Hajdarowicz broni swojego planu u Sroczyńskiego. "Idźmy do roboty, jak na początku lat 90."

Otwarcie granic i zakładów pracy, zniesienie Kodeksu pracy - przedsiębiorca Grzegorz Hajdarowicz przedstawił niedawno swój kontrowersyjny plan na ratowanie gospodarki w obliczu epidemii. Swoich tez bronił w TOK FM w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim.
Zobacz wideo

Grzegorz Hajdarowicz, większościowy akcjonariusz spółki Gremi Media wydającej „Rzeczpospolitą”, zaproponował niedawno rozwiązanie, które jego zdaniem jest najlepszym sposobem ratowania gospodarki w obliczu epidemii koronawirusa. 

W swoim tekście namawiał do otwarcia najpóźniej od 14 kwietnia szkół i zakładów pracy, na trzy–cztery dni w tygodniu. W izolacji mają pozostać jedynie osoby znajdujące się w grupie najbardziej zagrożonej. Postuluje też otwarcie granic, wsparcie prywatnej służby zdrowia,  zawieszenie poboru podatków dochodowych i ZUS do końca 2020 roku, zawieszenie 500 plus, 13. emerytury i kodeksu pracy. 

Jego propozycja wywołała duże kontrowersje. Część komentujących uznała, że pomysł oznacza zwiększenie liczby zarażonych i zmarłych i krach służby zdrowia. 

Przedsiębiorca bronił swojego pomysłu w TOK FM w audycji “Świat się chwieje” Grzegorza Sroczyńskiego.

- Nie kwestionuję tego, że jest problem koronawirusa. Pokazuję tylko inne rozwiązanie. Inne podejście jest potrzebne jak najszybciej dlatego, że konsekwencje tego działania będą katastrofalne dla chorych na koronawirusa, chorych na inne choroby i wszystkich innych. Koncentrowanie się nad trumnami w Lombardii i szpitalami polowymi w Nowym Jorku nie prowadzi nas do niczego - mówił. 

W TOK FM polemizował z nim Piotr Wójcik, który wcześniej na Łamach “Krytyki Politycznej” nazwał pomysł biznesmena “antysopołecznym”.

Zgodził się jednak, że obecna sytuacja nie może trwać zbyt długo i otwarcie będzie musiało nastąpić między kwietniem a czerwcem. 

- Nie da się zamknąć gospodarki na rok. Ale teraz trzeba stworzyć mechanizmy kontrolowania epidemii w czasie relatywnego otwarcia gospodarki. Tego się nie da zrobić od razu. Trzeba stworzyć laboratoria, które są w stanie wykonywać kilkadziesiąt tysięcy testów dziennie. Potrzebne są mechanizmy analizujące sieci kontaktów osób zarażonych, mechanizmy izolowania grup szczególnie narażonych - wymieniał. 

Ocenił też, że plan Hajdarowicza pozbawia sektor publiczny środków w sytuacji, kiedy najbardziej ich potrzebuje. 

- To oznacza wydrenowanie sektora publicznego ze środków poprzez zawieszenie podatków CIT i PIT. To strata 80 miliardów zł dla budżetu państwa w roku. Przez zniesienie podatku dochodowego, 50 miliardów złotych stracą samorządy odpowiedzialne za szpitale powiatowe, edukację, wodociągi, komunikację - wymieniał.

Grzegorz Hajdarowicz zauważył jednak, że kwoty, o których mówi Piotr Wójcik są już nieaktualne, bo część przedsiębiorców zdążyła już zbankrutować i podatków nie zapłaci. Podkreślił też, że w debacie publicznej na temat sytuacji przedsiębiorców myli się podstawowe pojęcia, takie jak zysk i przychód, co utrudnia zrozumienie tego, w jak ciężkiej sytuacji znaleźli się oni obecnie. 

"Cofniemy się do XIX wieku"

Rozmówcy Grzegorza Sroczyńskiego nie zgodzili się też w kwestii prawa pracy. 

- Nie zgadzam się, żeby z powodu lockdownu wprowadzić rewolucję w porządku ekonomiczno-społecznym. Żeby biznes miał niezwykle silną pozycję. Pomysł zniesienia Kodeksu pracy cofnąłby nas do XIX wieku jeżeli chodzi o relacje pracodawców z pracownikami - krytykował Piotr Wójcik. 

Grzegorz Hajdarowicz przekonywał, że potrzebny jest powrót podejścia z początku lat 90.

- Obawiam się, że za dwa miesiące dalej będziemy dyskutowali o otwarciu, a przez zwiększającą się liczbę ofiar politykom będzie bardzo trudno podjąć decyzję o zlikwidowaniu lockdownu. Im więcej trumien, tym trudniej podejmuje się trudne decyzje. Jeżeli ten stan pójdzie dalej, będą tysiące bankructw. Ja dałem receptę, jak pobudzić energię Polaków. Żeby pokazać im, że nieważne, że przedsiębiorca nie jest szanowany i oczernia się go od 30 lat, że atmosfery biznesowej za ostatnich rządów nie ma, ale i za Platformy też nie była za duża. Tak jak na początku lat 90., idźmy do roboty! Spróbujmy sami sobie poradzić z tym kryzysem. Bez pomocy budżetu państwa, bez dodrukowania pieniędzy, bo to oznacza inflację. To będzie najbardziej efektywne, najbardziej wydajne. Stąd moje - mam świadomość, że drastyczne - propozycje - tłumaczył przedsiębiorca.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM