16 lat temu Polska stała się członkiem UE. "Kiedy o północy wystrzeliły race, wyściskaliśmy się ze łzami w oczach"

- Kiedy o północy wystrzeliły race i rozświetliły całe niebo, wyściskaliśmy się z niemieckim ministrem spraw zagranicznych ze łzami w oczach, mając świadomość, że to jest historyczny moment nie tylko dla nas obu, dla naszych narodów, ale dla całej Europy - mówił w TOK FM Włodzimierz Cimoszewicz, obecnie europoseł, a w 2004 roku minister spraw zagranicznych.
Zobacz wideo

1 maja 2004 roku Polska oficjalnie stała się członkiem Unii Europejskiej. Dzień ten poprzedziły wieloletnie przygotowania i negocjacje prowadzone przez rządy Jerzego Buzka i Leszka Millera. Ówczesny szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz - w rozmowie z Maciejem Zakrockim - przyznał, że przystąpienie naszego kraju do Wspólnoty nie było prostym zadaniem. - W latach '90 w naszym myśleniu dominowało naiwne przekonanie, że to jest niemal wyłącznie kwestia decyzji politycznej, a nie wielkiej pracy, jaką trzeba wykonać i to takiej pracy domowej. Dopiero z czasem sobie to uzmysławialiśmy - powiedział gość TOK FM.

Cimoszewicz przypomniał, że przed zakończeniem negocjacji Polska musiała dostosować swoje prawo do prawa unijnego. Oznaczało to przyjęcie ponad 500 nowych ustaw i znowelizowanie wielu już istniejących.

"Istniało ryzyko, że zostaniemy w przedpokoju na długi czas"

- Nie chcę oceniać moich poprzedników, ale kiedy przejąłem negocjacje, to niestety wypadaliśmy wśród 10 kandydatów najgorzej. Mieliśmy najmniejszą liczbę zamkniętych rozdziałów negocjacyjnych i trzeba było podjąć trudne decyzje o zmianie sposobu negocjowania. Zwłaszcza, że na horyzoncie były ciemne chmury - wspominał ówczesny minister spraw zagranicznych. Tymi "chmurami" było stanowisko niektórych państw (również ubiegających się o członkostwo w UE), w tym głównie Węgier, w sprawie tzw. małego rozszerzenia Wspólnoty. - Mówili, że trzeba przyjąć po prostu tych, którzy są gotowi. A Polska w tym czasie oczywiście nie była gotowa. Istniało więc pewne ryzyko, że tak się może stać i wtedy Polska zostałaby w przedpokoju, może nawet na długi czas. Ale po roku udało nam się to wszystko zakończyć i w grudniu 2002 zakończyliśmy negocjacje, a w 2003 z Leszkiem Millerem mieliśmy zaszczyt podpisać traktat akcesyjny - opowiadał Cimoszewicz.

Prowadzący audycję red. Zakrocki przypomniał, że ważną rolę w odrzuceniu pomysłu owego "małego rozszerzenia" odegrał główny negocjator ze strony Komisji Europejskiej, niemiecki polityk Gunter Verheugen. - To on na każdym kroku powtarzał, że bez Polski nie ma o czym gadać - wspomniał dziennikarz. - Tak, powinniśmy być bardzo wdzięczni Gunterowi. Zresztą to nie był jego osobisty pogląd. To był pogląd dominujący w całych Niemczech. Niemcy zdawali sobie sprawę z tego, że bez przyjęcia ich największego sąsiada ze wschodniej strony to rozszerzenie będzie miało zupełnie inną jakość - podkreślił gość audycji.

"Panowała zupełnie niezwykła atmosfera, gigantycznej radości"

Finał całego procesu i wejście Polski do Unii Europejskiej zbiegło się z dość burzliwym czasem na polskiej scenie politycznej i spadkiem notowań lewicy i samego rządu Leszka Millera.

Cimoszewicz wskazał, że w latach 2001-2005 rządy lewicy miały na swoim koncie zarówno gigantyczne sukcesy (właśnie m.in. skuteczne zakończenie negocjacji i wylobbowanie ratyfikacji traktatu akcesyjnego), ale też "poważne błędy w sposobie sprawowania władzy". - Choć gdyby to porównać z tym, co się dzieje dziś w naszym kraju, to można by jedynie wzruszyć ramionami i powiedzieć "o czym my mówimy?" - skomentował. - Ale prawdą jest, że wtedy rozmaite elementy niewłaściwego sprawowania władzy, upartyjniania, kolesiostwa, obrony ludzi, którzy nie zasługiwali na obronę, skandale i skandaliki przyczyniły się do bardzo poważnego politycznego osłabienia pozycji rządu i Leszek Miller w pewnym momencie musiał podać się do dymisji. Ale ponieważ wszyscy doceniali jego autentycznie wielką rolę w procesie europejskim, to miało miejsce nieoficjalne uzgodnienie, że stanie się to po przystąpieniu naszego kraju do Unii - wspominał Włodzimierz Cimoszewicz.

Pytany, gdzie był 1 maja 2004 roku podał, że wraz z niemieckim ministrem spraw zagranicznych znajdował się na moście na Odrze, w Słubicach. Przypomniał, że wówczas (przed 2004 rokiem) granice między krajami były zamknięte i właśnie w noc z 30 kwietnia na 1 maja - niemiecko-polskie przejście nieoficjalnie zostało już otwarte. - Tysiące Niemców przechodziło na stronę polską i tysiące Polaków na stronę niemiecką. Panowała zupełnie niezwykła atmosfera, gigantycznej radości - wspominał były szef MSZ. - Kiedy o północy wystrzeliły race i rozświetliły całe niebo, wyściskaliśmy się ze łzami w oczach, mając świadomość, że to jest historyczny moment nie tylko dla nas obu, dla naszych narodów, ale dla całej Europy - dodał.

Pytanie jednak, co Polska i Polacy z Unii Europejskiej naprawdę wynoszą i co dla nich jest najważniejsze. Redaktor Zakrocki zastanawiał się, czy przez zaniechania niektórych rządów nie zaczęliśmy - dość szybko - sprowadzać członkostwo do Wspólnoty po prostu do pieniędzy, jakie otrzymujemy m.in. na modernizację kraju. - I kiedy przyszedł czas, w którym zaczęto wytykać Polsce problem z wartościami, to duża część społeczeństwa o tym rozmawiać nie chce lub w ogóle tego nie rozumie - mówił dziennikarz.

Zdaniem Cimoszewicza, po 1989 roku błędem wszystkich ekip rządzących było niedoceniane edukacji obywatelskiej. - Demokracja nie funkcjonuje bez demokratów, a demokraci się nie rodzą. Oni się kształtują, wychowują. Otóż z różnych przyczyn nigdy tego poważnie nie potraktowano - powiedział. Jak dodał, w naszym społeczeństwie zawsze świadomość tego, jak ważna jest demokracja czy praworządność "leżała gdzieś odłogiem". - Jeśli do tego wrzucić kamyczek do ogródka skomercjalizowanych mediów, rywalizujących o oglądalność, słuchalność i reklamy, które spłycały coraz bardziej wszelki dyskurs publiczny, to otrzymaliśmy efekt taki, jaki mamy. Spora część oczywiście ceni te wszystkie demokratyczne i prawne wartości, ale dla sporej grupy są one obojętne i dziś niestety zbieramy żniwo tego wielorządowego zaniedbania - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM