Fałszowano listy poparcia Marka Jakubiaka? "Pracowników werbowano wyłącznie w rosyjskojęzycznych grupach"

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", do przepisywania list poparcia Marka Jakubiaka zatrudniono cudzoziemców z Rosji, Białorusi i Ukrainy. Jednego dnia potrafili sfałszować karty z prawie 18 tys. nazwisk.
Zobacz wideo

"Proceder ujawnił cudzoziemiec zatrudniony przy tworzeniu list poparcia Jakubiaka. Według jego relacji 10 marca na Facebooku zamieszczono ogłoszenie po rosyjsku o treści: „Warszawa. Przepisywanie książki. Od 40 zł za godzinę. Potrzebuję pilnie pracownika”. Jak twierdzi nasz informator, „prace organizowane były w budynku przy ul. Kopernika 30 w Warszawie. Polegały na wypełnianiu kartek. Zgłaszającym się mówiono, że praca jest wykonywana ze względu na konieczność opracowania spisów wyborców, których nie można zrealizować w urzędach państwowych” - czytamy w dzisiejszym wydaniu "Gazety Wyborczej"

Jak mówi informator gazety: "Pracowników werbowano wyłącznie w rosyjskojęzycznych grupach. Chodziło o to, by zadawali jak najmniej pytań". 

"GW" udało się porozmawiać z Mateuszem P., który został wskazany jako współorganizator procederu. Mężczyzna był wcześniej pełnomocnikiem Maxa Kolonki, "publicysty-blogera, który chciał startować na prezydenta z komitetu o nazwie Revolution". Mateusz P. zaprzecza, by dochodziło do fałszowania list. "– Komuś zależy na tym, by pana Marka podejrzewano o negatywne działania. Chodzi o to, by go zdyskredytować. Nic takiego nie miało miejsca, a informacje na temat przepisywania list przez osoby z zagranicy to fejk. Rzeczywiście, dostarczyłem panu Markowi paczkę z podpisami. Zbierając je, oparłem się o struktury, które miałem z czasów działalności w komitecie Maxa Kolonki. Ale to były nowe podpisy. Po prostu zarzuciłem swoim ludziom temat, czy mieliby ochotę zebrać podpisy dla pana Marka, i się udało" - czytamy. 

Sam Marek Jakubiak...  "w rozmowie z „Wyborczą” nie zaprzecza, że fałszowanie miało miejsce". Były poseł Kukiz'15, jak informuje dziennik, "twierdzi, że nie miał z tym nic wspólnego i zawiadamia prokuraturę". 

Marek Jakubiak ma pomóc Andrzejowi Dudzie?

Włączenie się Marka Jakubiaka w walkę o prezydenturę to duże zaskoczenie. Były poseł Kukiz'15, który w przestrzeni publicznej pojawił się kilka lat temu, jako biznesmen - właściciel browaru, nie ujawniał długo apetytów na walkę o prezydenturę. O tym, że chce wystartować i - co ważniejsze - udało mu się zebrać podpisy, dowiedzieliśmy się pod koniec marca. 

Wtedy też mec. Roman Giertych wezwał Państwową Komisję Wyborczą do sprawdzenia podpisów, które dostarczył komitet Marka Jakubiaka. - Dziwię się, że pan Giertych tak selektywnie podszedł do sprawy podpisów. Powinniśmy sprawdzić wszystkich kandydatów - mówił w tedy Jakubiak w rozmowie z tokfm.pl. Były poseł nie komentował za to informacji, że w błyskawiczne zebranie przez niego 100 tys. podpisów mogli być zaangażowani działacze PiS. A nie wykluczył tego nawet rzecznik rządu - Piotr Müller

Przed tygodniem PKW poinformowała Romana Giertycha, że znaleziono nieprawidłowości w wykazach poparcia, a sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury. Jak sugeruje "Gazeta Wyborcza", wykryte nieprawidłowości "najprawdopodobniej" dotyczą spraw opisanych dziś przez dziennik. 

DOSTĘP PREMIUM