Miller o mniejszej liczbie robionych testów: Być może to intencjonalne, by do 10 maja "dojechać" z ograniczoną liczbą zakażeń

Były premier Leszek Miller zwrócił uwagę na to, że od kilku dni maleje liczba wykonywanych w Polsce testów na obecność koronawirusa. - To jest bardzo niepokojące, dlatego że być może jest to intencjonalne postępowanie, żeby do 10 maja (na kiedy zaplanowane są wybory prezydenckie - red.) "dojechać" z bardzo ograniczoną liczbą zakażeń - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

W Poranku Radia TOK FM Piotr Kraśko pytał Leszka Millera o to, jakie decyzje podejmowałby, gdyby był teraz premierem. - Trzeba zawsze zaczynać od prawdziwego obrazu pandemii w Polsce. Ja uważam, że nie mamy takiego obrazu, dlatego że jest pewnie więcej zakażeń i zgonów, niż to wynika z oficjalnej statystyki. Co chwila się dowiadujemy, że oficjalna statystyka rządowa nie zgadza się z tym, co donoszą szpitale, samorządy itd.(...) - ocenił były premier. I zwrócił uwagę na przedstawiane przez Ministerstwo Zdrowia dane. - To jest rzecz zdumiewająca, że na przykład spada w ostatnich dniach liczba wykonanych testów. Parę dni temu było 11 tysięcy testów, potem nieco powyżej ośmiu tysięcy, potem już tylko pięć tysięcy. Skoro spada liczba testów, to i spada liczba zakażeń. Ujawnionych zakażeń - podkreślił Leszek Miller.

Zdaniem byłego premiera w Polsce wykonywanych jest stanowczo za mało testów. Miller uważa, że takim badaniom przynajmniej raz w tygodniu powinny być poddawane wszystkie osoby, które mają kontakt służbowy z innymi ludźmi. Nie tylko pracownicy służb i szpitali, ale również m.in. sklepów, a także osoby przebywające w kwarantannie. - Każdy, kto czuje się niepewnie, kto ma kontakt z innymi ludźmi, powinien mieć możliwość zrobienia testu. I wtedy mielibyśmy prawdziwy obraz. Ale ponieważ liczba testów spada pod jakimś takim dziwacznym argumentem, że jest mniej zakażeń, to jest mniej testów, no to nie wiemy, jak jest naprawdę - stwierdził polityk.

Leszek Miller wskazał też możliwy powód obecnej sytuacji. - To jest bardzo niepokojące, dlatego że być może jest to intencjonalne postępowanie, żeby do 10 maja (na kiedy zaplanowane są wybory prezydenckie - red.) "dojechać" z bardzo ograniczoną liczbą zakażeń i po to, żeby powiedzieć: no proszę bardzo, sytuacja się poprawia, idziemy na wybory - stwierdził. 

10. rocznica katastrofy smoleńskiej. "Pogarda dla zarządzeń własnego rządu"

Były premier skomentował też obchody 10. rocznicy katastrofy smoleńskiej, kiedy to władze PiS - z Jarosławem Kaczyńskim na czele -  składały kwiaty pod pomnikiem ofiar, nie przestrzegając zaleceń związanych z epidemią. Jarosław Kaczyński wjechał także limuzyną na zamknięty dla innych cmentarz.

- Mieliśmy do czynienia z rzeczą hańbiącą i skandaliczną. To była jawna pogarda dla przepisów i zarządzeń własnego rządu, ale też pogarda dla ludzi, którzy przebywali w domach, nie spotykali się z rodzinami, nie wyjechali na święta, nie poszli na cmentarz... Cierpliwie znosili wszystkie obostrzenia i starali się zachować poważnie w poważnej sytuacji - ocenił gość TOK FM. Zdaniem Leszka Millera Polacy zobaczyli, że "są rządzący politycy, którzy te wszystkie ograniczenia mają gdzieś". - Że ich prawo nie obowiązuje, że ból pana Kaczyńskiego jest ważniejszy niż ból milionów Polaków - podkreślił były premier.  

Nie zgodził się także z argumentami polityków prawicy, którzy tłumaczyli zachowanie kierownictwa PiS czynnościami służbowymi. - To nie były żadne uroczystości państwowe ani służbowe, bo gdyby tak było, to zaproszenia otrzymaliby członkowie prezydium Sejmu, a tam przecież są działacze także opozycyjni. Ten krąg zaproszonych byłby znacznie szerszy. To była pisowska impreza - ocenił gość TOK FM. 

Całej rozmowy posłuchaj wygodnie w aplikacji TOK FM. Piotr Kraśko pytał o przyszłość projektu ustawy o głosowaniu korespondencyjnym i zachowanie szefa Porozumienia Jarosława Gowina. 

DOSTĘP PREMIUM