Pocztowcy nie chcą pracować przy wyborach. "Niektórzy szukają zakażonych koronawirusem, żeby iść na kwarantannę"

- Do wyborów mamy kilkanaście dni, a pracownicy nic nie wiedzą. Jak to ma się odbywać? W jakim zakresie? Ile będą mieli czasu na doręczenie tych pakietów? Co robić z brakiem skrzynki, czy mają jakieś protokoły spisywać na tę okoliczność? Nic nie wiedzą - mówił na antenie TOK FM Piotr Moniuszko, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty.
Zobacz wideo

Choć przepisy o wyborach korespondencyjnych nadal nie są uchwalone, to Poczta Polska, która ma je przeprowadzić, stara się do nich przygotować. Przedstawiciele związków zawodowych pocztowców narzekają, że choć do głosowania zostało niecałe dwa tygodnie, to pracownicy poczty praktycznie pozbawieni są informacji o tym, jak mają się do nich przygotować. - Wśród pracowników zdania są podzielone. Załoga ma największe pretensje do kierownictwa spółki. Wciąż nic nie wiemy. Jak te wybory mają się odbywać? W jakim zakresie? Ile pocztowcy będą mieli czasu na doręczenie tych pakietów? Co robić z brakiem skrzynki, z uszkodzoną skrzynką, czy mają jakieś protokoły spisywać na tę okoliczność? Nic nie wiedzą - mówił na antenie TOK FM Piotr Moniuszko, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty. 

Jak na wieś zabierze się listonosz z tysiącem pakietów?

Agnieszka Lichnerowicz, prowadząca audycję "Światopodgląd" pytała go o jedną z najbardziej kluczowych spraw, czy ludzie na poczcie są gotowi pracować przy wyborach korespondencyjnych. - Część tak, część się waha i nie wiedzą, co robić. Dochodzą takie słuchy, że niektórzy szukają zakażonych koronawirusem, przechodzących chorobę łagodnie w domu, żeby podać do sanepidu, że z taką osobą mieli kontakt i pójść na kwarantannę. Dzięki temu nie będą w czasie wyborów w pracy. Pomysłowość pracowników nie zna granic - powiedział związkowiec.

Podkreślił, że bardziej zadowoleni są listonosze z miast, gdyż dla nich to "nie jest taki problem, doręczać te pakiety". - W jednym budynku ma kilkadziesiąt skrzynek, on nie potrzebuje wiele czasu na dostarczanie tych pakietów. Gorzej mają listonosze, którzy mają rejony wiejskie albo domki jednorodzinne. Tam potrzeba więcej czasu. Jak oni się zabiorą z tysiącem pakietów? Jak to będzie wyglądać? Czy będą to skądś dobierać? Czy ktoś im to będzie dowoził? Brakuje podstawowych informacji - tłumaczył Moniuszko.

Dziennikarka pytała, czy Poczta Polska jest w stanie dostarczyć "te 30 milionów pakietów wyborczych". - Z tego co słyszałem pakiety trafiają już do tzw. węzłów ekspedycyjny-rozdzielczych, czyli do centrów dystrybucji Poczty Polskiej. Z tego, co się dowiedziałem, te pakiety nie są spakowane. To jeszcze jest wyzwanie, że do każdej koperty trzeba włożyć kartę wyborczą, jakąś instrukcję do głosowania i to wszystko spakować do jednej dużej koperty w formie pakietu wyborczego, a później rozdzielić, przesłać do różnych urzędów pocztowych, celem doręczenia przez listonoszy. Do 8 maja pracownicy spokojnie to zrobią w miastach, nie wiem, jak to zrobią na terenach miejskich - tłumaczył gość Agnieszki Lichnerowicz. 

Wskazał też na kolejny problem - noszenie maseczek jest podobno dla listonoszy utrudnieniem. - Skarżą się, że się duszą i im brakuje tchu - twierdził związkowiec. 

Pakiet wyborczy miał być ulotką, a jest?

Listonosze nie widzą też, czy to oni będą ponosić odpowiedzialność, jeśli przesyłka z pakietem wyborczym np. zaginie. - Pakiet wyborczy miał być tzw. drukiem bezadresowym, czyli ulotką. Zgodnie z regulacjami Poczty Polskiej doręczenie ulotki polega na wrzuceniu do skrzynki i odpowiedzialność się kończy. Niemniej to się kłóci z ustawą przyjętą przez Sejm 6 kwietnia, że ten kto zniszczy, ukryje, ukradnie ten pakiet wyborczy, jest zagrożony karą grzywny, łącznie do kary pozbawienia wolności - wskazał gość TOK FM.

Twierdził, że listonoszy nie uspokaja fakt, że będą pakiety doręczać dwuosobowo, więc będą mieć świadka, który potwierdzi doręczenie. - Kto to rozstrzygnie jak klient będzie twierdził inaczej? I wejdzie na drogę sądową. Nie wiadomo, czy sąd nie uzna racji klienta i czy pracownik nie będzie pociągnięty do odpowiedzialności. Do kary grzywny. Ustawa tego nie precyzuje, to błąd - wskazywał związkowiec.

Poskarżył się, że związek z tymi obawami występuje do kierownictwa spółki. - Ale niestety nie dostajemy na nie żadnej odpowiedzi. Firma nie prowadzi z nami żadnego dialogu i całkowicie nas izoluje - powiedział. Uwagi przekazali też marszałkowi Senatu, Tomaszowi Grodzkiemu. 

Moniuszko odniósł się też do informacji na temat zarobków listonoszy za pracę przy wyborach korespondencyjnych. Stwierdził, że na razie trzeba je traktować w kategorii plotek.  - Nieoficjalnie mówi się, że ma być 2800 zł dla listonosza, który weźmie w tym udział. Średnio 200 zł więcej niż miesięcznie zarabiają listonosze. Jeszcze dochodzą informacje, że Poczta Polska zapłaci 1200 dla każdego pracownika, który weźmie udział w tzw. segregacji, przygotowaniu pakietów i podzieleniu ich, a za niedzielę kierowcy, którzy będą opróżniać te skrzynki wyborcze, mają dostać 80 zł za godzinę - powiedział, zaznaczając, że to duża motywacja finansowa, ale związkowcy obawiają się, skąd spółka weźmie na to pieniądze.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM