Jarosław Flis nie widzi szans, żeby wybory odbyły się w maju. "To jest gang Olsena na smutno"

- Najprawdopodobniej wszystko spali się na panewce. Widzimy, że są same problemy. Że zapewnienia nie zostały dotrzymane. Nawet te buńczuczne, że wszystkie pakiety rozniesiemy przed wyborami. Z bliska okazało się, że nikt nie jest tak szalony, żeby roznosić jakieś dokumenty, które wyglądają jak dokumenty państwowe, ale jeszcze nimi nie są - twierdzi prof. Jarosław Flis, socjolog.
Zobacz wideo

- To jest taki gang Olsena na smutno - tak obecną sytuację polityczną podsumował prof. Jarosław Flis z Zakładu Badań nad Mediatyzacją Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- To czarny humor, bo są rzeczy tak przerażające, że nie wiadomo, co z tym zrobić. Czekamy, co się zdarzy. Jedno złudzenie już prysnęło - jeszcze tydzień temu wielu polityków rządzących mówiło, że "tak, tak 10 maja". Dziś wiadomo, że nie ma na co liczyć. Bo nic nie jest przygotowane, w żadnej formule. Nawet jakby jutro przeszła przez Sejm ta ustawa, to się okazuje, że cały proces jest gdzieś w lesie - mówił Flis.

Socjolog stwierdził, że "można dostarczyć ludziom te koperty, ale przecież wybory nie kończą się w momencie, kiedy poczta rozniesie pakiety".  - Cały proces jest później jeszcze bardziej skomplikowany i nic nie wskazuje na to, żeby ktoś się do tego jakoś szykował. Jedni myślą, że jakoś to będzie, a inni myślą, że nie ma co się szykować, skoro tego zapewne nie będzie - powiedział na antenie TOK FM. 

Profesor Flis uważa, że nawet gdyby wybory udało się zorganizować 10 maja, nie byłyby wiarygodne. - Najprawdopodobniej wszystko spali się na panewce. Widzimy, że są same problemy. Że zapewnienia nie zostały dotrzymane. Nawet te buńczuczne, że wszystkie pakiety rozniesiemy przed wyborami. Z bliska okazało się, że nikt nie jest tak szalony, żeby roznosić jakieś dokumenty, które wyglądają jak dokumenty państwowe, ale jeszcze nimi nie są, w związku z tym cała odpowiedzialność spada na tego, kto je roznosi - mówił. 

Jest jeszcze oczywiście możliwość zorganizowania głosowania 17 maja, ale to według politologa też wiąże się z problemami. - Sytuacja nie zmieni się drastycznie. Okej, można by od poniedziałku roznosić te pakiety. Jak to pójdzie, tego nikt nie wie. Ale trzeba by jeszcze zorganizować zbieranie tych pakietów i liczenie - stwierdził i przyznał, że fizycznie to chyba niemożliwe zorganizować wybory 17 czy 23 maja.

- To nie są czasy, że można namalować potiomkinowskie wsie i później to pokazywać carycy, czy prezesowi, że to właśnie odbyło, tylko obieg informacji jest i tylne szeregi jakiś kontakt z rzeczywistością zachowują - podkreślił. Według niego również trudno przewidzieć, jak wiele osób pójdzie na wybory, bo na razie deklarowanie "nie pójdę", oznacza, że "nie chcę, żeby one się odbyły"

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM