Prof. Monika Płatek: Wolno gwizdać na prezydenta

Ludzie mogą więcej w stosunku do osób na oficjalnych stanowiskach. Nie można natomiast obrażać głowy państwa - mówiła w TOK FM prof. Monika Płatek.
Zobacz wideo

Daniel Passent, w kontekście kampanii wyborczej i między innymi wydarzeń w Pucku, gdzie wygwizdano prezydenta Andrzeja Dudę, pytał swoich gości o to, co wolno w debacie publicznej. - Wolno gwizdać na prezydenta. Ludzie mogą więcej w stosunku do na stanowiskach oficjalnych. Nie wolno natomiast obrażać głowy państwa, jednak gwizd delikatne okazanie dezaprobaty dla zachowań i niestosownych treści, które taka osoba przekazuje – przekonywała prof. Monika Płatek.

Innego zdania był Bogusław Chrabota. - Nie gwizdałbym na polityków, to nie mieści się w orkiestrze moich zachowań. Natomiast za gwizdanie nie należy karać. To się jakoś mieści w kanonie zachowań dopuszczalnych w demokracji – mówił redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". Wskazał też na jedną sytuacją, w której dopuszczalne jest gwizdanie w obecności prezydenta. - Tylko w sytuacji, gdy wycina się hołubce w tańcu ludowym. Tam się czasem gwiżdże. To ogólnie jest kwestia smaku – podkreślał Chrabota.

- Gwizdanie na prezydenta to pokaz braku innych instrumentów wyrażania swojej dezaprobaty – dopowiedział prof. Marek Grela, ekonomista i dyplomata.

Goście Daniela Passenta komentowali też otwarty konflikt między rządem i służbami a Marianem Banasiem, szefem Najwyższej Izby Kontroli. Prof. Płatek oceniła, że jako państwo "jesteśmy w słabym punkcie". - To co się dzieje w Polsce przypomina scenariusz wenezuelski. Tam też przejęto Trybunał Konstytucyjny, potem wzięto się za trójpodział władzy, następne były służby, z których zaczęli odchodzić dobrzy funkcjonariusze. I to powoduje konkretne przykłady i tragedie zwykłych ludzi. Bo kiedy podpadamy policjantowi, który ma wpływy, to taka osoba ląduje w szpitalu psychiatrycznych . To są już praktyki stosowane w Polsce – tłumaczyła prof. Płatek.

Redaktor Chrabota odparł, że do tego wenezuelskiego scenariusza jest Polsce jeszcze bardzo daleko. Jego zdaniem, sytuacja przypomina – choć nie w całości – Węgry. - Tam też zniszczono Trybunał Konstytucyjny. Przejęto media, stworzono państwowy koncern pod kontrolą Fideszu. Zostały jakieś niezależne tytułu, ale są odcięte od reklam i ledwo dają sobie radę. Jednakże, taka zmiana jest nie do przeprowadzenia w Polsce. U nas w kraju jest duża większa masa krytyczna wolnych mediów, bo to przecież one "zrobiły" aferę Mariana Banasia – ocenił redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM