Zandberg: Jeśli ktoś uważa, że można teraz przeprowadzić wybory, to jest cynikiem albo idiotą

Lewica nie zagłosuje za wyborami korespondencyjnymi. Polska to nadal państwo z tektury. Wprawdzie PiS pomalował je na biało-czerwono i zaczął puszczać w tle patriotyczne piosenki, ale widać, ze pod presją kryzysu to państwo się ugina - mówił w TOK FM Adrian Zandberg.
Zobacz wideo

Roch Kowalski, prowadzący "Wywiad Polityczny", pytał Adriana Zandberga czy jego klub Lewica zagłosuje w piątek za pomysłem PiS, aby w wyborach prezydenckich wszyscy mogli głosować korespondencyjne. – Jest oczywiste, że zagłosujemy przeciwko. Jeśli ktoś uważa, że można bezpiecznie przeprowadzić wybory w trakcie szczyt epidemii, to albo jest cynikiem, który za nic ma życie ludzie, albo idiotą. Polska to nadal państwo z tektury. Wprawdzie PiS pomalował je na biało-czerwono i zaczął puszczać w tle patriotyczne piosenki, ale widać, ze pod presją kryzysu to państwo się ugina – mówił przedstawiciel partii Razem.

Kowalski przypomniał, że ilość „szabel” podczas tego głosowania może być kluczowa, bo według nieoficjalnych informacji Porozumienie może nie poprzeć tego pomysłu PiS. Jarosław Gowin miał odrzucić ultimatum Jarosława Kaczyńskiego w tej sprawie. Zandberg podkreślał, że nie chce występować w roli rzecznika Gowina. - Obóz władzy będzie pod presją, bo wszystkie ich zaniedbania i nieudolności teraz wyjdą na światło dzienne. A oświetlać je będzie kryzys. Nie dziwię się, że w obozie władzy będą rosły napięcia – przekonywał Zandberg.

"Ludzie tracą pracę, a my rozmawiamy o wyborach"

Podkreślał jednocześnie, że dyskusje w mediach o wyborach są na rękę władzy. – Kluczowe jest to, że ludzie tracą pracę. Rządowa tarcza jest zbyt mała, żeby chronić pracowników, bezrobotnych, małe firmy. Jednak rząd się uparł i forsuje te swoje rozwiązania, a to się skończy źle – mówił Adrian Zandberg. Jego zdaniem rząd pozwala „rozhulać się” fali zwolnień i redukcji wynagrodzeń. - Gospodarstwa domowe będą zrujnowane i po przejściu kryzysu nie będzie popytu, żeby gospodarka stanęła na nogi – ocenił.

Jak tłumaczył, rządzący powinni sięgnąć po radykalne rozwiązania w finansowaniu pomocy dla pracowników i przedsiębiorców. – Jesteśmy 15 punktów procentowych od konstytucyjnej granicy deficytu. To oznacza, że Polska ma przestrzeń, żeby te nadzwyczajne działania finansować właśnie deficytem. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy – wyjaśniał polityk Lewicy.

Pierwszą turę wyborów prezydenckich zaplanowano na 10 maja. Opozycja wielokrotnie apelowała o przełożenie tego terminu w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Tymczasem premier Mateusz Morawiecki, urzędujący prezydent Andrzej Duda oraz wielu polityków partii rządzącej przekonują, że majowe wybory mogą się odbyć.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM