Scena polityczna jak polskie wesele: Rządzi wuj stary kawaler z kuzynem niedojdą. Teraz pojawia się elegancka ciotka z Saskiej Kępy

"Nastały mroczne czasy srogich rządów wujka z kuzynem niedojdą, którym obecnie może zagrozić jedynie ciotka z Saskiej Kępy". Tomasz Stawiszyński i dr Jacek Dobrowolski porównywali to, co się dzieje w naszej polityce, do swojskiego polskiego wesela. Łatwo jest odczytać, którzy politycy kryją się pod postaciami wujka czy ciotki z Saskiej Kępy.
Zobacz wideo

W opowieści dr. Jacka Dobrowolskiego i Tomasza Stawiszyńskiego nie mogło zabraknąć figur: kuzyna, stryja i wujka. I to właśnie wujek, który powrócił na wesele, zaczyna na tym weselu rządzić. - Nastały mroczne czasy srogich rządów wujka. Okazało się, że wuj przyprowadził ze sobą całą drużynę krewnych i znajomych. Oni to wesele skolonizowali, wyrzucili niektórych gości - mówił Dobrowolski, co Stawiszyński skwitował: - Taki, który garnitur ma wygnieciony, stary kawaler wrócił na wesele i zaczęły się rządy wuja. Ta rodzina od strony wuja okazała się sektą, rodziną w rodzinie - mówił. 

Kuzyn niedojda i nieokrzesany stryj

Snując opowieść o polskim weselu Dobrowolski ze Stawiszyńskim przeszli do opowieści o kuzynie, który jest jednym z narzędzi władzy wuja i jego pozycja stała się zagrożona.  - To nie ma wielkiego znaczenia tak długo, jak kuzyn jest tylko kuzynem niedojdą, który nic wujowi zagrozić nie może - mówił politolog, a Stawiszyński dodał: "Ale ma gadane. I jak się rozkręci, to krzyczeć zaczyna".

Kolejna postać to "nieokrzesany stryj, co miał różnych rzeczy pilnować, a okazało się, że sam na boku różne rzeczy robi i teraz się zabarykadował w łazience". - Zabrał różne rzeczy do tej łazienki, kosztowności i wuj krzyczy "Wyłaź stąd", a on nie chce - opisywał wyobrażoną scenę prowadzący audycję, na co Dobrowolski dodał: - A tam szambo wybija, jak u Smarzowskiego.

W scenie polskiego wesela wspomniano też o kuzynie, "co był takim wunderkindem parę lat temu, a teraz go zwinęli". - Ta rodzina okazuje się tym, czym była od początku, czyli taką rodziną Adamsów. To nie jest zwykła rodzina, to jest ostre pato - mówił Dobrowolski.

Tłumacząc analogię rodzinną, Dobrowolski wyjaśnił, że pozycją podmiotową Polaka jest pozycja sierota. - Każdy Polak jest z zasady kimś osieroconym, pozbawionym matki, bo jeżeli Polak/Polka jest synem/córką Polski, to ta Polska jest złą matką, kochającą toksycznie, żądającą totalnego poświęcenia, wzbudzającą poczucie winy, niestabilną, czasami jej nie ma, czasami jest - mówił Dobrowolski, wyjaśniając, że Polak w związku z tym nosi w sobie głęboką tęsknotę za rodzicami.

Według rozmówcy Tomasza Stawiszyńskiego obecnie ten zastępczy ojciec to właśnie "wielki wuj", osoba, której pozycji nic nie może zagrozić. - Jeszcze pół roku temu myśleliśmy, że to będzie gra pomiędzy wielkim wujem a starszym bratem, który w końcu wróci z zagranicy - mówił Dobrowolski, dodając, że jednak "brat" wyalienował się  z tego "naszego weseliska" i nie chce już "tańcować do naszych mazurków".

I ciotka z Saskiej Kępy

Idąc tropem analogii rodzinnych, politolog snuł teorię, że u Polaków nigdy właściwie nie została zrealizowana tęsknota za matką. - Mieliśmy panią premier, która miała być dobrą mateczką, która opuściła jednak wesele. Teraz pojawia się ciotka z eleganckiej warszawskiej dzielnicy - Saskiej Kępy: elegancka, pachnąca, dobrze ubrana, przyjeżdża  świetnym samochodem - opowiadał politolog. Według niego ciotka w wyborach nowej gospodyni wesela, co jest analogią zbliżających się wyborów prezydenckich, nie ma szans, gdyż to "nie Saska Kępa wybiera nową gospodynię wesela". - Gdyby to były wybory na Saskiej Kępie, to byłaby dobra kandydatura - podkreślił.

Dobrowolski widzi szansę zwycięstwa "ciotki" w tym, że może dojść do demobilizacji zwolenników "wielkiego wuja" i "kuzyna niedojdy". - Może im zabraknąć przekonania, żeby zagłosować na "kuzyna niedojdę", który robi się coraz większą galaretą, a w toku kampanii być może jeszcze bardziej "zgalaretowieje" i stanie się niestrawny nawet dla swoich - mówił politolog. - Nie liczę na jakieś spektakularne zwycięstwo "ciotki", ale liczę, że ona wygra jakby przypadkiem - mówił gość Tomasza Stawiszyńskiego. Według niego kandydatka opozycycji - porównana do ciotki z Saskiej Kępy - powinna postawić na kontakty z wyborcami i wzorem kampanii amerykańskich "wszystkim podać rękę". - Powinna pokazać, że nie jest zdystansowaną macochą z Saskiej Kępy, która będzie wszystkich oceniała, czy mają dobre maniery i czy mają zapięte guziki, i pojechać do tych małych wsi i miasteczek i ściskać wszystkim rękę - mówił Dobrowolski.

Według gościa TOK FM w razie wygranej w wyborach prezydenckich kandydatka opozycji mogłaby pełnić rolę wielkiego hamulcowego dla rewolucji PiS.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM