Leszek Miller o bojkocie wyborów prezydenckich: To tylko utwierdza obóz władzy, że powinny się odbyć 10 maja

Kandydatka PO na prezydenta Małgorzata Kidawa-Błońska podkreśla, że jeśli zaplanowane na 10 maja wybory nie zostaną przełożone, to będzie nawoływała do ich bojkotu. Zdaniem Leszka Millera takie działanie obecnie nie ma sensu. - Przecież prezes Jarosław Kaczyński już zadbał, żeby - niezależnie od bojkotu - Andrzej Duda miał przeciwnika, z którym wygra z łatwością - ocenił były premier, komentując start w wyścigu prezydenckim Marka Jakubiaka.
Zobacz wideo

Małgorzata Kidawa-Błońska wezwała wyborców, aby nie brali udziału w zaplanowanych na 10 maja wyborach prezydenckich. Podkreśliła, że ważniejsze jest ich życie i zdrowie. 

Zdaniem eurodeputowanego SLD Leszka Millera sens mają tylko wezwania do przełożenia wyborów. - Natomiast na tym etapie apele o bojkotowanie wyborów nie mają większego sensu. To tylko utwierdza obóz władzy, że wybory 10 maja powinny się odbyć. Przecież pan prezes Jarosław Kaczyński już zadbał, żeby - niezależnie od bojkotu - Andrzej Duda miał przeciwnika, z którym wygra z łatwością i ten pan w apaszce wygląda nawet na zadowolonego z roli, jaką gra - ocenił były premier, komentując start w wyścigu prezydenckim Marka Jakubiaka, byłego posła Kukiz'15. 

Tym samym opozycja nie będzie miała możliwości przeprowadzenie tzw. opcji atomowej - wycofania wszystkich swoich kandydatów, co doprowadziłoby do konieczności nowego rozpisania terminu wyborów. 

Leszek Miller zwrócił również uwagę, że wygranej Andrzejowi Dudzie nie odbierze także ewentualna niska frekwencja. - Może być nawet 10 procent frekwencji, a wybory będą ważne - podkreślił. To, ile osób pójdzie głosować, nie ma znaczenia, bo ordynacja nie ma przepisów wprowadzających wymóg określonej frekwencji. Tak jak jest to w regulacjach dotyczących organizowanych w Polsce referendów. 

Wybory prezydenckie. Co zrobi Lewica?

Prowadząca Poranek Radia TOK FM Dominika Wielowieyska zastanawiała się, w jaki sposób postąpi Lewica, jeśli prezes PiS uprze się i doprowadzi do przeprowadzenia wyborów prezydenckich już na początku maja. - Co zrobi Lewica? Powie wyborcom, aby poszli do wyborów, czy jednak aby tego nie robili? - pytała byłego premiera.

Leszek Miller przyznał, że nie wie. Zaznaczył jednak, iż jego zdaniem będzie to zależało od sytuacji zdrowotnej w kraju. - Jeśli liczba zachorowań będzie rosła, liczba zgonów będzie rosła, to oczywiście, że nie wolno do tych wyborów iść - podkreślił.  

Dziennikarka zwróciła uwagę, że szef SLD Włodzimierz Czarzasty, sam oświadczył, że z obawy o możliwość zakażenia koronawirusem nie ma zamiaru udawać się do Sejmu, a mimo to Lewica jest krytycznie nastawiona do apelu Kidawy-Błońskiej, powodowanego troską o zdrowie obywateli. - Trochę to tak wygląda, że Włodzimierz Czarzasty ma prawo chronić swoje życie i nie iść do Sejmu głosować, a wyborcy mają iść głosować, jeśli jednak Jarosław Kaczyński uprze się przy wyborach - zaznaczyła Wielowieyska. 

- Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy kandydaci na urząd prezydenta odpowiedzieli negatywnie na apel do pani Kidawy-Błońskiej. Poza tym, jeżeli już takie rzeczy się robi, to trzeba najpierw przeprowadzić konsultacje z zainteresowanymi, czyli pani Kidawa-Błońska powinna najpierw porozumieć się z pozostałymi opozycyjnymi kandydatami, ustalić jakieś wspólne stanowisko, wysondować, czy na przykład jest możliwe wspólne oświadczenie i wtedy dopiero ogłaszać coś publicznie - ocenił Leszek Miller.  Wielowieyska zaznaczyła, że z wypowiedzi Szymona Hołowni wynika, iż takie działanie miało miejsce, tylko inni kandydaci nie wykazali chęci do takiej rozmowy.

- Jeżeli nie chcą rozmawiać na ten temat, to znaczy, że stanowisko pani Kidawy-Błońskiej jest osamotnione. Jaką korzyść polityczną pani Kidawa-Błońska uzyskała, ogłaszając to oświadczenie? Żadnej - podsumował były premier. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie dzięki aplikacji TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM