PiS doprowadzi do dymisji Dudy? "Wszechwładza Jarosława Kaczyńskiego została złamana"

Według informacji Onetu w obozie Prawa i Sprawiedliwości rozważana jest dymisja Andrzeja Dudy, dzięki czemu wybory prezydenckie można byłoby przeprowadzić np. w lipcu. Jak komentowała w TOK FM Dominika Wielowieyska, nawet jeżeli ten scenariusz się nie sprawdzi, ale PiS będzie w inny sposób przesuwać wybory, to i tak jesteśmy świadkami porażki Jarosława Kaczyńskiego. I to porażki, którą może zaważyć na sytuacji politycznej w kraju.
Zobacz wideo

"W obozie władzy poważnie rozważana jest dymisja prezydenta - potwierdził Onet w trzech niezależnych źródłach. Gdyby Andrzej Duda dobrowolnie zrzekł się stanowiska, to PiS mogłoby na nowo rozpisać wybory prezydenckie w dowolnym terminie do połowy lipca. I uciszyć zarzuty o naruszanie prawa podczas organizacji głosowania" - czytamy w portalu.

Według rozmówców portalu, jeśli Jarosław Kaczyński nie będzie miał gwarancji, że dysponuje większością niezbędną do uchwalenia wyborów korespondencyjnych w maju, to w ogóle nie podda tego projektu pod głosowanie, ze względu na ryzyko porażki. Jak zwraca uwagę Onet, Prawo i Sprawiedliwość uniknie wszelkich problemów, jeśli "postawi na dymisję Dudy". "Dobrowolne odejście prezydenta jest jasno opisane w Konstytucji. W takiej sytuacji głową państwa staje się automatycznie marszałek Sejmu. Konstytucja mówi też, że w razie opróżniania urzędu prezydenta, marszałek Sejmu zarządza nowe wybory "nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów". To dałoby PiS duże pole manewru, bo takie wyjątkowe wybory można zorganizować nawet kilka dni po rezygnacji prezydenta, a najpóźniej 2,5 miesiąca po dymisji" - czytamy. A to z kolei oznacza, że jeśli Andrzej Duda podałby się do dymisji już teraz, to Elżbieta Witek będzie mogła zarządzić wybory od najbliższej niedzieli do połowy lipca. Druga tura odbyłaby się dwa tygodnie po pierwszej. 

Wielowieyska: Wszechwładza Kaczyńskiego została złamana

Dominika Wielowieyska nie ma wątpliwości, że jesteśmy świadkami sytuacji niezwykle ważnej. Bo nawet jeżeli scenariusz z dymisją Dudy się nie sprawdzi, to po raz pierwszy od dawna Jarosław Kaczyński będzie musiał zrezygnować z forsowanego przez siebie scenariusza. Bo Jarosław Gowin ma przy sobie grupę posłów, którzy nie poprą głosowania korespondencyjnego, w formie przygotowanej przez PiS.

- To oznacza, że Jarosław Kaczyński przegrał, że jego wszechwładza została złamana. To bardzo ważny fakt - oceniła gospodyni Poranka Radia TOK FM. 

Jak mówiła Wielowieyska, prezesa PiS od pomysłu wyborów korespondencyjnych 10 maja próbowali odwodzić najważniejsi politycy, ale Kaczyński wraz z Jackiem Kurskim żadnych argumentów nie przyjmowali. A właśnie Kurski ma być obecnie, Jak podkreśliła dziennikarka, głównym doradcą prezesa Prawa i Sprawiedliwości. 

- Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński się zakiwał. Nawet kardynał Nycz powiedział przecież: nie róbcie wyborów, które będą budzić wątpliwości konstytucyjne - podkreśliła Wielowieyska. I dodała, że brak poparcia posłów Porozumienia Jarosława Gowina oznacza poważną zmianę na polskiej scenie politycznej. - To oznacza, że PiS nie ma większości dla swoich najbardziej szalonych pomysłów - podkreśliła. 

Prof. Tomasz Słomka: Po co ten cały spektakl?

Sprawę komentował też w TOK FM prof. Tomasz Słomka, Katedra Systemów Politycznych z Uniwersytetu Warszawskiego. - Rzeczywiście jest to rodzaj pewnego atomowego scenariusza, który mógłby świadczyć o tym, że obóz władzy zastanowił się nad konsekwencjami pewnych działań. Widać wyraźnie, że jest problem z ustawą o szczególnym trybie przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych. To jest ustawa z gruntu niekonstytucyjna, została wręcz potępiona przez środowisko prawnicze - podkreślił rozmówca Piotra Maślaka.

Politolog zwrócił również uwagę, że "wyraźnie widać, iż mogą być także problemy ze stacjonarnym przeprowadzeniem wyborów 10 maja" ze względu na brak skompletowania komisji wyborczych. 

- A więc tak naprawdę jednym z rozwiązań może być przesunięcie wyborów w ten sposób - poprzez dymisję pana prezydenta. Ale nie wiem, po co cały ten spektakl, skoro można było wykorzystać opcję z rozdziału XI Konstytucji RP, czyli wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, stanu klęski żywiołowej (...) - stwierdził. Takie rozwiązanie dałoby możliwość organizowania wyborów jesienią. 

Aplikacja TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM