Adam Zagajewski: Mamy czarodzieja z Żoliborza, który pociąga sznurki. Dyktatura na wpół komiczna, na wpół groźna

- To jest niesamowity fenomen, kiedy jeden człowiek mało znany, mało mówiący i niezbyt piękny pociąga za sznurki marionetki. Mamy czarodzieja z Żoliborza, który pociąga sznurki. Jest to rodzaj dyktatury na wpół komicznej, na wpół bardzo groźnej - poeta Adam Zagajewski tak widzi sytuację w Polsce.
Zobacz wideo

Mikołaj Lizut pytał Adama Zagajewskiego, czy zamierza głosować w ew. wyborach korespondencyjnych. Poeta wskazywał, że pierwszą reakcją człowieka powinien być bojkot. - Okazać wyższość moralną, ale przecież my nic nie wiemy, co będzie. To zresztą jest niewiarygodne, że sześć dni przed pierwszym terminem, nic nie wiem. Co będzie, czy będzie - mówił poeta. Dodał, że "to są na razie rzeczy abstrakcyjne - wybór - czy pójść wrzucić ten dziwny list do dziwnej skrzynki, czy nie".

Zagajewski podkreślił, że dla władzy w Polsce są "jeszcze różne granice do przekroczenia". - Jeszcze nie mamy obozów koncentracyjnych, jeszcze na razie nie mamy cenzury. Jak się czyta literaturę XX-wieczną, to widać, że tych obozów nie brakowało, nawet Francja je miała  - powiedział poeta. Dodał, że choć do ostrej dyktatury droga jeszcze daleka, to już widać jej początki. - To jest niesamowity fenomen, kiedy jeden człowiek mało znany, mało mówiący i niezbyt piękny, pociąga za sznurki marionetki. Mamy czarodzieja z Żoliborza. Jest to rodzaj dyktatury na wpół komicznej, na wpół bardzo groźnej. To niezwykle egzotyczna sytuacja w kraju, który chciał być nowoczesny, który chciałby być demokracją, żeby był jeden taki ponury facet, który o wszystkim decyduje - tak poeta opisał sytuację w Polsce. 

Stwierdził, że najbardziej w tym wszystkim dziwią go posłowie PiS. - Tłumy niewolników. Nie wiem, na jakie oni korzyści liczą. Nie wiem, czy mają fantastyczne wynagrodzenie za to swoje niewolnictwo, ale w sensie antropologicznym to jest właśnie podłość, żeby zawiesić własny sąd, tylko zdać się na instrukcje płynące z Żoliborza - powiedział. Dodał też, że "współczuje ministrowi kultury". - On stara się popierać swoich a tam przeważają grafomani. Pisarze utalentowani, którzy mają czytelników w Polsce i zagranicą, którzy są tłumaczeni, którzy świadczą o sile polskiej kultury, to nie są pisarze tamtego obozu - wyjaśnił powody. 

Mikołaj Lizut zauważył, że Prawo i Sprawiedliwość jest w dalszym ciągu bardo popularną partią i wiele osób chce na nią głosować. - Tego też nie rozumiem. Są przyczyny ekonomiczne, socjologiczne. PiS pomógł ludziom biedniejszym przez 500 zł. Pomógł ludziom, którzy nie czuli się dobrze w Europie i dostali zastrzyk godności. Ale tu w Krakowie PiS nie wygrywa. W mojej dzielnicy PiS nie wygrywa - podkreślił poeta. 

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM