Bogdan Borusewicz sugeruje, że PiS wprowadzi stan nadzwyczajny. "Dzień po wyborach"

Bogdan Borusewicz uważa, że rośnie grupa ważnych polityków obozu władzy, którzy nie są przekonani do pomysłu wyborów w czasie pandemii koronawirusa. - Premier w ostatnim wystąpieniu w Sejmie nie powiedział ani słowa o wyborach. Orzekł za to, że szczyt pandemii przypadnie na maj-czerwiec - mówił w TOK FM wicemarszałek Senatu. Stwierdził też, że w Polsce może zostać wprowadzony stan nadzwyczajny. Ale dopiero po wyborach.
Zobacz wideo

- Jarosław Gowin na premiera; tylko w taki sposób można odsunąć PiS od władzy; jest to partia, która nie liczy się z ograniczeniami, które na polityków nakłada epidemia - mówił w miniony piątek (3 kwietnia) wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

W Poranku Radia TOK FM senator wyjaśniał, czym się kierował, zgłaszając taką propozycję. - Po pierwsze, sytuacja jest nadzwyczajna. Jest pandemia i ona się nasila. Po drugie, tylko moja propozycja dawała możliwość odsunięcia PiS od władzy. Takie były moje przesłanki - wyjaśniał rozmówca Jana Wróbla. Podkreślał jednak, że w świetle wydarzeń z poniedziałku, czyli dymisji Jarosława Gowina, opcja z szefem Porozumienia jako premierem jest już nieaktualna. - Ugrupowanie Gowina się połamało, on nie ma w nim większości. Gra o to, co będzie w przyszłości. Gowin nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za parcie do wyborów za wszelką cenę - wyjaśniał Borusewicz. 

"Morawiecki nie chce tych wyborów"

Zdaniem wicemarszałka Senatu podobnie uważa też premier Mateusz Morawiecki. - On też nie chce tej odpowiedzialności. W ostatnim wystąpieniu w Sejmie nie powiedział ani słowa o wyborach. Orzekł za to, że szczyt pandemii przypadnie na maj - czerwiec. To na pewno nie było przypadkowe. W taki sposób wskazuje, że jest przeciwny tym wyborom - ocenił Bogdan Borusewicz.

Jak mówił dalej gość Poranka Radia TOK FM, w PiS dominuje opinia, że wybory trzeba przeprowadzić za wszelką cenę w maju, żeby nie utracić władzy. - Widać wyraźnie, że Morawiecki się od tego dystansuje. Także Łukasz Szumowski, minister zdrowia, mówi bardzo ogólnie, że rozwiązania bezkontaktowe są lepsze - przekonywał Bogdan Borusewicz.

Stan nadzwyczajny? "Dzień po wyborach"

W poniedziałek wieczorem PiS przegłosował wybory korespondencyjne dla wszystkich.  - Sytuacja jest groźna. Myślę, że w rządzie PiS trwa zastanawianie się, kto będzie za to odpowiedzialny. Ja sądzę, że PiS ugnie się pod argumentami opozycji, żeby wprowadzić stan nadzwyczajny, ale zrobi to na dzień po wyborach - ocenił polityk PO.  Przypomnijmy, opozycja cały czas apeluje do rządu, aby w związku z koronawirusem wprowadził w Polsce konstytucyjny stan nadzwyczajny, co pozwoliłoby zgodnie z prawem przesunąć termin wyborów prezydenckich. 

Wicemarszałek Senatu zapowiada, że nie poprze pomysłu PiS w sprawie głosowania korespondencyjnego. Jak podkreślił, zmiana przepisów przygotowana przez rządzących nie ma szans na poparcie przez senacką większość. Ale dodał, że warto zastanowić się nad tym, jak powinny odbywać się wybory w tak trudnych czasach, jak pandemia.  - Można zrobić wybory korespondencyjne, ale przez internet. To usuwa wszystkie niebezpieczeństwa. Każdy powinien otrzymać podpis elektroniczny, to jest pół roku pracy. Nie wiadomo, kiedy wybory w sposób tradycyjny będą mogły się odbyć. A tak będzie alternatywa dobra, bezpieczna i łatwa do skontrolowania - przekonywał Bogdan Borusewicz w rozmowie z Janem Wróblem.

Senat ma maksymalnie 30 dni, by zająć się przepisami, które przyjęła w poniedziałek wieczorem sejmowa większość. 

DOSTĘP PREMIUM