A co jeśli wybory prezydenckie będą przełożone? "Krąży po PiS pogłoska, że Andrzej Duda nie wystartuje"

Kilka państw europejskich już przesunęło termin wyborów parlamentarnych lub lokalnych. Za to PiS jest nieugięty i nie chce przełożyć majowych wyborów prezydenckich. Marek Świerczyński i Wojciech Szacki z "Polityki Insight" zastanawiają się, czego obawia się władza, a na co liczy opozycja.
Zobacz wideo

Wojciech Szacki przypomniał, że w całej Europie wybory są przesuwane, a w USA zawieszono prawybory w Partii Demokratycznej. Tymczasem polski rząd wciąż nie zdecydował się na ten krok. - Nie bardzo wierzę, że sytuacja się unormuje do 10 maja. A nawet jeśli się trochę unormuje, to wyjście kilkunastu milionów ludzi i spotkanie w lokalach wyborczych jest jakąś aberracją z punktu widzenia walki z epidemią - zżymał się Szacki.

Dziennikarz wskazał, że stosowanie środków bezpieczeństwa w czasie wyborów byłoby mocno utrudnione. - Można sobie wyobrazić ludzi z termometrami, którzy przed lokalami wyborczymi będą sprawdzali temperaturę wyborcom. I jak ktoś będzie miał 38 stopni gorączki, to będzie odsyłany do domu. Pytanie, co z jego prawami obywatelskimi? - zastanawiał się.

Świerczyński i Szacki zastanawiali się, czy PiS zmieni front np. gdy liczba zakażonych przekroczy symboliczną granicę 1000 osób. Szacki przypomniał, że nawet gdyby rząd nie zgodził się na przełożenie wyborów, istnieje jeszcze jeden sposób: porozumienie wszystkich kandydatów poza Andrzejem Dudą. - Gdyby oni się wszyscy wycofali, wybory by się nie odbyły, bo nie może być wyborów, jeśli jest tylko jeden kandydat. I jest to "opcja atomowa", jak to nazywają politycy. Ale potrafię sobie wyobrazić takie porozumienie piątki opozycyjnej, zwłaszcza jeśli sondaże będą pokazywały zwycięstwo Andrzeja Dudy w pierwszej turze - mówił Szacki.

Koronawirus w Polsce. A co jeśli wybory będą przełożone?

Autorzy "Polityki Insight" zastanawiali się, jak wyglądałaby stawka kandydatów, gdyby jednak wybory przełożono. Jak mówił Wojciech Szacki, sytuacja z koronawirusem sprawia, że niektóre postaci rosną, a inne tracą. - Krąży po PiS taka pogłoska, że Andrzej Duda w tych nowych wyborach nie zostałby wystawiony. Mówi się o premierze Mateuszu Morawieckim, a nawet od dwóch osób słyszałem o Łukaszu Szumowskim, ministrze zdrowia - zdradzał Szacki.

Dowodził, że to świadczy o nerwowości w obozie władzy. - Próbują jakoś zmierzyć się z nową rzeczywistością. Andrzej Duda nie sprostał czy przesadził z tą quasikampanią. Są też jakieś gry wewnętrzne w PiS, że prezydent zawiódł zaufanie partii tymi targami o weto do ustawy o miliardach dla TVP. Chociaż teraz już nikt o tym nie pamięta, to na Nowogrodzkiej jest parę osób, które o tym nie zapomniały. Zresztą Andrzej Duda w drugiej kadencji nie byłoby tak wygodny dla PiS jak w pierwszej - przekonywał i dodał: Można bardzo łatwo wymienić kandydata na prezydenta, korzystając z wielkiego wzmożenia społecznego w związku koronawirusem i kryzysem.

Według Szackiego, także po stronie opozycji przełożone wybory przemeblowałyby stawkę kandydatów. - Trudno mi sobie wyobrazić, żeby Szymon Hołownia wytrzymał na tak długim dystansie. Myślę, że pożegnalibyśmy się też z Robertem Biedroniem, który jest zbyt liberalny na obecne czasy. Na fali kryzysu idealnym kandydatem mógłby być Adrian Zandberg. Jeśli w społeczeństwie pojawi się rzesza wykluczonych, ubogich, bez oszczędności, to on mógłby po nich sięgnąć - prognozował dziennikarz "Polityki Insight".

Zdaniem Szackiego próby czasu nie wytrzymałaby też kandydatura Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. - Ona się po prostu nie sprawdziła. Te jej quasiorędzia z domu są strasznie dziwne. Nie było w nich śladu konkretu, myśli jak sobie poradzić z tą sytuacją - ocenił Szacki. Pochwalił za to Władysława Kosiniaka-Kamysza. - Czysto subiektywnie wypada najlepiej. Mówi konkrety, jasno argumentuje, dlaczego nie powinno być teraz wyborów - powiedział Wojtek Szacki.

DOSTĘP PREMIUM