PiS bada frekwencję przed wyborami. "Wprost" dotarł do wewnętrznych sondaży

"Z badań PiS wynika, że w czasie świąt Wielkanocnych deklarowana frekwencja wzrosła o 5 procent" - wynika z informacji "Wprost".
Zobacz wideo

"Wprost" ustalił, że według wewnętrznego sondażu wykonanego na zlecenie PiS, a dotyczącego frekwencji w wyborach prezydenckich, w głosowaniu 17 maja wzięłoby udział 46 proc. wyborców. "Z naszych informacji wynika, że partia Jarosława Kaczyńskiego od kilku tygodni bada frekwencję właśnie w tym terminie, przy uwzględnieniu, że wybory odbyłyby się korespondencyjnie" - czytamy na stronie tygodnika. 

"Zbadaliśmy, że w czasie świąt Wielkanocnych deklarowana frekwencja wzrosła o 5 procent" - powiedziała "Wprost" osoba z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego. Według niej PiS liczy, że frekwencja w majowych wyborach przekroczy 50 proc. "Nawet jeśli tak się nie stanie, to każdy wynik powyżej 30 proc. nas usatysfakcjonuje" – powiedział współpracownik prezesa PiS. Przypomniał także, że w Polsce w ciągu ostatnich lat frekwencja w wyborach była niska, a w wyborach do PE w 2009 roku głosowało niespełna 25 proc. wyborców. 

Kaczyński przekonywał Gowina, aby nie podawał się do dymisji?

"Obecnie najpoważniej rozważanym przez kierownictwo PiS terminem wyborów jest 17 maja" - wynika z informacji tygodnika. "To jest najbardziej realny termin na przeprowadzenie wyborów, jeśli Senat przetrzyma ustawę o głosowaniu korespondencyjnym" - powiedział gazecie informator. "Choć, jak dowiedział się "Wprost", jeszcze tydzień temu Jarosław Kaczyński rozważał pomysł Jarosława Gowina na zmianę konstytucji i wydłużenie kadencji obecnemu prezydentowi o 2 lata, bez braku możliwości kandydowania w kolejnych wyborach" - czytamy. 

Plan popsuć miał jednak PSL. Jarosław Gowin miał przekonywać prezesa PiS, że dogadał się z ludowcami co do zmiany konstytucji. "Jednak mimo zapewnień Jarosława Gowina o umowie z PSL-em, Władysław Kosiniak-Kamysz tydzień temu na konferencji prasowej ogłosił, że nie zgadza się na zmianę konstytucji, tak aby wybory prezydenckie odbyły się dopiero za dwa lata. Prezes PSL tłumaczył, że na zmianę tej kwestii w konstytucji jest już za późno" - pisze tygodnik. 

Kiedy plan szefa Porozumienia się nie powiódł, ten podał się do dymisji w rządzie Zjednoczonej Prawicy. "Prezes przekonywał Gowina, żeby tego nie robił, ale nie udało się go powstrzymać. Jarosław Kaczyński nawet go lubi, traktuje go tak jak kiedyś Marka Jurka. Prezes PiS patrzył na Jarka jak na kosmitę, w głowie mu się nie mieściło to, co robi szef Porozumienia. Na początku myślał, że Gowin ma plan rozbicia rządu, ale szybko zrozumiał, że Gowin nie miał żadnego planu i nic na swoim ruchu nie zyskał" – opowiadał "Wprost" współpracownik prezesa PiS.

Według informatora tygodnika Jarosław Gowin nie będzie próbował wyprowadzić swojej partii z rządu. "Gdyby Gowin chciał tworzyć nowy rząd z opozycją, musiałby mieć więcej ludzi po swojej stronie. A on ma zaledwie 2, 3 posłów Porozumienia z 18-stu" - stwierdził. Jego zdaniem szef Porozumienia odczuwa też utratę wpływów w swojej partii. "Teraz posłowie z każdą sprawą chodzą do Jadwigi Emilewicz. A o ile ona jest lojalna w stosunku do Gowina, to chce zostać w rządzie" - podkreśla. 

Posłuchaj w aplikacji TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM