Wybory prezydenckie a koronawirus. Władysław Kosiniak-Kamysz o wzięciu pod uwagę "opcji atomowej"

Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz nie odrzuca pomysłu rezygnacji z udziału w wyborach prezydenckich wszystkich kandydatów opozycyjnych, aby w ten sposób doprowadzić do przesunięcia ich terminu. Jego zdaniem jednak rządzący wcześniej "pójdą po rozum do głowy" i podejmą decyzję o przesunięciu wyborów, a teraz po prostu grają na czas.
Zobacz wideo

Choć opozycja od dawna apeluje, jeszcze przed wprowadzeniem przez rząd stanu zagrożenia, o przesunięcie terminu wyborów prezydenckich, to rządzący konsekwentnie powtarzają, że nie ma powodu, by zmieniać datę głosowania. Karolina Lewicka pytała Władysława Kosiniaka-Kamysza o to, czy  zastanawiał się, dlaczego PiS "tak prze do wyborów 10 maja". 

- Bo wierzy głęboko, że obecna sytuacja działa na korzyść pana prezydenta Dudy. Bo pełniąc swoje obowiązki, będąc prezydentem widać, że ulega pokusie robienia kampanii. Te wizyty gospodarskie, które się odbywają, są zupełnie niepotrzebne - mówił prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego. Polityk zwrócił uwagę, że Andrzej Duda, zamiast jeździć po szpitalach może po prostu zadzwonić do różnych placówek i zapytać, czy nie jest im potrzebne wsparcie. - Ja bym to rozumiał. Interesuje się, dzwoni, rozmawia. Naprawdę nie trzeba jechać, angażować tak dużo osób, przerywać [ich - red.] pracy, działania. To wszystko jest robione po to, żeby pokazać pana prezydenta, który jest na pierwszej linii - ocenił gość Poranka Radia TOK FM.

Jak podkreślił lider ludowców, "nikt odpowiedzialny nie narazi życia i zdrowia Polaków". - A pójście 10 maja do wyborów może być wznieceniem na nowo epidemii. (...)  10 maja powinno być lepiej, ale pewnie jeszcze to się będzie wszystko tliło. I to po prostu spowoduje, że ta epidemia wybuchnie ze zdwojoną siłą - podkreślił. 

Koronawirus a wybory prezydenckie. Opozycja zdecyduje się na "opcję atomową"?

Karolina Lewicka zastanawiała, w jaki sposób zachowa się jednak opozycja. Czy wszyscy kontrkandydaci Andrzeja Dudy zrezygnują, co doprowadzi do konieczności ponownego rozpisania wyborów? Taką możliwość przedstawił w "Gazecie Wyborczej" dr Łukasz Chojniak. W takiej sytuacji, zgodnie z art. 293 kodeksu wyborczego, jeżeli głosowanie miałoby być przeprowadzone tylko na jednego kandydata, Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza ten fakt w drodze uchwały, a marszałek Sejmu ponownie zarządza wybory" - czytamy w dzienniku.

- Ja myślę, że oni pójdą po rozum do głowy, bo przeprowadzenie wyborów 10 maja byłoby narażeniem życia i zdrowia, tylko grają na czas, nie wiem kompletnie po co. Jestem gotowy dyskutować o przeniesieniu nawet o rok takich wyborów, bo bezpieczeństwo Polaków to jest sprawa kluczowa i zrobimy wszystko, żeby przekonać rządzących. Jeśli się nie uda, to ta opcja atomowa - bo tak bym ją określił - też pewnie musi być brana gdzieś tam pod uwagę - zapewnił. 

Koronawirus. Po epidemii kolejki do lekarzy będą jeszcze większe?

Rozprzestrzenianie się koronawirusa w Polsce to nie tylko problemy dotyczące walki z nowym patogenem, ale również kolejne utrudnienia dla innych pacjentów. Odwoływane są wizyty w prywatnych klinikach i gabinetach, w szpitalach odwoływane są zabiegi. Chorująca na raka piersi Janina Ochojska informuje o sparaliżowaniu onkologii.  - To wszystko wygląda bardzo źle nie tylko dla tych, którzy mogą zachorować albo zachorowali na koronawirusa, ale też dla wszystkich innych, którzy nie będą mogli się poddać w najbliższym czasie operacji czy się zdiagnozować - mówiła w Poranku Radia TOK FM Karolina Lewicka. 

Zdaniem przewodniczącego PSL sytuacja rzeczywiście robi się coraz trudniejsza. - Najtrudniejsza sprawa dotyczy onkologii, wiele ośrodków wprowadziło daleko idące restrykcje - pewnie słuszne - żeby nie narażać i tych pacjentów, którzy przebywają [w placówce - red.], i nie narażać zamknięcia placówki. Ale nie ma zarządzania kryzysowego całościowego w tym wypadku - podkreślił, dodając, że z powodu koronawirusa nie działa też praktycznie cała stomatologia. 

Według Kosiniaka-Kamysza ogromnym wyzwaniem jest planowanie działań służby zdrowia nie tylko "na dzisiaj" - na czas walki z koronawirusem, ale także "na dzień po". - Kiedy wszyscy, którzy mieli terminy [wyznaczone - red.] ruszą w jednym momencie, żeby uzyskać pomoc i pójść na zabieg, który był planowany tydzień czy dwa tygodnie temu. Kolejki będą jeszcze większe - zaznaczył szef ludowców. 

Kosiniak-Kamysz odniósł się również do przedstawionej w środę (18 marca) przez Mateusza Morawieckiego i Andrzeja Dudę "tarczy antykryzysowej", która ma pomóc polskim przedsiębiorcom, ale i służbie zdrowia. - Te 7,5 miliarda złotych [które ma trafić do służby zdrowia - red.], z czego 6 miliardów ma pójść chyba na sprawy związane z walką z koronawirusem, to tam jest potrzebne drugie 7,5 miliarda złotych co najmniej, po to, żeby rozładować te zatory, które powstaną w wyniku przesunięcia terminów [zabiegów - red.] - ocenił polityk. - Bez dodatkowych środków, bez uruchomienia pracy tak naprawdę po epidemii koronawirusa nie na 8 czy 16 godzin, tylko od świtu do późnej nocy muszą funkcjonować oddziały. Przez to trzeba je dofinansować - zaznaczył, zwracając uwagę na ogromne już i tak zmęczenie pracowników ochrony zdrowia. - Tu będzie potrzebne ogromne wsparcie. Na miejscu rządu tym bym się zajmował dzisiaj: planowaniem również "dzień po" tym wszystkim - podkreślił gość Poranka Radia TOK FM.

Pobierz aplikację TOK FM i posłuchaj całej rozmowy. Karolina Lewicka pytała Władysława Kosiniaka-Kamysza czy kolejne posiedzenie Sejmu powinno się odbyć. 

DOSTĘP PREMIUM