że - jak co roku - zostałby odrzucony przez sąd. Zdaniem Siraka, marsz zablokowałaby jedynie zmiana prawa. 

- Burmistrz tak naprawdę odwrócił się plecami do mieszkańców miasta - komentował w TOK FM Tomasz Sulima, dziennikarz, etnograf, działacz białoruskiej mniejszości i radny w Bielsku Podlaskim.

- Taki marsz nie wywołałby takich reakcji w Jeleniej Górze czy w Szczecinie. Natomiast marsz ku czci “Burego” w Hajnówce jest jak marsz nazistów w Oświęcimiu. Ten właśnie “Bury” we wsiach wokół Hajnówki przeprowadził szereg akcji, w których ginęły kobiety i dzieci - kontynuował. 

W ocenie Sulimy, żołnierze wyklęci są przez organizatorów marszu traktowani instrumentalnie. - Są wykorzystywani jako “pałka” do okładania. Gdyby naprawdę chodziło o wyklętych, mówilibyśmy pewnie o rotmistrzu Pileckim czy "Ince". Ale tego nie ma, tutaj na piedestale jest “Bury”, co świadczy o intencjach organizatorów - tłumaczył. 

Przypomnijmy, w marszu w 2018 roku jego uczestnicy prezentowali symbole krzyża celtyckiego i odznaki trupiej główki z piszczelami tzw. "Totenkopf", wznosili okrzyki "Narodowa Hajnówka" i "gloryfikowali" postać Romualda Rajsa ps. "Bury" poprzez okrzyki "Bury - mój bohater"".

W 2019 roku burmistrz chciał zakazania marszu. Wskazał, że "okrzyki o skrajnie nacjonalistycznym charakterze", takie jak "Narodowa Hajnówka", "miały wyjątkowo wrogi wydźwięk wobec przedstawicieli mniejszości narodowych zamieszkujących Hajnówkę i osób o pochodzeniu innym niż polskie". W uzasadnieniu przywołał wyroki sądowe, w których krzyż celtycki był uznawany za symbol neofaszystowski; zwracał też uwagę, że okoliczności ubiegłorocznego marszu bada prokuratura. Ale finalnie pochód się odbył. 

Rok wcześniej władze Hajnówki również próbowały zakazać marszu, wówczas jednak w postępowaniu sądowym zakaz został ostatecznie uchylony.

DOSTĘP PREMIUM