Gowin na razie tylko "rzucił przynętę". "Nie dostrzegamy, w co realnie gra"

Nie uważam też, żeby nawet w sytuacji twardego obstawania PiS przy wyborach 10 maja, Gowin miał opuścić rząd. Nie sądzę, żeby było to możliwe - mówił w TOK FM Andrzej Stankiewicz z Onetu.
Zobacz wideo

Wolta Jarosława Gowina trwa. Szef Porozumienia oznajmił w piątek w Sejmie, że wybory prezydenckie 10 maja w żadnym trybie – czy to normalnym czy w całości korespondencyjnym – nie mogą się odbyć. Zaproponował, żeby zmienić Konstytucję i wydłużyć kadencję Andrzeja Dudy do 2022 roku.

Andrzeja Stankiewicza z portalu Onet najbardziej zaskoczyło w tej sprawie to, że Gowin ogłaszał swój pomysł w samotności. – Nie było nikogo z PiS. To nie wygląda nadal na wspólną propozycję obozu Władzy – mówił Stankiewicz.  Z drugiej strony dziennikarz zarzucił szefowi Porozumienia, że uprawia politykę partyjną w najgorszym możliwym momencie i odwraca uwagę od sprawy istotnych, czyli walki ze skutkami koronawirusa.

– Gowin proponuje zmianę konstytucji, a to jest szalenie mało realne (opozycja już ogłosiła, że projektu nie poprze-red.). Dlatego nie dostrzegamy tego, w co realnie gra i jakie rozwiązanie jest na stole. Na razie rzucił nam przynętę. W tym sensie prowadzi politykę partyjną. Wolałbym, żeby wyraził się jasno. Nie uważam też, żeby nawet w sytuacji twardego obstawania PiS przy wyborach 10 maja, Gowin miał opuścić rząd, nie sądzę, żeby było to możliwe – ocenił Andrzej Stankiewicz.

Według niego obecnie Jarosław Kaczyński szuka takiego rozwiązania sytuacji, żeby Gowin "wyszedł z tego z twarzą", a szef PiS zrealizował swoje plany polityczne. Zdaniem Stankiewicza, przez Kaczyńskiego przemawia kalkulacja polityczna. - On myśli w prostych kategoriach, czyli utrzymania władzy i tego, co będzie się działo. Nadchodzi potężny kryzys gospodarczy, który odbije się na wskaźnikach ekonomicznych, bezrobociu, naszej majętności i nastrojach społecznych. Dlatego potrzebny jest spokój. Opcje są dwie. Albo przeprowadzić te wybory 10 maja za wszelką cenę, albo odłożyć je w czasie jak najpóźniej. Za rok z nastrojami nadal może być źle, te dwa lata dają Kaczyńskiemu szansę, żeby odbudować się politycznie – wyjaśniał Stankiewicz.

Jak zdradził, wielu polityków PiS zdaje sobie sprawę, że w związku z kryzysem trzeba będzie podejmować niepopularne decyzje. – Ścinać świadczenia, komuś coś zabrać. Stąd Jarosław Kaczyński potrzebuje spokoju, a nie trwającej wiecznie kampanii wyborczej. A trzeba wziąć pod uwagę na przykład zmianę kandydatki PO na znacznie potężniejszego gracza. Mówię tu o Donaldzie Tusku. Dlatego na przykład przełożenie wyborów na przyszły rok to 12 miesięcy brutalnej kampanii wyborczej w sytuacji kryzysu gospodarczego – podkreślał Andrzej Stankiewicz.

DOSTĘP PREMIUM