"PiS traktuje prawo jak worek". Hermeliński: Sąd Najwyższy będzie miał masę powodów, żeby zakwestionować wynik wyborów

PiS traktuje prawo jak worek, coś się dodaje, coś ujmuje. Tak nie można działać! - tak zmiany w Kodeksie wyborczym dotyczących głosowania korespondencyjnego oceniał w Poranku Radia TOK FM Wojciech Hermeliński, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.
Zobacz wideo

Zdaniem Wojciecha Hermelińskiego, byłego szefa PKW, ustawa o głosowaniu listownym PiS - przyjęta przez Sejm i skierowana do Senatu - jest "aktem lakonicznym". - Do tego obciążona jest poważnymi wadami prawnymi. Narusza Konstytucję RP, łamie Regulamin Sejmu i orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego. Całość procedury wyborczej przejął na siebie minister aktywów, a PKW została odsunięta - wyliczał gość Poranka Radia TOK FM.  

Były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej precyzował też, w jaki dokładnie sposób łamane są obowiązujące akty prawne. - Konstytucja, bo wprowadza się jakąś żonglerkę terminami wyborów przez marszałek Sejmu, a ustawa zasadnicza mówi jasno, że tylko w przypadku stanu wyjątkowego można zmienić datę wyborów. Samo procedowanie projektu w taki sposób, jak się to odbyło, łamie Regulamin Sejmu, bo ten mówi wyraźnie, że przy zmianach w kodeksach nie można ich procedować wcześniej niż 14 dni od daty doręczenia projektu. A w kwestii orzecznictwa TK, ono jasno mówi, że najpóźniej sześć miesięcy przed wyborami można dokonywać istotnych zmian. A de facto likwidacja tradycyjnego głosowania jest taką - tłumaczył były szef PKW. 

Według Hermelińskiego wprowadzanie zmian w Kodeksie wyborczym w taki sposób jest "nie do pomyślenia". - Traktuje się prawo jak worek, coś się dodaje, coś ujmuje. Tak nie można działać! Niebywałe jest to, że w taki sposób traktuje się prawo - wyjaśniał. 

Gość TOK FM mówił, że SN "będzie miał masę powodów, żeby kwestionować legalność wyborów". - Te trzy, które wskazałem wcześniej. Do tego są podstawy do kwestionowania braku powszechności wyborów. W kraju wyborcy dostaną z urzędu pakiety, inaczej wygląda kwestia głosowania za granicą. Oni muszą zgłosić do konsula chęć głosowania korespondencyjnego i tam nie będzie sytuacji jak w Polsce, że poczta będzie biegła do wyborcy z pakietem w trybie priorytetowym. Taka przesyłka będzie szła normalną drogą, a wszędzie są ograniczenia w związku z pandemią koronawirusa. Wyborca chęć zgłoszenie się do głosowania korespondencyjnego musi wyrazić najpóźniej 14 dni przed wyborami, a ta ustawa może wejść w życie 10 dni przed, więc od razu widać, że przepis będzie naruszony - przekonywał były szef PKW. 

Karolina Lewicka przypomniała, że eksperci wskazują, iż taki tryb głosowania może rodzić obawy przed oszustwami i fałszerstwami. Na przykład, do oddanego głosu trzeba dołączyć oświadczenie z podpisem i numerem PESEL, że głos oddano osobiście i w sposób tajny. Ktoś nieuczciwy mógłby bez najmniejszego problemu sfałszować oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego, zagłosować za niego i tym samym pozbawić go głosu w wyborach, bo numer PESEL szefa PiS można znaleźć w internecie, a podpis może być niewyraźny. - Tak może się zdarzyć. Tajności takich wyborów nikt nie sprawdzi, to jest nieweryfikowalne. A różnie w rodzinach bywa. Nie wiadomo, na ile będzie to swobodne oświadczenie woli, mogą być naciski w rodzinach, szczególnie na osoby starsze. Tajność w przypadku takich wyborów to w zasadzie iluzja - mówił Hermeliński.

Wyjaśniał, że skoro pakiety wyborcze trafią do wszystkich uprawnionych "z rozdzielnika", to nie bardzo rozumie zbieranie od wyborców też danych wrażliwych, takich jak numer PESEL czy imię oraz nazwisko. - Potem mamy taką kopertę wrzucić do skrzynki pocztowej, z którą nie wiadomo co się dzieje. Pewnie zostaną postawione osobne skrzynki, ale nie wyobrażam sobie, że przy każdej z nich postawić policjanta czy listonosza, aby jej pilnował. Przecież ktoś może chcieć ją ukraść dla swawoli. Można to sobie wyobrazić - ocenił gość Karoliny Lewickiej. 

DOSTĘP PREMIUM